Archiwum dla listopad 2006
Anioły, demony i Dan Brown.
„Iluminaci planują wysadzenie Watykanu przy użyciu antymaterii wykradzionej z genewskiego laboratorium” Dan Brown, Anioły i demony.
* * *
Jak Dan Brown tworzył pomysł na książkę:
Pewnego wieczoru w domu Dana Browna. Dan myśli o stworzeniu nowej powieści ale nic mu do głowy nie przychodzi. Myśli o czymś strasznym.
- Żona powiedz mi czego ty się najbardziej boisz? – Dan przeprowadza badanie rynku.
- Że Ziemia kiedyś wyleci w powietrze.
„Aha” myśli Dan „pomysł nie zły”. Ale jak zaplanować wysadzenie całej Ziemi. To nie mieściło się nawet w głowie takiego geniusza zbrodni jak Dan Brown. Trzeba by to jakoś zminimalizować. Może jakieś państwo. Dalej nie mieści się w głowie. Miasto! Tak to jest to! Miasto pełne kogoś kogo ludzie naprawdę się boją i kto ich denerwuje.
- Żona – kolejne badanie rynku – kogo ty się boisz najbardziej i kto Cię denerwuje jak go widzisz w telewizji?
- Osama bin Laden.
Miasto pełne Osamów bin Ladenów. Ale on jest tylko jeden. Jak to zrobić żeby było go więcej. Hmmm………. O! Sklonować.
- Żona, a bała byś się gdyby jedno miasto zamieszkiwało tysiące Osamów bin Ladenów?
- Jaja se robisz? Przecież wiadomo że ludzie się boją Osamy bo jest jeden i nie wiadomo gdzie.
No tak. Potrzeba kogoś innego.
- A kogo się jeszcze boisz i nie lubisz?
- Hmm. Może czasem księdza. Raz kiedyś byłam w kościele to krzyczał na kazaniu. A ostatnio w telewizji jeden ksiądz mówił coś o piekle.
Ha! To jest świetne. Że też wcześniej na to nie wpadłem. Miasto księży. Kurcze. Przecież nie ma miasta księży. Ksiądz mieszka tylko w kościele. Hmm… Wiem wysadzimy szefa Kościoła katolickiego.
- Żona gdzie mieszka szef księży?
- Nie wiem. Pewnie w Waszyngtonie albo w Nowym Jorku.
- No to gdzie dokładnie.
- Sprawdź sobie w encyklopedii.
Dan szuka.
- Rzeczywiście w Nowym Jorku.
- A w jakiej encyklopedii sprawdzałeś. Amerykańskiej? Nie to lepiej sprawdź w europejskiej. Ten szef to jest podobno bardzo stary.
- Ok. – szuka – Nie ma nic pod hasłem szef kościoła.
- Spróbuj kościół katolicki.
- Ty to mądra jesteś. No faktycznie jest. Mieszka w Watykanie. Wiesz że on się nazywa papież.
- To ja go kiedyś w telewizji widziałam. On jest Polakiem! (rok jest 2000)
- No a gdzie może być ten Watykan.
- No jak jest Polakiem to pewnie koło Chicago.
- Poszukam na mapie… Nie ma.
- Sprawdź koło Kalifornii tam mieszka dużo szefów kościołów.
- Też nie ma. Sprawdzę indeks miast… Jest to gdzieś w Omaha. Jest! Hmm… To nie może być to. W tym mieście nie ma lotniska. A papież podobno lata samolotem.
- Sprawdź w encyklopedii.
- Watykan – Miasto w Unii Europejskiej gdzie mieszka szef kościoła papież. Mieszkają tam też księża, zakonnice i jest dużo ładnych zabytków. Chcesz zamówić wycieczkę do Watykanu zadzwoń …
- No to już wiesz!
Super tylko czym to teraz wysadzić? Materiał musi być na tyle dobry aby wysadził całe miasto a jednocześnie na tyle mały aby można było go swobodnie transportować. No i musi budzić duże emocje.
- Żona! Wybuchu czego przestraszyła byś się najbardziej?
- Dan, nie przesadzaj, od kilkudziesięciu lat żyję w strachu przed bombą atomową. Żadna materia mnie już nie przestraszy.
- Żadna, żadna. Gadanie. Nie materia to antymateria. Ludzie zawsze się czegoś boją.
- Antymateria. Mr. Brown jaki ty jesteś głupi, czegoś takiego nie ma.
- A skąd wiesz. Sprawdzę w encyklopedii. Antymateria… Jest! Coś groźniejszego niż bomba atomowa. Pracują nad tym naukowcy. Póki co nie można tego nigdzie kupić, ale pracujemy nad tym… O! Super!
„Teraz tylko skąd to wziąć…” umysł Dana Browna pracuje jak oszalały „…skoro jeszcze tego nie ma to zapewne będą pracować nad tym naukowcy. Skoro tak to pewnie w jakimś laboratorium… tylko gdzie takie laboratorium powinno się znajdować…………no pewnie gdzieś blisko tego miasta księży. Muszę sprawdzić w encyklopedii”
- Laboratoria naukowe – Europa. Jest! Badania bezpieczne dla USA – Brak. Badania niebezpieczne dla USA (bomby jądrowe i itp.) Genewa, Szwajcaria – Laboratorium CERN. Super! To mamy już wszystko.
- Co ty tam Dan do siebie gadasz?
- Nic takiego. Żona, gdzie jest Genewa?
- Dan ja się z tobą rozwiodę. Twoja teściowa tam mieszka! To są rzeczy które powinieneś wiedzieć. W stanie Illonois. Byliśmy tam tydzień po ślubie.
- Nie w stanie Illinois tylko w stanie Szwajcaria.
- A to nie wiem. Szwajcaria to chyba gdzieś koło Kansas. Lepiej sprawdź.
Znowu encyklopedia.
- Szwajcaria. Stan w Unii Europejskiej gdzie jest dużo banków i gór. Szukaj w środku mapy. Jeśli chcesz zamówić wycieczkę zadzwoń… Jeśli szukasz konta za granicą dzwoń… Pełna dyskrecja! Twoja żona się o tym nie dowie. – No, znowu ten sam przypadek co z tym Watykanem. Czemu Ci Europejczycy muszą wszystko od nas kopiować… Wiem! Swoją pomyłkę wykorzystam w książce. Wszyscy się nabiorą. A więc do pracy… Gdzie są te moje szablony do układania rozdziałów…
Komentarz roku!
Polska Rosja 0:2 19:25; 19:25 czyli Nie dość Że Rosjanie nie mają z nami żadnych
problemów to jeszcze dołożyli sobie 12 punktów do Ratio, jeśli w 3 takze przegramy np. do 19 to robi sie już 18 i wtedy w zasadzie nie mamy żadnych szans na awans, taka smutna prawda, a myślałem że wygraja, po heroicznym boju 3:2, teraz widać jak im do tego daleko ;( w zasadzie żeby awansowac to w ostatnim meczu z Serbia trzeba wygrać 3:0 i wszystkie sety do 15 to jest jak wiadomo nierealne;
~przegrywają jak zawsze, 28.11.2006 08:21
* * *
I dla równowagi:
“Jeśli byśmy patrzyli tylko na pierwsze dwa sety, to Rosja powinna ten mecz wygrać” – powiedział bardzo szczęśliwy Raul Lozano.
Jak Gazeta W. pomagała nam wybierać.
Okazuje się, że nawet kamera “Kuriera” ma sympatie polityczne. W raporcie czytamy, przed I turą wyborów: “7 listopada. Manipulacyjny sposób fotografowania: M. Borowski (SdPl) albo z tyłu, albo źle oświetlona twarz, równie źle oświetlona twarz H. Gronkiewicz-Waltz (PO), cienie robią wrażenie negatywne. K. Marcinkiewicz fotografowany najkorzystniej – ujęcie trzy czwarte, jasna twarz”.
* * *
Nie jestem wielkim specjalistą ale to zdjęcie chyba również nie jest zrobione zgodnie z zasadami fotografowania.
1. Najistotniejszy obszar na zdjęciu to centrum zdjęcia z przyległościami. Na omawianym zdjęciu znajduje się tam jedynie niewyraźny plakat i fragment loga PiS.
2. Z Jarosława zwanego (na wyrost) premierem zobaczyć możemy jedynie głowę. Właściwie to jej czubek. Zrobiłem tak zdjęcie mojej żonie i przekonywałem ją że wygląda korzystnie. Nie udało się.
3. Jarek patrzy gdzieś w dal i ma nieciekawą minę. Choć przyznać trzeba, że nawet gdyby uśmiechał się idealnie to i tak prezentował by się raczej jako lider krasnali.
4. U Terleckiego przy tym oświetleniu możemy oglądnąć wszystkie zmarszczki co przedstawia go jeszcze mniej korzystnie (moim zdaniem) niż Jarka. Z kim mi się kojarzy Terlecki na tym zdjęciu, nie napiszę.
5. Wśród zdjęć którymi chwali się pan Tomasz Wiech na swojej stronie, powyższe zdjęcie się nie znalazło. A i oglądnięcie strony wskazuje na to, że pan Tomasz na fotografii się zna. W końcu w gazecie pracuje.
Nieodmiennie – koniec świata.
Ile razy w swoim życiu zaangażuję się intensywniej w czytanie gazet, tygodników opinii i oglądanie programów informacyjnych tyle razy wzrasta moje przekonanie, że świat zmierza ku nieuchronnej zagładzie. Przekonanie to rośnie wraz z każdym kolejnym przeczytanym artykułem lub usłyszaną wiadomością.
Nie wiem czy jest to wynikiem mojej słabej kondycji psychicznej czy też wszechobecnego schematu przedstawiania wiadomości: było dobrze, jest źle i będzie gorzej lub też było źle, jest źle i będzie jeszcze gorzej. Każdy, kto chce być dobrze usłyszany musi obwieścić rychły koniec świata (czytaj: koniec ustalonego od kilkunastu lat porządku). Arabowie nas, my Arabów, Chińczycy nas i Arabów, i tak się kręci… (również na rodzimym podwórku)
Gdy mój strach o koniec świata osiągnie już wystarczającą siłę zawsze (choć szybko ją zapominam) rodzi się ta sama refleksja: Prawda o porządku tego świata jest bardzo odległa od tego co podają wiadomości. Jeśli Arabowie tak bardzo nam zagrażają, czemu ich sponsorujemy kupując od nich ropę, a nie inwestujemy w alternatywne źródła energii. Jeśli Chińczycy nam zagrażają, czemu cała światowa produkcja znajduje się właśnie tam. Odpowiedź, że rządy cywilizacji zachodu są głupie i myślą krótkofalowo, a arabowie, Chińczycy i Rosjanie to mistrzowie przebiegłości i długofalowego planowania wydaje mi się trochę za prosta.
Na wszelki wypadek przestanę więc ponownie czytać gazety. Moje przekonanie o końcu świata nie wpłynie na to kiedy on będzie.
Kuratorium reklamuje i straszy.
Nie znalazłem dokumentu na sieci, więc zamieszczam go w całości. Jest to procedura związana ze sprawowaniem nadzoru pedagogicznego w szkole i zapewnieniu jej wysokiej jakości.
Obszar: I. 2. Wewnątrzszkolny system zapewniania jakości
Standard:
Nadzór pedagogiczny w szkole zapewnia ciągły rozwój i doskonalenie jakości jej pracy oraz zmierza do zaspokojenia potrzeb uczniów, rodziców i nauczycieli. Sprawny i skuteczny nadzór pedagogiczny sprawowany przez dyrektora szkoły sprzyja podwyższaniu jakości jej pracy. Dyrektor organizuje wewnętrzne mierzenie jakości pracy szkoły.
1. W szkole analizuje się potrzeby i oczekiwania uczniów, rodziców i nauczycieli oraz poziom zaspokojenia tych potrzeb i oczekiwań.
2. Zasady organizacji nadzoru pedagogicznego dyrektora są znane nauczycielom i sprzyjają podnoszeniu jakości pracy szkoły.
3. W szkole jest planowane, organizowane i przeprowadzane mierzenie jakości pracy.
4.Dyrektor szkoły sporządza raport z przeprowadzonego wewnętrznego mierzenia jakości stanowiący rzetelne źródło informacji dla organu sprawującego nadzór pedagogiczny, organu prowadzącego szkołę oraz społeczności szkolnej.
5. Uzyskane przez szkołę wyniki mierzenia jakości pracy są gromadzone, udostępniane
i wykorzystywane do poprawy jakości pracy.
6. Nauczyciele angażują się w tworzeniu i modyfikowaniu wewnątrzszkolnego systemu zapewniania jakości pracy szkoły.
7. Wyniki wewnętrznego mierzenia jakości są zbieżne z wynikami zewnętrznego mierzenia jakości.
* * *
Na pierwszy rzut oka dokument wydaje się zwyczajnym dokumentem administracyjnym opisującym procedurę mierzenia jakości. Warto jednak rzucić okiem na pogrubione przeze mnie zdania. Jakie jest ich znaczenie skoro usunięcie ich z dokumentu nie zmieni absolutnie wiedzy dyrektora na temat tego jak zorganizować mierzenie jakości? Rozkładanie tych zdań na czynniki pierwsze mogłoby wyczerpać cierpliwość najbardziej zainteresowanego czytelnika. Potraktuję je więc w sposób ogólny. Po pierwsze na większość tych zdań można popatrzeć jak na reklamę metod proponowanych przez kuratorium. Wskaźnik nr2 jest tego dobrym przykładem. W pozostałych zdaniach poza ostatnim również można wskazać tą intencję autora. Kuratorium więc w obawie o braki w wiedzy edukuje dyrektorów z jakich metod przy zarządzaniu szkołą korzystać. Tylko czemu używa do tego dokumentów prawnych?
Natomiast drugi sens tych zdań ujawni się nam, jeśli zadamy pytanie: A co jeśli tak się nie stanie? Wtedy okaże się, że powyższe zdania mogą być podstawą do oceny działań dyrektora lub pracownika kuratorium. Jeśli czytający raport z mierzenia jakości uzna, że jest on dla niego mało czytelny może uznać, iż dyrektor w swojej pracy był nierzetelny. Jeśli jakość pracy w szkole (cokolwiek by to w tym przypadku nie znaczyło) nie będzie rosła zgodnie z oczekiwaniami to można powiedzieć, iż dyrektor nie jest sprawny i skuteczny. Cóż robota dyrektorów łatwa nie jest.
Nadużycie słowa nadużycie.
- Jestem pewien, że pan prof. Terlecki jest w stanie w sposób energiczny i pomysłowy działać dla wykorzystania przez Kraków środków z Unii Europejskiej. […] Jednocześnie muszę jasno powiedzieć, że te szanse, przy innym wyborze, będą znacznie mniejsze. Z różnych powodów, ale podkreślę jeden: zadania władz samorządowych nie powinny polegać na walce z władzą rządową, ale na współpracy z tą władzą.
“Gazeta” zapytała premiera, czy nie obawia się, że sugerowanie, iż tylko przy prezydencie z PiS miasto, dzięki współpracy z rządem, zdobędzie więcej unijnych pieniędzy, może zostać odebrane przez mieszkańców Krakowa jako szantaż? - To spore nadużycie słowa szantaż. […] – odpowiadał Jarosław Kaczyński.
* * *
szantaż wymuszanie czego (zwł. pieniędzy) na kim przez zastraszenie go, zwł. groźbą ujawnienia kompromitujących postępków, faktów, dokumentów.
Co znaczy, że nadużyłem pewnego słowa? Doskonałym przykładem wydaje się dzisiejsza sytuacja przy obiedzie.
Podczas gdy żona już dawno skończyła jeść swój posiłek na moim talerzu ciągle znajdowały się 4 kluski z mięsem. Zapytałem więc: Czy masz ochotę na jeszcze jedną kluskę? Na co usłyszałem w odpowiedzi: Jeśli miałbyś się męczyć…
Możemy się teraz zastanowić, czym będzie się różnić odpowiedź: <<To nie prawda, że miałbym się męczyć>> od odpowiedzi <<Nadużyłaś słowa męczyć>>. Pierwsza wypowiedź oznacza, iż zjedzenie tych klusek nie będzie miało absolutnie nic wspólnego z męczeniem. Zjem je z przyjemnością, ale np. kocham ją tak bardzo, że chętnie się z nią podzielę. W drugim przypadku uznamy, iż zjem te kluski, bo inaczej się zmarnują, ale nie będzie to dla mnie przyjemność. Słowo nadużycie odnosi się, więc do zjawisk stopniowalnych i podkreśla fakt, iż opis oraz obiekt, który jest opisywany są, na pewnym kontinuum, do siebie oddalone.
Rodzi się pytanie: Kiedy możemy mówić o stopniowalności szantażu? Można podać dwie sytuacje. W pierwszym przypadku możemy umieścić szantaż w pewnej szerszej grupie: nieetycznych zachowań negocjacyjnych. Wtedy powiedzenie, że nadużyto słowa szantaż oznacza, że zaistniała nieetyczne zachowanie, ale o znacznie mniejszej „sile nieetyczności”. Drugie rozumienie odnosi się do jasności całej sytuacji. Zaobserwowaliśmy pewne zdarzenie, które na pierwszy rzut oka wygląda jak szantaż, ale w rzeczywistości okazuje się, iż wystąpiło tu wiele różnych innych czynników i tego czy był to szantaż czy nie możemy się jedynie domyślać. W związku z tym istnieje podejrzenie szantażu, ale nic na pewno powiedzieć nie można. Spróbujmy przyrównać naszą analizę do słów wypowiedzianych przez premiera w tej konkretnej sytuacji. Jeśli użył on słowa w pierwszym znaczeniu to uważał, iż sytuacja, którą sprowokował nie jest może szantażem, ale należy do grupy zachowań nieetycznych, a jej użycie może być uzasadnione np. koniecznością walki o władzę. (Koniec zdania to jedynie przypuszczenia). Natomiast, jeśli użył omawianych słów w znaczeniu drugim to oznacza, iż przypuszcza, że to szantaż. Ponieważ to on sam jest twórcą całego zdarzenia można uznać wariant drugi za mało prawdopodobny. Oznacza to więc, iż premier najpierw zachował się nieetycznie na konferencji a następnie sam (nie wprost) się do tego przyznał. Imponująca gra!
Zupełnie na marginesie należy również docenić pana Wiecha i jego „obiektywne” zdjęcie.
Chłopcy muszą się bić.
Olga Johann: Wilki to młodzież, która dziewczynie dokucza. Powiedziałabym więc tej dziewczynie, że w dorosłym życiu takie brutalne sytuacje się zdarzają. Że musi sobie znaleźć przyjaciółkę, która stanie po jej stronie. Owszem, będzie jej trudniej. Bo jest dziewczyną. Chłopiec by sobie znalazł kumpla i by się pobili z dokuczającymi kolegami.
Redaktor: Minister Giertych by ich wsadził do specośrodków.
- Chłopcy muszą się bić. Minister Giertych tego nie zmieni. Problem tylko taki, aby się nie uszkodzili.
Gdybym z tą dziewczyną rozmawiała przez młodzieżowy telefon zaufania, to bym jej powiedziała: musisz nabyć odporności. Świata nie zmienisz. Siebie możesz zmienić. Jeśli będziesz sama, to ci będą dokuczać. Jeśli znajdziesz przyjaciół – to twoi prześladowcy przegrają.
* * *
Zdawałoby się, że osoby siedzące za telefonem zaufania powinny sprawiać, aby ich rozmówcy poczuli, że warto ufać innym ludziom. I to nie tylko tym, do których dzwonią, ale przede wszystkim tym z ich najbliższego otoczenia, którym zaufać się boją. Jakie więc zaufanie może wzbudzić telefonicznie pani Olga?
Dzwoni telefon zaufania, odbiera pani Olga:
Uczeń: Jest mi źle chcę się zabić.
Olga: Dlaczego?
Uczeń: Koledzy w szkole się ze mnie śmieją i mnie biją.
Olga: Chłopcy muszą się bić. Problem tylko taki, aby się nie uszkodzili.
Uczeń: Kiedy oni mnie właśnie uszkodzili.
Olga: musisz nabyć odporności. Świata nie zmienisz. Siebie możesz zmienić. Jeśli będziesz sam, to ci będą dokuczać. Jeśli znajdziesz przyjaciół – to twoi prześladowcy przegrają.
Uczeń: Kiedy wszyscy kandydaci na przyjaciół to właśnie moi prześladowcy.
Olga: ???
Druga chyba gorsza sprawa to dzielenie przez panią Olgę świata na NAS i PRZEŚLADOWCÓW. Pani Olga zakłada iż jeśli ktoś kogoś prześladuje to ma stałą prześladowczą psychikę, która się nie zmieni, a celem takiej osoby jest właśnie prześladowanie innych. Dzieci, które prześladują córkę D. Hojarskiej nie są prześladowcami. Przerasta ich najprawdopodobniej cała sytuacja i temu trudno się dziwić. Ważną rolę powinni odegrać tutaj nauczyciele. Ciekawe jaka jest ich postawa w tej sprawie?
Pamiętnik internetowy – Kwadratowe koło.
Na początek wypadałoby się zająć analizą samego pojęcia blog albo raczej jego polskiego odpowiednika – pamiętnik internetowy. Intryguje mnie to, dziwaczne połączenie, bo przypomina coś w rodzaju kwadratury koła. Jeśli zerkniemy do wikipedii aby sprawdzić co oznacza pamiętnik dostaniemy wpis następujący:
Pamiętnik – gatunek autobiograficzny, dłuższy utwór pisany prozą, zawierający opis zdarzeń i zjawisk, których narrator był świadkiem lub uczestnikiem. W odróżnieniu od dziennika nie musi być pisany codziennie i może zawierać opis zjawisk z pewnej perspektywy czasowej. Pamiętniki są źródłami wiedzy historycznej, obyczajowej i społecznej. Są to utwory z pogranicza literatury pięknej i literatury faktu.
Potoczne rozumienie czynności, jaką jest pisanie pamiętnika tłumaczyłbym jako zapisywanie zdarzeń z naszego życia i dokonywanie analizy tego, co się wydarzyło; notowanie refleksji; przechowywanie wspomnień. Pisanie pamiętnika o ile nie musi być regularne to jednak powinno trwać przez dłuższy okres czasu. Mówiąc: „Miesiąc mojego życia pisałem pamiętnik” raczej nie spotkamy się z wyrazami uznania i gratulacjami wytrwałości. Wartościowy pamiętnik to pamiętnik kilkunasto- lub więcej letni. Kolejna sprawa to problem intymności. Pamiętnik nie jest dziełem do natychmiastowej publikacji. Myśli tam zawarte są myślami związanymi z poruszającymi nas aktualnie emocjami i dopiero, gdy te emocje opadną, sprawy się rozwiążą i nabierzemy dystansu do innych i samych siebie w kontekście tych spraw pojawia się (chyba) gotowość do dzielenia się tym. Kolejna sprawa to rola czytającego nasze dzieło. W przypadku pamiętnika inaczej niż w przypadku opowiadania, wiersza czy powieści rola czytającego jest znacznie mniejsza. Za dobry pamiętnik uznamy taki, w którym zapisujemy to, co rzeczywiście myślimy w danej chwili, a nie to, co chcielibyśmy, aby przeczytali o nas potomni. Oczywiście pełne pamiętnikowe uzewnętrznienie nie jest możliwe, każdy ma sprawy, którymi nie dzieli się nawet „z samym sobą”. Istnieje jednak coś pomiędzy całkowitą szczerością, a pisaniem pod publikę.
Budując więc nasze pojęcie pamiętnika skojarzymy go ze słowami: wieloletni, intymny, skoncentrowany na piszącym, szczery.
Natomiast powiedzenie, że coś funkcjonuje w Internecie oznacza, że jest powszechnie dostępne (najczęściej), szybkie, skoncentrowane na teraźniejszości. Piszący staje więc pod silną presją innych użytkowników. Po pierwsze istnieje duża szansa, że nasze rozmyślania na temat zdarzeń aktualnych może przeczytać osoba, która w tych zdarzeniach uczestniczyła. Czytając może poczuć się dotknięta naszymi opiniami i zareagować na nie publicznie. Po drugie pisząc pamiętnik w Internecie, autor będzie znacznie bardziej narażony na pokusę pisania pod czytelnika, co może istotnie wpływać na jego szczerość i (ponownie) dobór tematów.
Tak więc albo należy uznać, iż pojęcie pamiętnik internetowy jest czymś zupełnie innym niż pamiętnik w tradycyjnym rozumieniu (wtedy należałoby się zastanowić czym) albo uznać iż pojęcie to można przypisać tylko nielicznym blogom (jeśli jakiemukolwiek).
Mój blog pamiętnikiem internetowym nie jest i na własny, póki co użytek, zakładam iż blog to pewna prywatny fragment w cyberprzestrzeni organizowany i udostępniany zgodnie z życzeniem jej właściciela.


