Moc illokucyjna.

Zdrajca Mickiewicz! (apel)

Opublikowany w kpiny by dru' w dniu marzec 31st, 2007

Rodacy! Ciężko pracujący ojcowie siedmiorga i będące na ich utrzymaniu matki! Wy, którym przyszłość Wielkiej i Katolickiej Polski nie jest obojętna. Nie dajcie się dłużej oszukiwać! Apeluję do Was!

Ostatnie rzetelne badania znawców literatury, zainspirowane działalnością szlachetnych komisji mających raz na zawsze usunąć wrogą agenturę z terenów naszego kraju, odkryły, iż człowiek, który został obwołany wieszczem, rzekomy zwolennik wolnej Polski Adam Mickiewicz to nikt inny jak agent obcego wywiadu.

Człowiek ten dzięki swemu kunsztowi literackiemu był wstanie omamić wiele tysięcy uczciwych i bogobojnych Polaków. Ale nie dajmy się zwieść. Jego historyczna przeszłość oraz dorobek literacki jednoznacznie wskazują, że służył wysłannikowi piekła – rosyjskiemu carowi.

Już pierwsze słowa jego „wielkiego” dzieła mówią nam jasno, z kim mamy do czynienia. Czy prawdziwy Polak mógłby napisać Litwo, ojczyzno moja? W dalszej części ten zdrajca ma czelność opisywać katolickiego księdza jako osobę, która ma ciemną przeszłość, a jednocześnie wychwalać zalety wiejskiego żyda, właściciela lokalnej siedziby rozpusty.

Kolejne dzieło tego rosyjskiego służalca o dobrych i uczciwych Polakach nazywa się „Dziady”. Jasne jest dla nas, co ów przeciętny poeta miał na myśli. W książce tej przedstawia się nas jako wyznawców pogańskich bóstw, wierzących w duchy i zabobony. Przedstawiciele naszego narodu są ukazani jako nieudolni i chorzy psychicznie prostacy, którzy nie potrafią się zorganizować w obronie ukochanej Ojczyzny. Co więcej, główny bohater, rzekomo prawdziwy Polak, który decyduje się na rozmowę z Bogiem i prosi o rząd dusz nie otrzymuje niczego. Nie jest możliwe, aby Bóg potrafił odmówić prawdziwemu i uczciwemu Polakowi. Cała ta sytuacja to jedno wielkie kłamstwo mające za zadanie namieszać młodzieży w głowach.

Również życiorys Mickiewicza nie zostawia wątpliwości, komu sprzyjał. Ten biedny poeta zdobywa w niejasnych okolicznościach pieniądze, aby udać się na wycieczkę na Kaukaz. Wszyscy dobrze wiemy ile takie wycieczki kosztują. Natomiast ten człowiek zamiast spożytkować zarobione pieniądze na budowę wspaniałej i wielkiej Polski wyrzuca je na własne przyjemności i co gorsza zachwyca się w swoich mizernej jakości wierszach nad oglądaną przyrodą. Cóż takiego mają w sobie stepy akermańskie, czego nie mają polskie łany zbóż? W czymże ustępuje najwspanialsza na świecie góra z wspaniałym krzyżem jakimś kaukaskim pagórkom? Tylko osoba, która zdecydowała się sprzedać swój marny talent obcemu wywiadowi może poświęcić się takiej haniebnej pisaninie.

Ten podejrzany osobnik domagający się dla siebie określenia “Polski patriota” zamiast walczyć o wolną Ojczyznę emigruje do Paryża, miasta kurtyzan, syfilisu i drobnych złodziejaszków. Stamtąd zaś, gdy prawdziwi bohaterowie stają ramię w ramię w walce o niepodległość, ogląda biernie heroiczny wysiłek swoich rodaków. Jest już wtedy twórczo bezpłodny i przebywa na utrzymaniu, wrogiego Polsce w okresie II wojny światowej, francuskiego rządu. Na koniec swojego życia, zamiast szukać przebaczenia i litości u prawdziwych wyznawców Wielkiej Polski, pisze on marne, jak cała jego twórczość, liryki lozańskie. Ten utrzymanek cara, Francuzów, na koniec udaje się do bogatej od zawsze Szwajcarii, gdzie użala się nad sobą zamiast walczyć o wolność dla swoich braci.

Nie bądźmy więc obojętni. Usuńmy jego nazwisko z naszych ulic, placów, domów, szkół i urzędów. Niech nasze dzieci zapomną o jego istnieniu. Niech sprawiedliwości stanie się zadość!!

Spis treści.

Inkwizytor i święty Procenty.

Opublikowany w analizy tekstu, edukacja, kpiny by dru' w dniu marzec 29th, 2007

Moje ostatnie postanowienie, aby regularnie odwiedzać internetową stronę MENu przyprawi mnie chyba o przedwczesny zawał. Zamieszczone na niej sprawozdanie z konferencji związanej z popularyzacją matematyki i fizyki, budzi we mnie taki zestaw negatywnych emocji, że nie bardzo wiem, której przyznać prymat.

Niedowierzanie:

“…Roman Giertych zwrócił uwagę na niską rangę nauk ścisłych w społeczeństwie…”

Minister zdaje się nie był jeszcze nigdy na żadnym uniwersytecie (pewnie studiował w domu pod okiem taty historię swojej smoczej rodziny) i nie badał wydatków jakie mają do dyspozycji poszczególne wydziały. Nie był również w żadnej szkole (w końcu jest ministrem edukacji) i dlatego nauczyciele fizyki i matematyki mylą mu się z nauczycielami WFu, plastyki, muzyki i WOSu. Nie ma również kontaktu z mediami, gdzie uwielbienie dla analizy ekonomicznej, statystki, nowości naukowych i technicznych graniczy z fascynacją religijną największych dewotek z jedynego słusznego radia.

Litość:

“Roman Giertych zwrócił uwagę na niską rangę nauk ścisłych w społeczeństwie, co przekłada się na słabe zainteresowanie fizyką i matematyką wśród dzieci i młodzieży szkolnej. Świadczy o tym stosunkowo słabe zainteresowanie absolwentów szkół średnich studiami o profilu matematyczno-fizycznym.”

Pan Minister nie tylko nie był w szkole zainteresowany matematyką i fizyką, ale i wnioskowanie logiczne jest mu całkowicie obce. W zasadzie to w ten sposób ze wszystkiego wywnioskować można wszystko. Być może do tego właśnie Pan Minister chciałby wykorzystywać logikę. O proszę… “Niska ranga metody objawowo-termicznej w społeczeństwie, przekłada się na słabe zainteresowanie (przyszłą!) prokreacją wśród narzeczonych. Świadczy o tym stosunkowo (sic!) słabe zainteresowanie młodych małżeństw książkami o wychowaniu dzieci.” Bez sensu?! Niesamowite…

Strach:

“Szef resortu edukacji wyraził nadzieję, że to niedowartościowanie nauk ścisłych przestanie być aż takim problemem z chwilą wprowadzenia obowiązkowego egzaminu maturalnego z matematyki.”

Dokładnie! A słabe zainteresowanie uczciwością przestanie być problemem po wprowadzeniu obowiązkowego egzaminu maturalnego z etyki (albo lepiej z religii, bo to przecież to samo, tylko lepiej). Świat jest prosty, a szacunek to jest ta postawa, która pojawia się, gdy ktoś nas do czegoś zmusza. Tak rozumując dojdziemy do wniosku, że jeśli chuligan zmusi ucznia, aby ten całował go po butach i powtarzał “Jesteś wielki i wspaniały” to nasz chuligan zostanie tym samym dowartościowany.

Zdumienie:

Dziwnym trafem Pan Minister zapomniał dodać, kilka słów o stanie polskiej oświaty. A dajmy na to o tym, że nauczyciela dobrze uczącego fizyki lub matematyki ze świecą można szukać. Np. w kilkuset tysięcznym mieście położonym na południu polski tych pierwszych w liceach jest dokładnie 0, a tych drugich mniej więcej 3. Nie uważał za istotne wspomnieć też o tym, że programy nauczania przedmiotów ścisłych są przedpotopowe i do tego kompletnie niepasujące do siebie.
Również liczba korepetytorów z matematyki i fizyki nie wydaje się Panu Ministrowi interesującym wskaźnikiem.

Znudzenie:

Następnie uczestnicy konferencji zostali uraczeni metaforami człowieka, który wprawdzie uczeniem dzieci się nie zajmuje, ale jest specjalistą od badań jądrowych więc zna się w zasadzie na wszystkim. Potem dowiedzieli się, że ważne jest DOBRE uczenie nauczycieli i że DOBRE uczenie nauczycieli jest lepsze niż złe. Wreszcie usłyszeli apel o to by nie zapominali o uczniach przeciętnych i słabych. Apelujący zapomniał tylko dodać, że uczniowie o tym, iż są słabi i muszą się tego wstydzić, dowiedzieli się właśnie przerabiając taki, a nie inny program szkolny.

Na koniec perełka: “…z XIII LO w Szczecinie, najlepszego ogólniaka w Polsce.” Jak ktoś się nie zna na matematyce i fizyce, to zmierzyć potrafi wszystko.

Spis treści.

Dlaczego nie ma, skoro jest?

Opublikowany w refleksje by dru' w dniu marzec 27th, 2007

Dawno temu, przypadkiem (jak zapewne każdy) odkryłem pewną dziwną nieprawidłowość w języku polskim. Język polski nieprawidłowości jest pełen i w zasadzie można z nimi bezproblemowo żyć. Ta dotyczy jednak naszego językowego istnienia, naszego teraźniejszego bycia wyrażonego w języku i z tego powodu, myślę sobie, należy jej się chwila refleksji.

Dlaczego jest tak, że coś jest (być), ale czegoś nie ma (mieć)? Czasowniki być i mieć to czasowniki podstawowe dla języka i stąd ich duża wieloznaczność. Ale żeby zastępowały siebie? To chyba jednak przesada.

Co więc wiemy o tej dziwnej formie?
Moje dociekania są dociekaniami laika i pewnie wywarzam otwarte drzwi, ale co tam…
(1) Forma ta związana jest tylko z czasem teraźniejszym. W prawdzie nie ma, ale nie było i nie będzie.
(2) Z tego co udało mi się zauważyć może być poprawnie użyta tylko w dwóch przypadkach:
a) albo gdy chcemy powiedzieć, że kogoś lub czegoś nie ma w tej chwili, w tym miejscu, np. “Kota nie ma”.
b) albo gdy chcemy powiedzieć, że kogoś lub czegoś nie ma od jakiegoś czasu do teraz w tym miejscu, np. “Kota nie ma już od dwóch dni”.
(3) Forma ta nie mówi nic o istnieniu tylko o nieobecności w danym miejscu w tej chwili.
“Jednorożców nie ma.” nie mówi, że jednorożce nie istnieją. Można przecież dodać “…bo szwagier zabrał je na spacer.” i zdanie będzie zbudowane poprawnie.
(4) Forma ta nie występuje gdy używamy czasownika “być”, aby przypisać jakiemuś przedmiotowi pewną cechę, np. “Ufoludek jest zielony”.
(5) Kolejna sprawa to problem z czasownikiem “mieć”. Czasownik “mieć” mówi, że istnieje ktoś lub coś co posiada kogoś lub coś innego. Rodzi się więc, związane z badanym problemem pytanie kto lub co nas nie posiada? Poszukiwanie odpowiedzi na to dziwaczne pytanie w połączeniu z uwagą (1) doprowadziło mnie do następujących spostrzeżeń:
(6) Forma “nie ma” powstała dlatego, że forma “nie jest” nie była w stanie wyrazić tego co jest konieczne do opisania świata albo
(7) forma “nie ma” powstała ze względów związanych z funkcjonowaniem języka (jako laik nie wiem jak to poprawnie zapisać). Tak jak np. forma “we” od “w” albo “ode” od “od”. :) “Mieć” niesie ze sobą pewne lingwistyczne korzyści, których nie można uzyskać używając słowa “być”.

Myśl (6) może być prawdziwa tylko w przypadku jeśli problem odnosi się jedynie do teraźniejszości. Jeśli problem związany byłby ze wszystkimi czasami nie mówilibyśmy “nie był” i “nie będzie”. Co więcej dotyczy tylko “nie-bycia”. Podejrzenie (6) jawi się więc jako wysoce nieprawdopodobne. (Rozważałem opcję utworzenia w języku polskim angielskiego czasu Present Perfect przez tą formę, ale zaprowadziło mnie to donikąd.)

Co więcej, wydaje mi się, iż na pytanie (5) nie da się znaleźć sensownej odpowiedzi. Nie istnieje coś o czym można by powiedzieć, iż posiada, a raczej nie posiada omawiany obiekt. Po pierwsze dlatego, że nie ma niczego sensownego co można by wstawić w to miejsce. Po drugie dlatego, iż w naszej wypowiedzi pojawił by się jakiś zupełnie nowy element, który nie występuje w formie “jest”.
( 8) Dlatego też wydaje mi się, iż “nie ma” należy traktować dokładnie w ten sposób jak “nie jest” gdyż tylko wypełnia on jego funkcję, a korzyść płynąca z “nie ma” jest tylko związana z funkcjonowaniem języka.
(9) Jaką więc korzyść związaną ze strukturą języka niesie ze sobą “mieć”, a której nie ma w sobie “być”? Jedyna, którą udało mi się znaleźć to fakt, iż użycie czasownika “mieć” stawia nieobecny obiekt w pozycji przedmiotu co do pewnego stopnia ułatwia dyskusję o nim. “Mieć” w jakiś sposób podkreśla oddalenie tego o kim lub czym rozmawiamy.
Na wszelki wypadek jednak opatruję ten fragment rozumowania znakiem zapytania (?), aby podkreślić, że mam co do niego duże wątpliwości, ale niczego bardziej sensownego nie mogę znaleźć.

Rozumowanie to zdaje się mi wyglądać całkiem sensownie i w związku z tym mam podejrzenie, iż jest błędne. Sygnalizując problem mam jednak nadzieję, że może ktoś coś jednak wie w tej sprawie? :D

Spis treści.

Tania historia.

Opublikowany w samotniki by dru' w dniu marzec 19th, 2007

Jako, że ostatnio w pewnych kręgach, które póki co nie zostały jeszcze oskarżone o współpracę z układem (choć istnieje szansa, że sytuacja ta może się w każdej chwili zmienić), wzrosło zainteresowanie historią, wykładami i poszerzaniem swojej wiedzy w tym zakresie, pragnę dołożyć krótką informację, która owych pasjonatów (i nie tylko ich) może zainteresować na tyle, że zdecydują się opuścić swoje domostwa i udać do najbliższej księgarni o swojsko brzmiącej nazwie “Tania Książka” (np. obok rynku w Krakowie), gdzie to można znaleźć dwie niezwykle interesujące pozycje (Atlas Historii Świata tomy I i II) mogące, pomimo swych niewielkich rozmiarów i niespotykanie niskiej ceny (32 zł za sztukę), zastąpić wiele książek i atlasów do nauki historii przeznaczonych, jako że zawierają niespotykane dotychczas przeze mnie (a sporo już historycznych książek widziałem) ilości map i treściwie podanych informacji, które to mogą zostać wykorzystane tak do zaspokojenia własnego jak i cudzego popędu do wiedzy. Będąc zaś już obecnym w tym przybytku taniej intelektualnej rozpusty, gdzie niesłusznie pogardzona mądrość miesza się ze słusznie pogardzonym kiczem, zachęcam do rzucenia okiem na najważniejszy w historii Europy podręcznik do zarządzania o nieco mylącej nazwie “O wojnie” Carla von Clausewitza, którego życiorys zdaje się sugerować, iż jako przeciętny wojskowy i genialny teoretyk prowadzenia działań wojennych, nie ma on w sprawach zarządzania wiele do powiedzenia. A ma.


Spis treści.

Biednemu lewarem w oczy.

Opublikowany w refleksje by dru' w dniu marzec 16th, 2007

Inwestowanie w papiery wartościowe nie jest moją specjalnością. Ostatnio jednak na giełdzie znają się nawet fryzjerzy więc czemu ja miałbym milczeć? Jeśli więc chcę pisać to śpieszyć się muszę, bo zamierzam przewidywać wydarzenia, które zaistnieją w najbliższą środę. A przewidywanie wydarzeń, które już się wydarzyły nie jest szczególnie trudnym zajęciem.

Zarys problematyki:

Mniej więcej tydzień temu zaprzyjaźniony makler wysłał informację, iż do dnia dzisiejszego istniała możliwość zapisania się na zakup akcji spółki TelForceOne S.A. Procedura w tym przypadku jest prosta: domy maklerskie zbierają zapisy od inwestorów, a następnie rozdzielają akcje w zależności od wkładu. Bardzo często, gdy spółka jest dobrze oceniana przez inwestorów, akcji nie dla wszystkich wystarcza i każdy z zainteresowanych dostaje zaledwie niewielką część tego co był gotowy kupić. Inwestorzy prywatni, będąc tego świadomym sięgają więc do dodatkowych źródeł i mobilizują większy kapitał, aby kupić więcej akcji pomimo redukcji.

Z “pomocą” ruszyły więc banki, które za pewną opłatą zaczęły udzielać krótkoterminowych kredytów na zakup takich akcji. Kredyt ów popularnie zwie się lewarem. Prywatny inwestor wykłada np. 10 000 zł i bierze lewar x10 czyli w sumie wystawia 110 000 zł do zapisu na akcje. Następuje redukcja, kupuje więc za 5000 zł akcji, a bankowi oddaje lewar razem z prowizją.

Przebiegłość tego mechanizmu pokazuje, że egoistyczne dążenie do własnych celów prywatnych inwestorów, na które tak bardzo liczą ekonomiści pomoże (w tym wypadku) co najwyżej napchać kieszenie bankierom. Biedny poniesie ryzyko, a prawdziwą kasę zgarnie ktoś inny.

W przypadku spółki TelForceOne S.A. prawo do przyjmowania zapisów ma tylko jeden dom maklerski, który oferuje możliwość zlewarowania się w jednym banku. Maksymalny lewar wynosi wkład x20, a prowizja to 0,25% od wysokości kredytu. Odsetek podobno nie ma (choć z moich obliczeń wynika co innego, ale pewien nie jestem). Absurd w tym wypadku ujawni nam się w pełni.

Na początek należy zauważyć, że bez maksymalnego lewaru startować po akcję nie ma sensu. Ktoś kto jest gotowy przeznaczyć na zakup akcji 5000 zł może z lewarem wystawić 105 000 zł. Czyli na jedną akcję klienta z 5000 zł bez lewaru, on dostanie 21.

Gdyby nikt nie wziął lewaru, akcji i tak dla wszystkich by nie wystarczyło. Czyli każdy został by objęty redukcją. Ponieważ zaś wszyscy lewar wezmą w rozkładzie akcji nic się nie zmieni. Stosunek 5000 zł do 10 000 zł jest identyczny jak 105 000 zł do 210 000 zł. Wzrośnie tylko ryzyko inwestycji, gdyż nakłady wzrosną o koszt prowizji. Lewar okazuje się więc nie niskooprocentowanym kredytem dla inwestorów, ale haraczem za przystąpienie do inwestycji wynoszącym dokładnie 5% wkładu. Bank ma z tego same korzyści, bo ryzyko niespłacenia kredytu nie istnieje.

Rzućmy jeszcze okiem na sytuację indywidualnego inwestora. Znajomy makler ocenia, że będzie bardzo dobrze jeśli akcje skoczą o 20% do góry, a redukcja obejmie 50% wkładu własnego. Wtedy indywidualny inwestor zarobi 500 złotych z czego połowę od razu odda bankowi. Wystarczy jednak, że akcje wzrosną o 15%, a redukcja sięgnie 80%, co jest zdecydowanie bardziej realne. Inwestor zarobi wtedy 150 zł czyli do całej zabawy dołoży jeszcze 100 zł dla “pomocnego” banku.

Jako, że bank głupi nie jest, a ja mam zamiar zabawić się w przewidywacza przyszłości, widzę podział zysku na 5:1 dla banku. (W zamierzchłych czasach w “Magię i Miecz” grałem najczęściej jasnowidzem, więc może coś mi z tego jeszcze zostało.)

Spis treści.

Dowód na człowieka.

Opublikowany w refleksje by dru' w dniu marzec 10th, 2007

Reagując z właściwym sobie opóźnieniem na dyskusje przetaczające się po kraju, dojrzałem do zajęcia głosu w sprawie aborcji. Cały ten, budzący wiele emocji, problem wydaje się być pełen niezrozumiałych dla mnie stereotypów. Jeżeli ktoś aborcję potępia, to zapewne słucha radia Maryja i nosi mentalny moherowy beret. Ktoś, kto jej broni, zapewne walczy o prawa kobiet lub też jest posłańcem lucyfera (w zależności od opcji). Dyskusje zdają się szybko przybierać charakter wojny na słowa między ciemnogrodem, a dziećmi diabła. Natomiast bardziej kulturalne rozmowy, nieznajdując rozstrzygnięcia kończą się stwierdzeniem: Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją. Zadziwiające jest, że ci którzy o aborcji dyskutują (pozwolę sobie na uogólnienie) wcale nie są nią zainteresowani. Nikt nie rozmawia o tym, czym jest aborcja, ale o tym co wolno, czego nie wolno, kto ma jakie prawa, itp. Linia podziału (znowu uogólnienie) na zwolenników i przeciwników aborcji zdaje się przebiegać zgodnie z linią podziału na zwolenników i przeciwników Kościoła. Tylko czy aborcja to sprawa religii lub światopoglądu? Zawsze mi się wydawało, że problemy tego rodzaju z osobistymi poglądami na świat powinny mieć niewiele wspólnego.

Cała dyskusja o aborcji sprowadza się do pytania: Kim lub czym jest płód? Czy można mówić o płodzie jako o człowieku czy nie? Jeśli tak, aborcja jest zabijaniem ludzi i należy ją bezwzględnie potępić. Jeśli płód człowiekiem nie jest, to sprawa pozostaje otwarta.

Rozgraniczenie kto jest człowiekiem, a kto nie, nie powinno być w zasadzie sprawą trudną. Podejmuję się więc tego zadania, od razu deklarując swoją zaciekłą wrogość do aborcji i wszystkiego co z nią związane.

Obserwując świat przyrody i nasz sposób jego poznawania i nazywania, możemy dojść do kilku oczywistych, ale bardzo interesujących wniosków.
1. Organizmy wielokomórkowe nie dają się sprowadzić do sumy swoich organów czy komórek. Charakteryzują się one swoim własnym odrębnym życiem.
2. Każda istota żywa przez cały okres swojego istnienia nie zmienia swojego rodzaju. Pies rodzi się psem i nim pozostaje do śmierci. Człowiek rodzi się człowiekiem i nim pozostaje do śmierci.
3. Rodzaj nie jest cechą, która posiada natężenie. Nie można powiedzieć, że ktoś jest bardziej lub mniej człowiekiem. Może być człowiekiem lepszym lub gorszym, ale albo nim jest, albo nie.
4. Nowe życie, które pojawia się na świecie, zawsze jest zmianą jakościową. Abyśmy uznali coś za nowe życie, musi się pojawić coś nowego. Coś, co nie jest jedynie sumą składników, które to życie stworzyły.
 
W życiu każdego człowieka istnieją tylko dwie zmiany jakościowe: poczęcie i śmierć. Od momentu poczęcia, komórki się dzielą, organy kształtują, ale życie nowego organizmu (człowieka) trwa jako jedność.
Skoro od momentu narodzin nie ma wątpliwości, że narodził się człowiek, to również i wcześniej człowiek to być musi, bo jest to jedna i ta sama istota. W okresie prenatalnym nie ma żadnych jakościowych zmian.
Nie można też powiedzieć, iż istota poczęta w łonie kobiety, w procesie rozwoju staje się człowiekiem, dorasta do tego, bo człowieczeństwo nie jest czymś co posiada natężenie.
Jedyną sensowną definicją człowieka jest ta, która mówi, że jest to istota powstająca z połączenia ludzkiego plemnika i ludzkiej komórki jajowej.

Aborcja jest więc morderstwem, tym okrutniejszym, że popełnionym na kimś, kto bronić się nie ma możliwości.

PS. Podziękowania dla elenoir za dyskusje umożliwiające precyzowanie własnych poglądów.

Spis treści.

Badanie jakości pracy nauczycieli.

Opublikowany w edukacja, kpiny by dru' w dniu marzec 1st, 2007

Ponieważ ostatnio zrobiło się modne przepytywanie nauczycieli z różnych tematów postanowiłem i ja dołożyć swoją cegiełkę w postaci przykładowych pytań, które można umieścić w ankiecie. Nie domagam się żadnych pieniędzy za ich wykorzystanie, proszę jedynie na końcu ankiety umieścić informację: “Pytania nr … przygotowane przez druidha.” oraz szepnąć o mnie dobre słówko w Ministerstwie Destrukcji Oświaty, gdzie staram się o etat.

Pytania badające poziom estetyki.
Bardziej od mojej żony podoba mi się (proszę zaznaczyć tylko jedną odpowiedź!):
a) Angelina Jolie (wybierają bezmózgie mięśniaki - wuefiści 2 pkty, reszta zero)
b) Scarlett Johansson (wybierają inteligenci - wszyscy poza WF 2 pkty)
c) Brat Pitt (usunąć ze szkoły)
 
Bardziej od mojego męża podoba mi się:
a) Arnold Schwarzenegger (wuefistki, nauczycielki WOSu i PO 2 pkty)
b) Jarosław Kaczyński (10 pktów)
c) Pamela Anderson (usunąć ze szkoły)
 
Ocena poziomu agresji w rodzinie nauczyciela.
W mojej rodzinie zdarzały się następujące przypadki agresji (wziąć pod uwagę 3 pokolenia wstecz):
a) Bicie dzieci przez rodziców,
b) Plucie na ekran gdy pojawia się polityk PiSu,
c) Niesłuchanie Radia Maryja (agresja bierna),
d) Nieprzyjęcie kolędy,
e) Brak spowiedzi przynajmniej raz w roku,
f) TW,
g) Opowiadanie dowcipów o kaczkach,
h) Służenie w Wermachcie lub sponsorowanie PO.
W przypadku niezaznaczenia żadnego z punktów, proszę odpowiedź udokumentować.
 
Ocena orientacji w sprawach politycznych.
Czy podoba Ci się obecna koalicja rządząca:
a) Tak, chcę awansować na nauczyciela mianowanego.
b) Nie, nie zależy mi na wykonywaniu dłużej mojego zawodu.
 
Ocena aktualności posiadanej wiedzy.
Teoria ewolucji została stworzona przez Darwina aby:
a) ogłupić ludzi,
b) utrudnić pracę prawdziwym naukowcom,
c) podważyć inne bardziej wiarygodne źródła danych.
Można zaznaczyć więcej niż jedną odpowiedź.
 
Ocena świadomości etycznej.
Opisz ze szczegółami, które będą w stanie zainteresować urzędników twojej gminy, twój ostatni stosunek seksualny.
 
Opisz swoją najskrytszą fantazję erotyczną (na wypadek gdyby opis stosunku nie był wystarczająco ciekawy).
 
Do którego rodzaju seksu wstydzisz się przyznać, że go uprawiałeś/uprawiałaś:
a) seks oralny,
b) seks analny,
c) sado-maso,
d) seks grupowy (podaj liczbę osób).
 
Pytanie badające znajomość języków obcych.
W jakim języku zostało zapisane zdanie: “Zirou tolerans for skul wajlens”.
a) polskim,
b) angielskim,
c) nie wiem.
 
Ocena zaangażowania w sprawy społeczności lokalnej.

Jak w kilku słowach przedstawił byś uczniom prezydenta swojego miasta (osobę, która dzięki swej uprzejmości wypłaca Ci pensję).
 
Pytanie badające wiedzę z zakresu zarządzania w oświacie.
Kto powinien mieć dominującą pozycję w szkole:
a) urzędnicy miasta/gminy,
b) pracownicy kuratorium,
c) policja,
d) straż miejska,
e) proboszcz.

Spis treści.