Na bioenergetyczną miłość boską… (komentarz)
Poniższy tekst to komentarz do świetliście przenikliwego posta pod energetycznie brzmiącym tytułem:
Kim jestem? Początek życia,
Uprzedzam, sam tekst posta (autorstwa Pawła Godlewskiego - pewnie jakiegoś czakra-guru) boli (aurycznie).
Wszelkie uwagi i poprawki proszę umieszczać w komentarzach.
Życie i jajka.
Życie jest jak jajko. Mężczyzna ma zwykle dwa, a kobieta żadnego (chyba, że kilka w kuchni).
Oriana Ossoni (1945-2007) /włoska feministka/
Jak anioła głos…
Być jak urzędas.
Gdy sekretarka zapytała czy mam ochotę uczestniczyć ze strony uczelni jako obserwator matur zgodziłem się z radością okraszoną sentymentem. Wypełniłem druczek gdzie wpisałem moje stare liceum oraz matematykę jako przedmiot i pozostało mi oczekiwanie na potwierdzenie z OKE.
Jak nauczyłem się widzieć aurę.
Dotarwszy przypadkiem do fachowej literatury na temat widzenia aur otaczających ludzi, zostałem zaskoczony łatwością z jaką można ten fenomen energetyczny zobaczyć. Chwila skupienia, kilka dni ćwiczeń i dostajemy dostęp do rozległej wiedzy na temat emocji, czy przeszłości spotykanych osób. Rzućcie tylko okiem na te, znalezione tutaj, szokujące fragmenty:
Matura, a życie indian.
W kulturze Zachodu, tej współczesnej, dojrzewanie to faza w rozwoju przede wszystkim biologicznym, charakteryzująca się burzliwością stanów psychicznych, które przyjęło się traktować jako nieuchronne. Wśród Indian północnoamerykańskich, w plemionach australijskich i afrykańskich, dojrzewanie uznawane i potwierdzane przez tak zwane rytuały okresu dojrzewania, to dojrzewanie przede wszystkim społeczne: obrzędy - bardzo zresztą odmienne w różnych społecznościach - stanowią wyraz uznania dziecka za osobę dorosłą, zdolną do pełnienia nowych zajęć i obowiązków. Jak pisze Benedict, w danej kulturze “rytuał okresu dojrzewania warunkuje nie dojrzewanie biologiczne, lecz to, co w danej kulturze rozumie się przez dojrzałość”. Fizjologiczny fakt dojrzewania, nawet tam, gdzie jest mocno akcentowany, interpretowany jest przede wszystkim w kategoriach społecznych.
Scyzoryk vs Gilotynka do cygar.
To co ostatnio chodzi mi po głowie jako temat posta nie jest ani odkrywcze, ani szczególnie intrygujące. Zagadnienie, należy do kategorii tematów “było dobrze, jest źle, będzie gorzej”, co skazuje je od razu na cybernetyczny niebyt. Co gorsza jedyna sensowna puenta prezentuje się nie lepiej niż podsumowanie niedzielnego kazania. Problem jednak w tym, że temat powraca do mnie z równą łatwością co melodia z bezlitośnie wygrywanych radiowych hitów. Za nic ma też wielokrotne próby wciśnięcia go w najgłębsze zakamarki pamięci. Czerpiąc więc z chrześcijańskich korzeni, niczym biblijny sędzia zanudzany przez równie biblijną wdowę sięgam ostatecznie po klawiaturę, aby mieć to wreszcie za sobą… (w zasadzie to sięgnąłem po nią już kilka zdań temu)


