Ktoś tu jest jak idiota.
Sporo czasu w swoim życiu spędziłem na zastanawianiu się, co to znaczy być dobrym patriotą. Wprawdzie każdorazowe otworzenie gazety czy włączenie telewizora budzi we mnie przekonanie, że chyba jednak urodziłem się nie w tym kraju co trzeba, niemniej staram się szanować mój naród, który w różnych momentach dziejowych zdobywał się na wyczyny, o których inni mogą co najwyżej pomarzyć. Szukam w historii tych chwil, z których możemy być dumni jako Polacy (a choćby taka bitwa pod Koronowem), jak i takich, których jednoznacznie powinniśmy się wstydzić. Docieranie do prawdy o własnym kraju (w czym, przyznać trzeba, nauka historii w szkołach skutecznie przeszkadza) jest dla mnie jedną z dróg do lepszego zrozumienia innych narodów, którym również nie było łatwo. Nie tylko dlatego, że ktoś (my?) ich napadał, ale i dlatego, że mieli swoich własnych głupich władców i polityków, z którymi musieli sobie dawać radę. I choć wiem, że ci, o których teraz mówimy “Polacy” nie koniecznie musieli się czuć Polakami to bardziej jestem dumny z Kopernika niż z Keplera, ze Słowackiego niż z Byrona i z Jana Pawła II (o jak ja chciałbym coś o nim w miarę obiektywnego przeczytać) niż z kolejnego Piusa.
Tymczasem okazuje się że jestem jak rasista. Jeżdżąc po kraju i dowiadując się kim był Okran, to jak bym pluł Chińczykowi w twarz. Gdy zachwalam specjały polskiej kuchni to prawie jak bym nawoływał do radykalnego rozwiązania “czarnego” problemu w Afryce. A gdy zapalam znicze na grobach poległych żołnierzy to wyraźnie daję do zrozumienia, że popieram organizacje w rodzaju Klu-Klux-Klanu. Mój szacunek do ojczyzny to zabobon, relikt, kula u nogi w naszym nowym wielkim europejskim społeczeństwie, w którym wszyscy ludzie kochają się jak bracia. Ja natomiast poruszając temat przyczyn zwycięstwa w bitwie warszawskiej, to prawie jak bym rozmawiał o ptasich kupach przy jedzeniu.
Bo patrioci to ludzie, którzy robią swoim dzieciom zdjęcia z pojazdami wojskowymi, na ścianach domów rysują kolejne kreski za każdego zabitego Taliba, a w weekend zażywają kąpieli w krwi niemieckiej lub rosyjskiej…
“Z bezstronnego punktu widzenia, który charakteryzuje myślenie moralne, patriotyczne uniesienia i przedkładanie zobowiązań wobec jednych ludzi nad zobowiązania wobec innych tylko dlatego, że akurat żyją na niewłaściwym skrawku ziemi, są jak rasizm.”
Przyznać należy, że samozwańczo bezstronny i zanurzony po uszy w obiektywizmie autor zatrzymał się w pół drogi. Przecież ja częściej przytulam moich domowników niż ludzi z jednego z domów w Ohio. Jestem jak rasista. Często mówię sąsiadom “Dzień dobry”, a zaniedbuję tę czynność w stosunku do mieszkańców Kapsztadu. Jestem jak rasista. Dałem pieniądze na budowę hospicjum w naszym mieście, a nie we Władywostoku. Jestem jak rasista.
Chyba przestanę pisać, bo bloga mi zamkną za szerzenie zakazanych ideologii.



No właśnie. Patriotyzm wyrasta z tych mniej więcej korzeni, co i zjawiska z przedostatniego akapitu. Z naszej konstrukcji biologicznej i z zaprogramowania na rozprzestrzenianie własnych genów. Na wyższym poziomie przechodzi w memy i rozprzestrzenianie idej. A ewentualna ocena zależy od przyjętych punktów odniesienia.
Chodzi o to, że te “wartości” przyjmowane są najczęściej bezrefleksyjnie. Jeśli ktoś twierdzi, że fakt urodzenia się w takim czy innym kraju do czegokolwiek zobowiązuje, to jestem po stronie Żuradzkiego. Proust nazwał patriotyzm substytutem rozumu i myslę, że coś w tym jest. To slogan, który czyni życie prostszym i łatwiejszym – problem Zuradzkigo może polegać na tym, że popada w drugą skrajność, w inne uproszczenie.
A jeśli brać rzecz emocjonalnie, to te kwestie mało mnie obchodzą, nie umierałbym ani za naród, ani za ludzkość, ani za cokolwiek innego…
Hoko
20 sierpień 2007 at 2:49 pm
Patriotyzm może być różnie rozumiany, ale w swym założeniu jest to miłość do ojczyzny. Można wyobrazić sobie człowieka, którego postępowanie (motywowane patriotyzmem) przynosi mu i innym jedynie korzyści.
Sama idea nie jest zła, a to że ludzie wykorzystują ją w celach manipulacyjnych, albo jest ona dla nich substytutem rozumu, to cóż… pod tym względem nie wyróżnia się ona niestety od wielu innych. Bezmyślne akceptowanie czegokolwiek nigdy nie jest jakimś szczególnie dobrym pomysłem.
To co nie podoba mi się u Żuradzkiego to trzy rzeczy:
1. Myli ludzi, którzy poszli na defiladę lub sadzają dzieci na czołgach z patriotami. To nie są tożsame zbiory.
2. Zniekształca (zmienia?) pojęcie patriotyzmu.
3. Najzwyczajniej w świecie obraża wszystkich tych, którzy kiedyś walczyli (i ginęli) o to aby on miał miejsce i czas do pisania swoich bzdur. Wojny nie wybuchają dlatego, że ludzie są patriotami. Wojny wybuchają z zupełnie innych powodów, a patriotyzm jest podczas nich wykorzystywany do innych celów.
Co więcej myślę, że Żuradzki dobrze wiedział co robi, co powoduje, że nie mam do niego zbyt wielkiego szacunku.
dru'
22 sierpień 2007 at 12:29 pm
Też myślę, że wiedział, co robi
Ale to raczej norma niz wyjątek.
Hoko
23 sierpień 2007 at 9:21 am