Moc illokucyjna.

Budując cudzy raj…

z 31 komentarzami

Lądujesz z jednym plecakiem i bagażem podręcznym gdzieś w centrum Dublina. Kumpel przechowuje cię na kilka nocy, a ty intensywnie rozglądasz się za pracą i łóżkiem do spania. Na początku jest ciężko. Złotówki znikają błyskawicznie, a przeliczanie irlandzkich cen może tylko przyprawić o zawał serca. Już zaczynasz myśleć o powrocie… i nagle jest! Na budowie, w restauracji, pubie czy sklepie znajduje się dla ciebie miejsce pracy.

Powoli zaczynasz wrastać w krajobraz. Początkowo piwo w barze wydaje ci się dobrem ekskluzywnym, ale po pierwszych tygodniach zaczyna docierać do ciebie jak wielką moc mają twoje pieniądze. Nagle dzięki prostej pracy stać cię na rzeczy, o których ludzie w Polsce mogą w większości jedynie pomarzyć. Dobry komputer lub telewizor to miesiąc oszczędzania, a jeśli nie jesteś szczególnie wybredny to ten drugi kupisz na wtórnym rynku nawet za 10 euro. Zarabiasz tyle, że nie nadążasz wydawać zwłaszcza, że… No właśnie, 40 godzin pracy na tydzień, nierzadko nocnej, to norma, a sam chcesz pracować więcej. W efekcie, dodając do tego irlandzki klimat, z pierwszych kilku miesięcy pamiętasz głównie dni, w których wybrałeś się na wycieczkę, bo barowe lub domowe imprezy w kręgu szybko poznanych znajomych, pomimo swojego uroku, są do siebie dosyć podobne.

W końcu na chwilę wyjeżdżasz do rodziny. Zjawiasz się jako bohater. Błyszczysz przed znajomymi laptopem, komórką czy ciuchami, wyciągasz ich na imprezy i entuzjastycznie opowiadasz jak to w Irlandii jest zajebiście. Niektórzy koledzy zaczynają myśleć o wyjeździe, inni pracują w Polsce za pensję, którą ty zarabiasz w niecały tydzień.

Niepostrzeżenie mija rok, potem drugi, a ty marzysz o wynajęciu własnego pokoju (mieszkania), samochodzie, wakacjach w ciepłych krajach czy może lepiej płatnej pracy i nagle podczas kolejnego powrotu do Polski okazuje się, że nie masz dokąd wracać. Połowę twojego bagażu wypełniają prezenty dla dzieci znajomych i rodziny. Po odwiedzeniu wszystkich okazuje się jednak, że nikt w zasadzie nie ma dla ciebie czasu. Ich problemy są ci całkowicie obce. Natrętna myśl, by może też samemu założyć rodzinę powraca po raz kolejny. Oczywiście w Irlandii, bo przecież nie w rządzonej przez szaleńców azjatyckiej Polsce. I zaczynasz liczyć…

O własnym domu nie masz co mażyć. Za pieniądze, które aktualnie wystarczają na wszystko powinieneś być w stanie wynająć całe mieszkanie, ale będzie to wydatek spory, zwłaszcza jeśli mieszkasz w Dublinie. W budżecie zmieści się również kilkuletnie auto. A gdybyś tak chciał mieć dziecko? Kelnerki i barmanki nie mają urlopów macieżyńskich więc musiałbyś sam utrzymać trójkę ludzi. Do tego dochodzi wybór między południowo-azjatycką bezpłatną służbą zdrowia i staniem w kolejkach, a horendalnie drogą (i nie wiele lepszą) opieką prywatną. Wynajem opiekunki się nie opłaca, w końcu to lepiej płatny zawód niż twój. Nagle odkrywasz, że kilka rzeczy w Irlandii jest niewyobrażalnie drogich i podobnie jak w Polsce jedynie bogatsi mogą sobie na nie pozwolić. Pomoc społeczna, o której istnieniu w Polsce dowiadywałeś się głównie z wiadomości, w Irlandii jest dla ciebie jedną z ważniejszych rodzinnych instytucji. Na to, że twoje dziecko nie będzie uznane w szkole za biedne, raczej nie masz co liczyć.

Utrzymanie standardu życia przeciętnej irlandzkiej rodziny jest poza granicą twoich możliwości. Ostatecznie i tak pozostaje ci obracanie się w kręgu emigrantów trochę na marginesie głównego życia społecznego albo utrzymywanie rodziny mieszkającej w Polsce. Tylko czy o to właśnie chodziło?

Spis treści.

Written by dru'

23 wrzesień 2007 @ 2:13 pm

Odpowiedzi: 31

Subscribe to comments with RSS.

  1. Ekhm, a czy to, co opisałeś nie zależy czasem od tego, co się w rzeczonym Dublinie robi? Bo jakoś nie sądzę, że np informatyka w dobrej firmie się to wszystko dotyczy…
    Ja sam nie znam, żadnej osoby, która by wróciła czy wyjazdu żałowała (na razie?) – a “wyjechanych skutecznie” i z sukcesami materialnymi i osobistymi, choć może bez domu (jeszcze?) znam całkiem sporo.

    komerski

    23 wrzesień 2007 at 7:12 pm

  2. Oczywiście, że ma. Dlatego (może nieco niewyraźnie) zaznaczyłem miejsca pracy. Z tego co obserwowałem polscy emigranci w Irlandii to w około 80% floor staff i niewykwalifikowani budowlańcy, 15% to informatycy czy bankowcy, którzy również robią prostą robotę, ale w lepszych warunkach. No i jest pewnie trochę ludzi o których można powiedzieć, że zarabiają dobre pieniądze z perspektywy irlandczyków.

    Wyjazd z celem zarobić “byle gdzie” i wrócić jest z pewnością dobrym i bardzo opłacalnym pomysłem. Ale wyjazd z zamiarem stałej emigracji to dla ogromnej większości marzenie ściętej głowy. Szczerze mówiąc to mnie samego ten wniosek zaskoczył. Przyszedł do mnie nagle drugiego dnia wyjazdu gdy syn się rozchorował i była konieczność udania się do lekarza. I wtedy właśnie zacząłem liczyć… Potem liczyłem to jeszcze wielokrotnie i o ile powyższy post jest pewnym uogólnieniem to jest jak dla mnie wystarczająco, przerażająco prawdziwy. :)

    dru'

    23 wrzesień 2007 at 9:58 pm

  3. Nie wiem jak Irlandia, ale w UK mam dzieciatych znajomych, którzy sobie radzą. Owszem, nie stanęli w miejscu, mają perspektywiczną pracę – ale na pomysł, żeby się rozwijać i podnosić kwalifikacje wpadli dopiero na emigracji. I to jest chyba główna zaleta – człowiek rzucony na głęboką wodę odkrywa w sobie niezwykłe pokłady kreatywności.

    Jedni z moich znajomych żyją tak: ona na child benefitach, on na stypendium (studiuje). Próbował ktoś tak w Polsce? Nie przekreślam tym komentarzem możliwości życia tutaj, chodzi mi o to, że jak ktoś się pcha w kanał braku możliwości – to z reguły na własne życzenie…

    popieluch

    23 wrzesień 2007 at 10:16 pm

  4. Ale za to zimy są ciepłe. To mnie, zmarźluchowi, na wyspach się najbarziej podoba… :)

    Hoko

    24 wrzesień 2007 at 2:12 pm

  5. prywatna służba zdrowia niewiele lepsza niźli publiczna? tak jest w Irlandii rzeczywiście?

    napoleonid

    24 wrzesień 2007 at 8:01 pm

  6. Hoko generalnie w Irlandii to zima różni się od lata tym że w zimie deszcz leje przez cały tydzień a w lecie tylko 7 dni w tygodniu. Ale ja to uwielbiam! I irlandzkie zimy wolę bardziej niż polskie. :)

    Lekarz prywatny po 5 minutach badania dziecka z gorączką i kaszlem powiedział: “Wiem co mu dolega… On jest chory!” Następnie powiedział coś co zmroziło mi krew w żyłach: “Idę po maskę.” Na szczęście okazało się to inhalatorem. Już wyobrażałem sobie że przyniesie szamańską maskę i strój i odtańczy taniec deszczu i zdrowia. Zawsze to lepiej niż wystać się 3h na pogotowiu i usłyszeć od pakistańskiego lekarza coś o środkach przeciwbólowych.
    Nie wiele lepsza w tym przypadku należy rozumieć – gorsza niż państwowa w Polsce – jak już (jeśli to konieczne) wystoisz swoje w kolejce i ewentualnie zapłacisz łapówkę.

    dru'

    24 wrzesień 2007 at 8:56 pm

  7. @popieluch: Generalnie masz rację i być może w Irlandii też są takie możliwości. Fajnie by było gdyby wszystkim polakom się tak chciało.

    A tak ogólnie to mam wrażenie, że jak ktoś nie ma pomysłu co ze sobą zrobić, to 5 razy większe zarobki niewiele mu w tym pomogą.

    dru'

    24 wrzesień 2007 at 9:13 pm

  8. Ja też lubię, gdy leje :) I nie mogę się już doczekać… Ale najlepsza jest pogoda w kratkę – ta się nigdy nie znudzi.

    Hoko

    25 wrzesień 2007 at 9:45 am

  9. Po pierwsze – dru’ – fajnie, że się wreszcie odezwałeś.
    po drugie – większość Polaków wyjeżdża jednak do podstawowych prac. Jeżeli chodzi o informatyków (tak mi tłumaczy mój syn)to nie ma sensu wyjeżdżać z Polski, bo tutaj też można dobrze zarobić.
    po trzecie – nie znoszę, jak ciągle leje. A zimę bardzo lubię. Na Wasze zarzuty odpowiadam, że każdy mówiący o tym, że lubi lato, myśli o pięknym słońcu, cieple i rozebranych dziewczynach. Ja tak samo uwielbiam zimę, – 5 st. C, skrzypiący śnieg, bezwietrznie, piękne słońce. I do tego np. las i narty biegowe.

    Torlin

    25 wrzesień 2007 at 4:14 pm

  10. W kratkę może być. Ja również wolę klimat wyspiarski. Nie lubię ani gdy jest za ciepło, ani za zimno, natomiast padać może ile chce. To -5′C ze skrzypiącym śniegiem to jeszcze jakoś zniosę. :) BTW skrzypienie śniegu kojarzy mi przede wszystkim z “Lwem, czarownicą i starą szafą” z dzieciństwa. :)

    Torlinie, ja piszę bardzo nieregularnie, bo w mojej głowie działa bardzo restrykcyjny odsiewacz tematów. :)

    To miłe że twój syn umie bez żalu zorganizować sobie życie w Polsce. Ostatnie dwa lata i ciężka praca Kaczyńskich & Co. zaczynają mi uświadamiać co to znaczy być patriotą. To pewnie dlatego, że po każdej wiadomości stwierdzam, że normalnie w tym kraju to już chyba było.

    dru'

    26 wrzesień 2007 at 10:12 pm

  11. Ja ostatnio słyszałem, że informatyk szukający pracy w naszym (k)raju – z powodu odpływu konkurencji za Kanał – może spokojnie rozmawiać o pensji ok. 10.000 PLN. Nie wiem na ile to prawda, ale biorąc pod uwagę, że budowlaniec w Warszawie zarabia ok. 5 – 6 tys. netto, to chyba możliwe.

    komerski

    28 wrzesień 2007 at 2:41 pm

  12. Ponieważ po próbie wysłania Ci odpowiedzi Interia stwierdziła, że “taki blog nie istnieje” postanowiłem odpowiedź wkleić do Ciebie.
    Drogi Dru’! Sprawiłeś mi olbrzymią przyjemność swoim wpisem. Do tego momentu nie mogę podłączać linków do swojego tekstu, dlatego spróbuję jak za króla Ćwieczka…………..1. http://www.kryminalistyka.fr.pl/forensic_groby_smialy.php, 2. http://www.muzhp.pl/index.php?szablon=druk&akcja=kalendarium_zobacz&id_kalendarium=189&PHPSESSID=56e6befd5b228aa6d17c94970c71b2f4 nie mogę inaczej. A ponieważ w tej cholernej Interii nie działa enter, to ratujemy się ………………..wielokropkiem.

    Torlin

    29 wrzesień 2007 at 11:30 pm

  13. Dru’!
    Użyłeś u mnie w komentarzu słowa “blogowisko”. O czym pisałeś? Zaczynam się głęboko zastanawiać nad zmianą portalu blogowego. Ty jesteś w WordPressie? Tak jak “Polityka”? Jak tam Ci jest? Mnie martwi, że WordPress jest po angielsku i będę musiał ciągle prosić o tłumaczenie.
    A przy znikających wpisach należy je najpierw skopiować – przed wysłaniem.

    Torlin

    30 wrzesień 2007 at 9:38 pm

  14. Torlinie, wordpress jest w większości przetłumaczony – przynajmniej to, co niezbędne do codziennego użytkowania.

    Co masz na myśli mówiąc o “znikających wpisach” ?

    Hoko

    1 październik 2007 at 11:39 am

  15. Hoko!
    Dru’ napisał u mnie: “Powiem tylko że na blogowniku jest gorzej. Odgadnąć tam kod do wpisania jest prawdziwą sztuką. A każdy błąd kosztuje cię utratę komentarza”. I to był mój komentarz.

    Torlin

    1 październik 2007 at 12:34 pm

  16. Ale wordpress to nie blogownik :) to różne platformy.

    Hoko

    2 październik 2007 at 10:15 am

  17. A co to jest blogownik? W ogóle chciałem powiedzieć, że do prowadzenia bloga nadaje się WordPress, Typepad i potem długo, długo nic, – nie wiem jak wygląda od środka blox.pl, bo choć mam konto to nigdy nie pisałem tam nic. Od reszty – łącznie z torlinową interią – trzymałbym się z dala.

    komerski

    2 październik 2007 at 10:25 am

  18. Jeśli o mnie chodzi, to dla mnie – człowieka, którego szczegóły techniczne prowadzenia bloga interesują w stopniu niewielkim wordpress – jest rozwiązaniem fantastycznym. Jest bardzo intuicyjny jeśli chodzi o konfigurację, wybór skórek, zarządzanie postami i komentarzami. Kilka razy założyłem blogi na innych stronach z ciekawości ale wszystko generalnie wypadało gorzej.
    To co mi się nie podoba to zgrzyt z automatycznym umieszczaniem Komerskiego w spamie (sprawa rozwiązała się po dwóch miesiącach), trochę nieprzemawiające do mnie skórki – ale nigdzie indziej lepszych nie ma, płatna konfiguracja ekstra (trudno, z czegoś, żyć muszą) oraz konieczność używania html jeśli chce się mieć idealnie dopracowany post (ale tego nie da się chyba nigdzie przeskoczyć).
    Wyjątkową zaletą jest wordpressowa społeczność, która choć do hokopokowiańskiej się nie umywa to jednak poziom trzyma dobry i nie ma tam żadnych misiów-pysiów, dzieci Neostrady oraz innego dziadostwa. Ponad to cenię sobie błyskawiczne indeksowanie w googlach (polskim, bo w angielskim to trochę trwa) oraz możliwość podejrzenia jakie zapytania wpisane w wyszukiwarkach pokazały naszego bloga (czytanie tego bardzo dobrze rozładowuje napięcie).

    Hoko ma również rację, iż wordpress jest w bardzo dużej części przetłumaczony na drugi co do popularności język w Wielkiej Brytanii (co więcej praca nad tym nieustannie trwa i pewnie, któregoś dnia się zakończy). A jeślibyś Torlinie czegoś nie zrozumiał to zawsze możesz po prostu zapytać.

    A blogownik.pl to dość mocno denerwująca dla komentatorów platforma do blogowania. :mad:

    dru'

    2 październik 2007 at 11:35 am

  19. Dru – zgrzyt mój nie wynikał z WP jako takiego, tylko z “nadgorliwości” Akismetu. Ale takie cuś zdarza się – a tego co wiem – niezwykle rzadko.
    Skórek jest od groma, poza tym spodziewam się, że Hoko jest w stanie przerobić projekt na skórkę dla zabawy i gratis ;)
    A co to jest “płatna konfiguracja ekstra”? Ja mam WP ale nie na ich serwerze i nie wiem za co wy musicie płacić?

    komerski

    2 październik 2007 at 12:09 pm

  20. Dokładnie za to co ty masz za darmo. :) Tłumaczą to tym, że w takiej sytuacji musieliby trzymać odrębne ustawienia dla każdego bloga, co wymagało by dużej ilości miejsca na ich dyskach. Tak więc wszelkie zmiany skórek dodawanie i odejmowanie niestandardowych elementów oraz umieszczanie wyłaniających się z za zasłony kotów po najechaniu na nich myszką(!) – są płatne.

    Na zdjęcia i inne takie jest 50Mb co jak dla mnie jest ilością wystarczającą, poza tym gdy braknie można sobie założyć drugie konto. :lol:

    Myślałem nawet kiedyś czy nie przenieść się na jakiś inny serwer ale wydaje mi się to strasznie skomplikowane i z tego co gdzieś przeczytałem to miejsce na serwerze są również płatne albo wolno się otwierają potencjalnym czytającym. Czy to prawda, to na pewno wiecie lepiej. :)

    Jeśli chodzi o Akismet to jest w standardzie i wyłączyć go nie sposób czyli jest w tym ręka boska wordpressowych administratorów. Ja tego urządzenia nie lubię, do ichniejszego kosza nie mam czasu i pamięci zaglądać i nie wiem czy tam przypadkiem ktoś nie wypisuje od czasu do czasu jakichś mądrości, które mogłyby odmienić moje życie.

    dru'

    2 październik 2007 at 12:17 pm

  21. Ahaaa… A co do przenosin to nie jest skomplikowane “strasznie” A już na pewno nie od nowej wersji WP (2.3) gdzie masz opcję export/import. Ale faktycznie – za coś płacić i tak trzeba – ja np mam hosting w ramach abonamentu za sieć więc mnie to nie rusza, ale nie jest to za darmo.

    komerski

    2 październik 2007 at 1:22 pm

  22. Ja mam konto www 10MB, czy to wystarczy aby na owym koncie zmieścić bloga z całą aparaturą?

    dru'

    3 październik 2007 at 12:02 am

  23. Teraz mam strasznie pilną robotę, ale w sobotę spróbuję się z całym swoim sprzętem (pod czujnym okiem mojego Adasia) przenieść do WordPress.
    Komerski!
    Musimy zacząć pisać inaczej skrót, bo dla mnie WP (Wojsko Polskie, Wielmożny Pan) to zawsze była Wirtualna Polska. Może WPr?

    Torlin

    3 październik 2007 at 8:07 am

  24. Dru: wordpres to w zasadzie same pliki tekstowe (plus trochę grafik dla skórki), więc w sumie to nawet i 1MB wystarczy – ewentualne obrazki na strone mozna sobie ładować z zewnętrznych serwerów. Co do szybkości otwierania stron, to zdaje mi się, że moja jednak ładuje sie ciut szybciej niż wordpress.com (poza momentami, kiedy się w ogóle nie ładuje :lol: ). Natomiast stosunkowo wolno ładują sie strony na serwerach darmowych (np. u Telocha).
    Przy czym te płatne to tez nie sa jakieś wielkie pieniądze – ja płacę za serwer 60zł rocznie (a przy tym jeśli idzie o transfer wykorzystuję ratem 10% tego co mogę; pojemnośc konta mam w ogóle asronomiczną – 2GB).

    Hoko

    3 październik 2007 at 10:53 am

  25. Hmm… Muszę pomyśleć. :cool:

    dru'

    3 październik 2007 at 10:58 am

  26. Hoko!
    Obrazki z zewnętrznych serwerów mają jeden minus. Wraz z likwidacją ich strony znika również Twój obrazek.

    Torlin

    3 październik 2007 at 4:28 pm

  27. Chyba, że ów zewnętrzny serwer (miejsce na nim) również należy do ciebie. :)

    dru'

    3 październik 2007 at 9:29 pm

  28. I tak nie można obrazków linkować, ot tak – skądkolwiek, a dużych serwisów typu Flickr nikt nie zlikwiduje (poza tym kopie i tak trzeba trzymać u siebie).

    Torlin: Nic nie poradzę na te skróty. Są jakie są i nie jestem w stanie nic tu zmienić.

    Hoko: Po prawie roku moja baza SQL ma 8MB, więc te 10, o które Dru pytał to jednak takie minimum.

    komerski

    4 październik 2007 at 6:34 am

  29. To co Ty w tej bazie trzymasz? Moja ma 900kb :)
    Ale racja, nie uwzgledniłem tego, co Dru napisze…

    A obrazki rzeczywiście nalezy ściągać ze stron, które zniknąć nie powinny. Mozna je też umieszczać na rozmaitych serwisach uploadujących i pobierać stamtąd. Z tym że w przypadku własnego serwera znaczenie ma nie tyle pojemność konta (rzadko, nawet w przypadku najtańszych, spotyka się poniżej 100MB), co wielkość maksymalnego transferu – ten zalezy od popularności strony i liczby odwiedzin, no i właśnie od wielkości plików, które są z naszego serwera pobierane.

    Hoko

    4 październik 2007 at 9:47 am

  30. Hoko – jakoś zapominasz poradzić kolegom, żeby używali tylko zdjęć darmowych :)

    A moja baza ma w sobie wszystko:) Po prostu – 900kb to ma po spakowaniu…

    komerski

    4 październik 2007 at 10:04 am


Dodaj komentarz