Dziecko – ostatnie starcie.
I oto przed Państwem, najbardziej emocjonujące dzisiejszego popołudnia, starcie dwóch potęg wychowawczych. W lewym narożniku łóżeczka zawodnik Q. Półtora roku doświadczenia, małe rozmiary, piskliwy głos i niespożyta energia to jego atuty, które bez wahania wykorzysta w nadchodzących kilkudziesięciu minutach. W drugim rogu, nieco na zewnątrz ringu stoją rodzice. Waga, wiek i liczba dają im wyraźną przewagę, ale wielokrotnie już mieliśmy okazję zobaczyć, jak bezsilnie pasują po godzinie wycieńczającego starcia. Lata, proszę Państwa, lata robią swoje i choć pozwalają na gromadzenie doświadczenia to, nie oszukujmy się, nerwy żadnego trzydziestolatka nie są ze stali.
Runda 1
Na scenę wtacza się półprzytomny ze zmęczenia i permanentnie jęczący Q. Do łóżeczka podchodzi też Tata i rozpoczyna łagodnym ‘Q, pójdziemy spać?’ Q stosuje dezorientację lingwistyczną i potulne odpowiada ‘Tak.’ Tata kładzie Q, zamyka oczy i delikatnie głaszcze go po głowie. Ależ to był błąd proszę Państwa! Tata dał się zaskoczyć jak dziecko. Pół sekundy później Q jest już na nogach i głośnym ‘Daj’ ze wskazaniem na bliżej nieokreślony przedmiot pokazuje swą gotowość do walki. Tata bezradnie podaje autko, potem misia i kalkulator, za każdym razem pudłując. Zwiedziony potulnym wstępem walki pozwala sobie na kolejny błąd i bierze Q na ręce, aby sam sobie wybrał co chce. Zanim jeszcze opuszczą łóżeczko Tata rozpoznaje manewr przeciwnika. To stosowane zwyczajowo w początkowej fazie walki ‘Daj to czego mi nie wolno.’ Taktyka ta w wielkim skrócie polega na proszeniu o kolejne losowo wybrane przedmioty, aż do wybrania tego, który jest zakazany: odtwarzacza CD, porcelanowych kotów lub nożyczek. Wtedy to Q włącza jęczenie i płacz bezlitośnie niszcząc w zarodku nadzieje Taty na to, że uda się go ułożyć do snu. Po minucie ryku Tata traci cierpliwość, zdecydowanie tłumacząc Q jaką to taktykę stosuje… Q nic sobie z tego nie robi. Na scenę wkracza Mama.
Runda 2
Zdezorientowany zmianą przeciwnika Q przez kilka sekund traci inicjatywę w walce i daje sobie zaaplikować trzy ostre ciosy zwyczajowo zwane: ‘Idzie niebo ciemną nocą’, sezonowe ‘Lulajże Jezuniu’ i ‘Aaa kotki dwa’. Jednakże zebrawszy siły w tzw. mikrośnie (około sekundy zamkniętych oczu) przystępuje do kontrofensywy. Rozpoczyna głośnym ‘Pić’, pionizuje postawę i zabiera się za odwiązywanie przywieszonego przy łóżeczku strusia. Odwiązanie strusia, przyniesienie butelki z sokiem oczywiście nic nie dają i Mama bezsilnie ląduje obok Taty na kanapie w sąsiednim pokoju.
Przerwa
Tata ratuje siebie i Mamę wygrzebanym na ostatnią godzinę poczuciem humoru, ale Q postanawia kuć żelazo póki gorące. 15 sekund po 2 rundzie pojawia się w pokoju obok z ulubionym pieskiem w ręce i wykorzystując rozbrajający uśmiech bez słów oznajmia ‘Mam was!’
Runda 3
Połowicznie zregenerowany Tata ponownie podejmuje wyzwanie. Tym razem jednak bardziej skrupulatnie planuje swoją strategię rozpoczynając od ‘Gdzie jest…?’ (taktyka zagadywania) i łagodnie przechodząc do ‘Popatrz, misio już śpi.’ Q ponownie uderza ‘Daj to czego nie wolno’ (celując tym razem w mini-wieżę) ale nie spodziewa się błyskawicznej brutalizacji starcia. Tata zamiast przejść do wariantu ‘Nie dostaniesz. Wiesz dobrze, że ci nie wolno. Nie ma co płakać.’ zaskakująco uderza z ‘A to rycz sobie.’ co okazuje się trafnym ciosem. Q mięknie z chwili na chwilę i po minucie wrzasków przechodzi do stanu ‘Już nie wiem o co płaczę’, a następnie daje się przenieść do pozycji horyzontalnej i uspokoić nieco smoczkiem i butelką. Wtedy na ring wkracza zregenerowana Mama i zadaje kończący (tym razem z sukcesem) cios ‘Idzie niebo ciemną nocą’.
Wykończeni zawodnicy padają. Jeden w łóżeczku, pozostali na krzesło i kanapę. Cóż za emocjonujący pojedynek!
Ale zostańcie Państwo z nami, za kilka godzin wracamy z akcją ‘Obiad’. Dowiecie się, czy Q pochłonie go w mgnieniu oka czy też wystawi swoich rodziców na kolejną ciężką próbę.



Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku Tobie i Twoim gościom.
A wpis przeczytam później….
No to już wiem, czemu niektórzy rodzice z takimi podkrążonymi oczami chodzą… A te porcelanowe koty to lepiej postaw w jakim sejfie albo daj komu bezdzietnemu na przechowanie…
Skąd wiedziałem, że to właśnie porcelanowe koty utkwią Ci w głowie.
Nie ma się o co martwić. Na razie są bezpieczne.
Dru!
Tobie i Twoim najbliższym składam najserdeczniejsze życzenia świąteczne wszystkiego naj, naj, naj.
No nie wiem… Koty + dziecko = … no właśnie… Lepiej przechować…
PS
Nie wiesz przypadkiem, czego Komerski ostatnio nigdzie nie bywa? Tak sobie pomyślałem, czy on się czasem nie będzie żenił? …
Wesołych Poświąt!
A wpis przeczytam później….
szczęśliwego nowego roku!
a wpis zeen przeczyta poźniej…
Szczęśliwego Nowego Roku
A wpis przeczytam później….
Hoko!
Komerski się zapewne tak przestraszył, że go wspólnie pozbawimy angielszczyzny, że się gdzieś zaszył i usiłuje przeczekać. Ale nic z tego, bo zeen to przeczyta później.
Eh… Wreszcie święta się kończą i mogę usiąść przed komputerem.
Dziękuję Wszystkim za życzenia i również życzę Szczęśliwego Nowego Roku!
Choróbska, zakupy, wizyty i cała seria niefortunnych zdarzeń uniemożliwiały mi kontakt z cyberprzestrzenią. Na szczęście z końcem roku i zamieszanie się (prawie) skończyło.
No,
to Dosiego Roku.
Jak już wróciłeś dru’ do cyberprzestrzeni, to pisz, pisz, ja to później przeczytam….
Życie bez cyberprzestrzeni nic nie warte…
Rozumiem Hoko, że cyberprzestrzeń bez życia to jest dopiero coś.
Może kiedyś uda nam się zmienić w bity?
Już prędzej w qubity
Torlin, zależy, jak zdefiniujemy życie
Ja już jestem zamieniony, a bez cyberprzestrzeni rzeczywiście czułem się dziwnie… Panowie i panie, w razie czego to razem na odwyk, tak? Z laptopami?
Kto funduje laptopy?
Dobre pytanie Hoko. Ja mam jeden. Może ktoś da…
Ja się codziennie zastanawiam czy jestem uzależniony od komputera i sieci czy może po prostu tak to już teraz jest i pytanie tego rodzaju należy do kategorii pytań w rodzaju: Czy jestem uzależniony od chodzenia do sklepu.
Jak ktoś weźmie laptop dla mnie to ja mogę iść na odwyk.
No to jest sprawa, nad którą ja się naprawdę zastanawiam. Moja córka mi mówi, że jestem uzależniony od komórki, bo mam ją włączoną przez 24 h przy sobie. Tak na logikę to ma rację, ale ja uważam,że uzależnienie na czymś innym polega. Sam pracuję w domu, mam klientów, mam 87-letniego ojca mieszkającego samotnie i córkę z 4-miesięczną moją wnuczką Olą. Dla mnie nie ma neutralnych telefonów, każdy jest ważny.
A na dodatek ja nie znoszę mieć cokolwiek na twarzy czy na rękach nienaturalnego (mam jednakże okulary) tzn. obrączek, pierścionków, bransoletek czy zegarków. I właśnie komórka służy mi również do pokazywania czasu.
Czy to, że mam cały czas włączoną komórkę przy sobie - to jest uzależnienie?
Torlin,

Ty się lepiej zapisz do Anonimowych Jednokomórkowców…..
Anonimowych Pantofelków
Torlin jeśli ty jesteś uzależniony to chyba wszyscy są.
Ja jestem uzależniony od jedzenia. Nie mogę tego opanować chyba od urodzenia.
I jeszcze mam uzależnienie od oddychania. Oddycham bez przerwy, nawet jak śpię.
ależ się uśmiałam! czy one wszystkie są takie same? to daj! opisałeś perfekcyjnie…
no cóż, idę kłaść małego, trzymajcie kciuki za Mamę ;-))
Tak. Wszystkie są najwspanialsze na świecie. Choć to logicznie niemożliwe…
To mój ukłon w stronę wszystkich półżywych rodziców.