Moc illokucyjna.

Archiwum dla grudzień 2006

Ratavi i psia kupa.

z jednym komentarzem

Ratavi, stojąc na miejskim rynku, przysłuchiwał się płomiennej mowie głoszonej do mieszkańców przez lokalnego polityka. Podszedł do niego bard i zapytał.

- Jesteś mędrcem, dlaczego nie reagujesz, gdy ten człowiek mąci ludziom umysły i nie pokażesz wszystkim, że kłamie?

Ratavi przez chwilę milczał, a następnie odpowiedział:

- Potraktuję z należytą troską Twoje pytanie, ale w zamian mam do Ciebie nietypową prośbę.

- Z przyjemnością pomogę Ci, jeśli będę w stanie.

- Jesteś jednym z najlepszych bardów w tej krainie, podobno potrafisz napisać pieśń na każdy temat.

- Przyznam, że rzadko kto może się ze mną równać.

- Spełnij więc mą prośbę i napisz do wieczora pieśń na temat tej oto psiej kupy.

- Zaiste dziwna jest twa prośba, ale ze względu na szacunek dla ciebie spróbuję. Mam nadzieję, że nie żartujesz sobie ze mnie.

- Moja prośba jest nietypowa, ale poważna.

Wieczorem Ratavi spotkał się ponownie z bardem.

- Niestety nie jestem w stanie spełnić Twojej prośby. Próbowałem wpierw opiewać zalety, a następnie wady psiej kupy. Ale pomimo mojego kunsztu i wysiłku efekt zawsze był groteskowy. Gdy natomiast chciałem stworzyć groteskę wychodziła ona bez polotu i mogła co najwyżej wzbudzić czyjeś politowanie. Jakkolwiek bym się nie starał, w tej konfrontacji zawsze ujawniała się moja niemoc wynikająca nie tyle z braku talentu, co z mizerii tematu. Przykro mi, że nie mogę ci pomóc.

Ratavi uśmiechnął się:

- Nie napisałeś wprawdzie pieśni, ale masz swoją odpowiedź – i odszedł.

“W nieznane po własnych śladach”
“Zapiski o Ratavim”
Eboniusz Młodszy.

Spis treści.

Written by dru'

24 grudzień 2006 at 12:21 am

Napisane w Ratavi

Brakujące ogniwo.

z 2 komentarzami

Od wielu lat naukowcy zajmują się poszukiwaniem brakującego ogniwa w ewolucji. Kogoś pomiędzy małpą, a człowiekiem. Przyznać trzeba, że mogą się poszczycić sporymi sukcesami w tym obszarze. Niestety białe plamy w rozwoju (albo regresie) nie dotyczą tylko rozwoju gatunków. Również ludzka aktywność pełna jest niewiadomych. Do niedawna mogliśmy się pytać, w jaki sposób polska muzyka przeszła tragiczną przemianę od Niemena do disco polo. Do niedawna, bo dziś odpowiedź już znamy.

Dziwny jest ten świat,
gdzie jeszcze wciąż
mieści się wiele zła.
I dziwne jest to,
że od tylu lat
człowiekiem gardzi człowiek.

Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw,
czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.

To wszystko sprawił grzech, że ludziom jest ze sobą źle
Bo za miast dobrem przegnać zło, dali się splątać jakąś grą

To wszystko sprawił grzech, że ludziom jest ze sobą źle
Więc za miast w swojej dumie trwa, spytaj sumienia jak się ma

Jak się masz sumienie, jak się masz
Powiedz mi, kiedy znowu cię zobaczę
Jak się masz sumienie, jak się masz
Powiedz mi, co zostało z naszych marzeń
Jak się masz sumienie, jak się masz
Życzę ci, abyśmy byli razem już.

Spis treści.

Written by dru'

23 grudzień 2006 at 12:25 pm

Napisane w kpiny

Zbity uczeń 2007.

z 7 komentarzami

Inspiracje:

1. Działacz PiS chce kar cielesnych w szkołach.

2. Janusz Baczyński, Kara chłosty w szkole.

3. Ankieta.

Ponieważ nowoczesna szkoła nie radzi sobie, we właściwy sposób, z wychowywaniem uczniów, powinna sięgnąć stary i sprawdzony sposób: „klaps edukacyjny”. Co jakiś czas pojawiają się w mediach propozycje przywrócenia w szkole tej metody nawiązywania bliskiego kontaktu nauczyciela z uczniem, ale są to pomysły mało konkretne i niedopracowane. Mój pomysł idzie znacznie dalej i wskazuje rozwiązania, jak wprowadzić powyższą metodę do szkoły. Nazwałem cały projekt „Zbity uczeń 2007” gdyż mam nadzieję, iż tak zaawansowana praca spotka się w końcu z pozytywną opinią ministerstwa i błyskawicznie zostaną podjęte kroki do jej realizacji.

Na początek konieczne będzie wprowadzenie listy wykroczeń. Sprawa początkowo wydaje się prosta, ale w raz z jej zaawansowaniem pojawiają się pewne problemy. Najprostszą formą byłoby wypisanie wszystkich czynów karalnych, a następnie przypisanie każdemu z nich ilości uderzeń. I tak np. wybicie szyby – 10 klapsów, używanie komórki – 1 klaps, itp. Problemem jest jednak kompletność listy. Praktyka dowodzi, iż źli uczniowie chodzący do szkoły, wykazują się dużą pomysłowością przy popełnianiu złych uczynków i mogliby chowając się za lukami w prawie uprawiać bezkarnie swoje chuligańskie wybryki. Dlatego też moja propozycja, to wskazanie zagadnień karalnych, np. zniszczenie mienia, publiczne obrażenie nauczyciela, publiczne obrażenie dobrego ucznia, brak zdyscyplinowania, używanie przedmiotów zakazanych w szkole, naruszenie nietykalności osobistej nauczyciela. W każdym z tych obszarów byłaby wskazana minimalna i maksymalna ilość klapsów, którą można wykonać. Następnie każda sprawa o wykonanie klapsów byłaby przedstawiona Szkolnej Komisji Dyscypliny (SzKoDa) składającej się z pracownika kuratorium, nauczyciela z innej szkoły oraz przedstawiciela policji. Komisja ta, kierując się dobrem ucznia i ogólnie akceptowalnymi chrześcijańskimi wartościami, ustalałaby wielkość kary na podstawie zeznań światków. Tym sposobem rozwiązałby się min. problem wyzwisk. Wiadomo, że w zależności od środowiska wyzwiska mogą mieć różną wagę. Taki na przykład „spieprzaj dziadu” u niektórych może wzbudzić trwogę i zgorszenie (niesłuszne), przez innych zaś zostać potraktowane jako zwykła, stanowcza odmowa. Dlatego też, komisja przesłuchując rodziców dziecka i nauczyciela będzie określać kaliber przekleństwa w ocenie świadków, a następnie wyliczać średnią. Oczywiście pod uwagę będzie brane jedynie zdanie rodziców dobrych dzieci. Złe dziecko, co jest oczywiste, musi mieć złych rodziców, więc ich zdanie będzie przez sąd ignorowane.

Drugi niezwykle ważny problem to samo wymierzenie kary. Oczywiście niedopuszczalne jest, aby nauczyciel organizował to na własną rękę (dosłownie). Każdy z nas dysponuje różną siłą i wymierzane kary mogłyby się okazać niesprawiedliwe. Dlatego też konieczne jest skonstruowanie maszyny bijącej „Sprawiedliwa Ręka”, która wdrożona do masowej produkcji szybko znalazłaby się w każdej szkole. Dodatkowo przewiduję mniejsze, poręczne maszyny dla rodziców. Taka maszyna charakteryzowała by się możliwością ustawienia siły uderzeń. Ponad to konieczne będzie opracowanie algorytmu, umożliwiającego określenie siły klapsów dla indywidualnego ucznia. Wiadomo uczeń przy kości mniej będzie bał się kary niż uczeń chudy. Tak więc konieczne jest określenia siły uderzenia w zależności od wzrostu, masy ciała, grubości tkanki tłuszczowej, amortyzacji ubrania i innych czynników. Cała kara byłaby wykonywana w obecności Szkolnej Komisji ds. Realizacji Programu Wychowawczego, z podobnym składem jak SzKoDa. Dzięki temu uczeń miałby świadomość iż jest otoczony równą troską co jego koledzy.

Mam nadzieję, iż w przejrzysty sposób udało mi się przedstawić praktyczne zalety mojego projektu. Teraz czekam na propozycję z ministerstwa.

Spis treści.

Written by dru'

22 grudzień 2006 at 1:09 am

Napisane w edukacja, szaleństwo

Ratavi i sens życia.

without comments

Któregoś dnia na rzadko uczęszczanej drodze, w odległej krainie, pewien podróżny dogonił Rataviego i zapytał.

- Już od dwóch lat poszukuję Cię, abyś mi wskazał odpowiedź na dręczące mnie pytanie. Cóż mam czynić w życiu?

- Świetnie wybrałeś – odparł Ratavi i udał się w dalszą podróż.

“W nieznane po własnych śladach”
“Zapiski o Ratavim”
Eboniusz Młodszy.

Spis treści.

Written by dru'

20 grudzień 2006 at 1:28 am

Napisane w Ratavi

Logo.

z 2 komentarzami

Written by dru'

19 grudzień 2006 at 1:06 am

Napisane w samotniki

Komu nie staje?

z 6 komentarzami

Kto w Polsce interesuje się polityką? Wszyscy (prawie). Ci, którzy twierdzą, że polityka ich nie obchodzi skazują się na podejrzenia o dziwactwo i ciężko im uczestniczyć w codziennej komunikacji.

Zastanawia mnie, co to znaczy interesować się polityką? Polityka to podejmowanie działań mających na celu zdobycie władzy. Jeśli więc interesuję się polityką oznacza to, że interesuję się tym jak inni zdobywają władzę w państwie. O ile w państwach autokratycznych zainteresowanie zwykłych obywateli polityką ma znaczenie marginalne, o tyle w demokracji znaczenie to jest nie do przecenienia. W końcu to właśnie obywatele decydują o tym, kto tą władzę zdobędzie.

Jak więc można dążyć do zdobycia władzy w państwie demokratycznym? Przekonując obywateli, że właśnie ja jestem w stanie dobrze zarządzać państwem. I tutaj, na przestrzeni lat, wypracowane zostały dwa sposoby postępowania. Pierwszy mówi, iż należy dobrze zarządzać państwem (zgodnie z pewną wizją), a obywatele sami zobaczą naszą pracę i nagrodzą nas ponownym wyborem. Drugi to przekonanie obywateli, że jestem najlepszy (inni są gorsi) przy pomocy manipulacji, która z rzetelną praca na rzecz państwa ma wspólnego niewiele. Oczywiście, te dwa sposoby wzajemnie się nie wykluczają.

Nie ma wątpliwości, iż każdy chciałby mieszkać w państwie, które jest rządzone przez reprezentantów pierwszego sposobu myślenia. Nie ma też wątpliwości, iż obecnie w Polsce dominuje sposób drugi. Pytanie tylko dlaczego tak się dzieje? Czy jest to wina polityków? Politycy podejmują takie działania, które mają im zapewnić reelekcję i utrzymanie władzy. Byli w przeszłości wśród nich tacy, którzy podejmowali trud różnorodnych reform (z różnym skutkiem) mając nadzieję, iż społeczeństwo to doceni. Tymczasem okazuje się, iż utrzymują swoją popularność ci, którzy mydlą oczy, sieją zamęt i oskarżają o wszystko co złe innych.

Nas wyborców bardziej interesuje gdzie posłowie trzymają swoje interesy, kto kręci ładniejsze taśmy oraz na co dowodem jest smok wawelski. Wolimy afery, które z solidnym zarządzaniem państwem mają niewiele wspólnego. I dostajemy to co chcemy, bo politycy są bardzo wrażliwi na nasze gusta. Głosujemy więc nie tylko idąc na wybory raz na kilka lat, ale robimy to codziennie wybierając artykuły do czytania i tematy do dyskusji. Gdyby wszyscy Polacy powiedzieli, że interesy Samoobrony są ich interesami i ewentualnie prokuratora, jeśli wetkną je w niewłaściwe miejsce, sexafera skończyła by się tego samego dnia. Ponieważ tak się nie stało teatr absurdu trwa. Niemożliwe żeby zainteresowania Polaków się zmieniły? Pewnie to prawda, ale nie dziwmy się zachowaniom polityków, bo sami na to pracujemy. Z dziećmi, o seksie Polacy rozmawiać nie potrafią, ale o cudzym seksie ze znajomymi, to zupełnie inna sprawa.

Nie staje nam. Rozumu.

Spis treści.

Written by dru'

15 grudzień 2006 at 11:55 pm

Napisane w refleksje

Tyrania kotleta.

z 2 komentarzami

Od czasu, gdy byłem w stanie skupić wzrok na jednym przedmiocie przez pewien okres czasu i dorosłem do uczestniczenia w weselach, zastanawiała mnie jedna rzecz. Dlaczego filmy z wesela są takie nudne? Niby to najważniejszy wydarzenie w życiu, każdy stara się jak może, aby wszystko było doskonałe pod każdym względem, a jeszcze nie widziałem filmu z wesela (łącznie ze swoim własnym), który byłby w stanie utrzymać moją uwagę choćby do przysięgi. Wszystko w nich jest takie samo.

Każdy ślub jest inny, na każdym pojawiają się dwie różne osobowości, każdy jest w innym miejscu (często niezwykle ciekawym), na każdym olśniewająca suknia i garnitur. Na każdym prężący się z dumy pan młody i rozanielona pani młoda. Każdy z nich wyjątkowy i na każdym warto pobyć choćby chwilę. A gdy wszystko się skończy, włączamy kasetę i co… Zdjęcia, przymiarki sukni, wejście do kościoła, przysięga z pogłosem, toast, kotlet, taniec, kotlet, taniec, oczepiny, kotlet, taniec, kotlet, taniec i napisy. Nawet, jeśli trafiło się coś wyjątkowego (a przecież sam ślub jest wyjątkowy) i tak ginie to w tłoku kotletów i niezliczonych ilości tańczących par.

Tak więc sobie wyobrażam filmy ze ślubu. Film nowej jakości (na obecnym stadium koncepcja bardzo niedopracowana).

Na początek, zjawiamy się u kamerzysty na wywiad z ankietą. Kamerzysta męczy nas przez godzin co najmniej kilka. Pyta wpierw osobno o dzieciństwo, rodziców, nasze kontakty z innymi, wyobrażenia na temat świata – jak rasowy psychoanalityk. Całość nagrywa na kamerę, aby dodatkowo zdobyć informację na temat naszego sposobu poruszania się. Potem rozmowa wspólna, na temat naszej miłości. Jaka jest, co jest w niej dobrego, z czym jest nam łatwo sobie radzić, a z czym nie. Kamerzysta-psycholog nagrywa, ogląda i słucha.

Następnie, już sam kamerzysta-artysta siada z tym całym materiałem i szuka jakiegoś punktu zaczepienia. Pyta. Co nas wyróżnia? Jacy jesteśmy? Co jest najpiękniejszego w naszej miłości? A gdy już odnajdzie to coś, szuka środków, aby to wyrazić. Dobiera temat muzyczny, barwy, sposób kręcenia kamerą i robienia zdjęć, może jakieś miejsca gdzie można by zrobić zdjęcia, itp. Zgłasza ewentualnie sugestie dotyczące organizacji wesela i ślubu lub jego fragmentów. Na koniec, całość przedstawia młodym.

Ale to nie ma być film kotletowo-taneczny. To ma być film o rodzącej się miłości. Miłości ludzi różnych od siebie, a jednak tworzących jedną całość. Miłości, która gdzieś się zrodziła i która z biegiem czasu nabiera wyrazu. Miłości, dla której obecna chwila jest kamieniem milowym. Miłości która się zmieni. Miłości, która wyda owoce. To musi porwać. Koło czegoś takiego, każdy ludzki człowiek nie może przejść obojętnie. Kamerzysta-człowiek wszystkoumiejący puszcza muzykę, pokazuje obrazy, zdjęcia młodych, fragmenty ślubu, wesela. Film tętni życiem. Widzimy jak rodzi się miłość. Babcia widzi. Ciocia widzi. Nawet wujkowie odrywają się od piwa z kotletem na rodzinnym oglądaniu filmu. Napięcie narasta. Ktoś rozdziawia usta. Muzyka się wznosi. Tematy niby odrębne, ONA i ON łączą się. Powoli, coraz wyraźniej kształtuje się to, co powstanie dzięki im dwojgu. Teraz już, kto tylko może, nawet młodzi, wlepiają oczy w ekran, by dostrzec istotę ich miłości. Zapada cisza pełna oczekiwania. Istnieją tylko ekran, miłość i młodzi. Film przyspiesza i nagle… słyszymy „Tak”. Powiedzieli TAK. Powiedzieli SOBIE TAK. Wszyscy padają sobie w objęcia. Ktoś roni łzy. Ktoś rozlewa piwo. Ktoś krztusi się kotletem. Ale to nie ważne. Powiedzieli sobie tak. Każdy nauczył się czegoś nowego. O panu młodym. O pani młodej. O ich miłości. Nikt już nie patrzy na nich jak na dwa kawałki czegoś. Nie. Oni się kochają i to jest jasne.

Spis treści.

Written by dru'

7 grudzień 2006 at 2:11 am

Napisane w szaleństwo

Moja spiskowa teoria dziejów.

z 9 komentarzami

Spędziwszy wiele czasu na dyskusjach politycznych, zaciekle komentując, oceniając, przewidując i broniąc swoich racji, pewnego dnia doszedłem do wniosków, które umieściły mnie w zaszczytnym gronie twórców spiskowych teorii dziejów. Poniższą refleksję traktuję jako dobre ćwiczenie umysłowe, dające dodatkowo możliwość irytowania innych wypowiedziami umieszczonymi na końcu posta. Ludzie dostają białej gorączki, gdy im się próbuje udowodnić, że oglądanie wiadomości i codzienne żywe dyskusje na tematy polityczne są bez sensu.

No więc, wyobraźmy sobie świat gdzie:

1. Istnieją dwie dominujące grupy ludzi.

2. Pierwszą z nich, i chyba najbardziej jednolitą, są Ludzie Kontrolujący Naprawdę Wielkie Pieniądze. Ci, którzy są w stanie kontrolować światowy rynek finansowy. Może nie współpracują ze sobą ściśle na co dzień, ale najważniejsze decyzje podejmują po wspólnym uzgodnieniu. Ich celem jest utrzymanie stabilnej i rozwijającej się (aby mieć jeszcze więcej pieniędzy i władzy) gospodarki światowej.

3. Ludzie Ci (o, biedni są jednak) dzielą świat na trzy części. Tam, gdzie można coś wyprodukować. Tam, gdzie można coś sprzedać. I Resztę.

4. Tam, gdzie można coś wyprodukować rządy muszą być scentralizowane, aby było wiadomo z kim robić interesy.

5. Tam, gdzie można coś sprzedać musi być demokracja, bo wtedy ludzie mają najwięcej pieniędzy do kupowania oraz najłatwiej w tym systemie utrzymać kontrolę nad bogatymi, którzy chcąc nie chcąc kształcą się i coraz lepiej rozumieją świat.

6. Reszta służy do testowania oraz jako wysypisko odpadów. Testowane są produkty prototypowe: np. leki czy broń.

7. Druga grupa to rządzący armiami (dla uproszczenia nazwijmy ich generałami). Grupa ta cele ma dwa. Rozwój technologiczny uzbrojenia i utrzymanie porządku, który sprzyja funkcjonowaniu rynku światowego, zgodnie z myślą finansistów. W zamian za to, finansiści chętnie wspierają cel pierwszy.

8. Generałowie doskonalą swoje umiejętności i broń, wykorzystując do testowania te miejsca, gdzie aktualnie finansiści niczego nie kupują, ani nie sprzedają.

9. Generałom nie zależy na pokonywaniu, ale na testowaniu i utrzymywaniu pod kontrolą tych, którzy istnieć muszą, czyli wszelkiej maści rewolucjonistów. Przydają się oni z dwóch powodów: można do nich bezkarnie strzelać i można nimi straszyć innych.

Konsekwencje dla Polski:

1. Polska trafiła, na jej szczęście, do krajów, gdzie się coś sprzedaje. Oznacza to, iż finansistom będzie zależało, aby w kraju był stały wzrost gospodarczy.

2. W ramach zabezpieczenia rynku, Polska będzie się również znajdować pod opieką generałów.

3. Finansistów interesuje jedynie wzrost gospodarczy oraz zaufanie ludzi do systemu demokratycznego – co jest gwarantem bezpieczeństwa całego systemu.

4. Resztę problemów finansiści zostawiają w rękach lokalnych (państwowych) polityków, którzy nie mając żadnego wpływu na gospodarkę, zajmują się sprawianiem wrażenia, że do czegoś jednak są potrzebni. Ponieważ gospodarka nie jest ich, będą więc chętnie robić różnego rodzaju oszustwa, aby uszczknąć co nie co z pieniędzy finansistów.

5. Media pogrążone są w tropieniu afer i newsów, politycy pogrążeni są w robieniu afer i newsów, a wszystko to tylko po to, aby sprawić wrażenie, że coś istotnego się dzieje.

6. Wybory nie mają znaczenia. Ktokolwiek nie zostanie wybrany i tak wyląduje w kieszeni finansistów.

7. Powyższa koncepcja pozwala uwolnić się od Szaleństwa Analizowania Aktualnych Wydarzeń, z których w myśl owej koncepcji nic istotnego i tak nie wyniknie, bo prawda jest gdzieś indziej.

8. Nawet jeśli to kompletna bzdura to:

a) ile godzin dziennie można zaoszczędzić ignorując bieżące informacje?

b) jakie można zrobić wrażenie mówiąc innym, że to wszystko nie ma znaczenia. :D Warto choć raz spróbować!

Spis treści.

Written by dru'

7 grudzień 2006 at 2:05 am

Napisane w szaleństwo

Technolog z talentem literackim.

z 3 komentarzami

Redaktor: Czyli pasjonują Pana tylko nowoczesne technologie, a nie staroświecka telewizja?

Twórca Gadu-Gadu: Nie wszystkie. Nie czytam na przykład blogów. Rozumiem, że ktoś ma talent literacki, ale nie wierzę, żeby go miały miliony ludzi. A 10 milionów czytających wierzy, że talent ma ten milion piszących.

Mój status: niewidoczny

* * *

Redaktor jak to redaktor zadaje podchwytliwe pytanie sugerujące odpowiedź, a odpowiadający na chwyt się łapie.

Po drugie, blog zostaje uznany na nowoczesną technologię. Czyli najnowsze książki pisane na komputerze to również nowość technologiczna. :) Drążąc dalej dojdziemy do tego, że pisarz to twórca technologii. W dalsze rejony absurdu trochę boję się zapuszczać.

Czy aby pisać bloga należy mieć talent literacki? Kiedy w ogóle należy mieć talent literacki? Czym jest talent literacki? Utalentowany pisarz to, tak myślę osoba która w wyjątkowo sprawny (nieprzeciętny, nieosiągalny dla zwykłego śmiertelnika, nawet tego, który opanował warsztat literacki) sposób posługuje się różnymi formami literackimi aby przekazać pewną myśl. Czyli talent literacki nie koniecznie jest nam potrzebny aby napisać pismo do urzędu albo list do babci. Co więcej gdyby listy do babci pisali jedynie utalentowani literaci świat byłby dużo uboższy. :) Kiedy talentem literackim można zostać? Gdy zostanie się odkrytym, pisząc coś o czym można powiedzieć, iż napisał to człowiek utalentowany (w wielkim uproszczeniu). Wszystko zależy więc od ambicji. Jeśli chcę zostać mistrzem literackim moje blogowanie powinno to pokazać. Śmiem twierdzić, iż większości blogujacych nie zależy na stworzeniu wielkiego dzieła literackiego. Tematyka jest raczej pragmatyczna. Zbieranie o czymś lub o kimś informacji, komentowanie rzeczywistości. Im bardziej blog dotyczy spraw osobistych tym mniejszy krąg zainteresowanych. Przykre to trochę ale raczej prawdziwe. :)

Czyli dotarliśmy do ostatniego dalekiego od prawdy stwierdzenia. Czy na jednego blogującego przypada 10 czytających? Co to znaczy czytać bloga? Jeśli mówię: „Czytam Gazetę Wyborczą” w czasie Present Simle, a o taki czas zdaje się mówiącemu chodziło to znaczy, że robię to od jakiegoś czasu i mniej więcej regularnie. Jeśli dodatkowo założymy, iż piszący bloga nie jest jednocześnie jego czytającym oraz wykluczymy te blogi gdzie posiadanie talentu literackiego lub plastycznego nie ma żadnego znaczenia, to się okaże, iż 10 czytelników to coś czym większość blogów nie może się pochwalić. (Na pewno nie ten.) Mam podejrzenie iż liczba czytających i piszących blogi jest mniej więcej równa. Oczywiście jedna osoba może czytać 10 różnych blogów wyrabiając tym sposobem normę ale mówiący te słowa wyraźnie wskazywał że czytających jest 10 razy więcej.

Za postałą część wywiadu i całokształt: gratulacje.

Spis treści.

Written by dru'

5 grudzień 2006 at 11:49 pm