Scyzoryk vs Gilotynka do cygar.
To co ostatnio chodzi mi po głowie jako temat posta nie jest ani odkrywcze, ani szczególnie intrygujące. Zagadnienie, należy do kategorii tematów “było dobrze, jest źle, będzie gorzej”, co skazuje je od razu na cybernetyczny niebyt. Co gorsza jedyna sensowna puenta prezentuje się nie lepiej niż podsumowanie niedzielnego kazania. Problem jednak w tym, że temat powraca do mnie z równą łatwością co melodia z bezlitośnie wygrywanych radiowych hitów. Za nic ma też wielokrotne próby wciśnięcia go w najgłębsze zakamarki pamięci. Czerpiąc więc z chrześcijańskich korzeni, niczym biblijny sędzia zanudzany przez równie biblijną wdowę sięgam ostatecznie po klawiaturę, aby mieć to wreszcie za sobą… (w zasadzie to sięgnąłem po nią już kilka zdań temu)
W trosce jednak o to drogi czytelniku abyś opadającą ze znudzenia głową nie uszkodził sobie klawiatury, przyobleczemy cały problem w przykład, który zgrabnym paradoksem rozrusza nasze ewolucyjnie najmłodsze komórki w mózgu. A przykładem nam będzie Zaradny Mężczyzna.

Zaradny Mężczyzna nie jest konstruktem absolutnie dowolnym. Jakeśmy wszyscy członkami jednej kultury zgodnie dojdziemy do wniosku, że jest to zwierzę kreatywne, potrafiące zbudować helikopter ze sznurowadeł i spinacza do papieru, albo ostatecznie podejmujące tego rodzaju próby. Istota ta tak jest skonstruowana, że poradzi sobie samodzielnie w każdych warunkach, a jeśli trzeba to jeszcze jakąś dziewicę, albo dziecko (nie jego) uratuje. Prawdziwym atrybutem owego stworzenia, poza rewolwerem Smith & Wesson, parą wytartych (nie spranych) jeansów oraz ewentualnie kapeluszem, jest scyzoryk. Narzędzie to służy mu za wszystko. Drzwi tym otworzy, uszkodzi kogo trzeba, bankomat okradnie (żeby nowocześnie było), tratwę zbuduje, a ostatecznie rozpali ognisko, aby ogrzać ewentualnych kompanów w trakcie nocnego odpoczynku. I tak sobie myślę, że nawet gdyby mu ten scyzoryk zabrali to pozostanie w naszej istocie coś co nazwał bym mentalnością scyzoryka. Zaradny Mężczyzna w potrzebie zaczyna grzebać w okolicznych przedmiotach, aby jakoś swój problem rozwiązać, poprzez tchnięcie nowej jakości w dostępne materiały.
To co paradoksalne i (chyba) jednocześnie zabawne to trend, który jak większość wszystkiego co głupie i żałosne w obecnych czasach, zostało stworzone w dziale (działach) marketingu. Nasz mit Zaradnego Mężczyzny, który jest bardzo przydatny z punktu widzenia zwiększania sprzedaży postanowiono wyposażyć dodatkowo w przedmioty, które mu życie ułatwią i Zaradnym Mężczyzną w nowoczesnych czasach pozwolą pozostać. W jednostkowych przypadkach, wygląda to wcale nie najgorzej, gdy jednak spojrzymy na sprawę całościowo dostaniemy całkiem zgrabną karykaturę omawianego wcześniej osobnika.

Cóż więc by się stało gdyby nasz Zaradny Mężczyzna przed wykonaniem kolejnego niemożliwego zadania zajrzał do jednego z popularnych sklepów wielkopowierzchniowych lub otworzył Logo z zamiarem “dogonienia” współczesności? Dostalibyśmy istotę wyposażoną w absolutnie niezbędne auto z abesesem, dżipiesem, komputerem pokładowym, radiem z odtwarzaczem dividi, specjalnymi pokrowcami, specjalnym olejem, paliwem, lakierem, felgami, oponami, lusterkami, szybami, wycieraczkami, a do tego przyczepa, ponton, zestaw dwudziestu noży na każdą okazję, trzy latarki, przenośny grill, otwieracz do konserw, korkociąg, otwieracz do słoików i butelek, skrzynkę z setką narzędzi, laptopa, telefon komórkowy, aparat fotograficzny, pendrajw, przenośny zestaw do ćwiczeń budujących muskulaturę, mały generator prądu i butlę gazową z palnikiem, filtr do wody, maszynkę do golenia, piankę, wodę po goleniu, dwa dezodoranty, antyperspirant pochłaniający(?!) pot, żel pod prysznic, kremy do twarzy, ciała, rąk, nóg, pod oczy, maść na odciski, po kilka sztuk: antypotnych koszulek, slipów tego rodzaju, specjalnych koszul, spodni, oddychających i sprężynujących butów, a do tego wodoodporną kurtkę, ocieplający polar, dwa proszki do prania, płyn do płukania, namiot z dwoma pokojami i przedsionkiem, śpiwór, karimatę, odżywkę regeneracyjną, beczkę piwa utrzymującą ciśnienie oraz dla lepszej koncentracji kilka cygar, a do nich specjalną zapalniczkę oraz absolutnie niezbędną gilotynkę. Zwróćmy uwagę, że on jeszcze nic nie zrobił. A gdyby zechciał pomalować pokoje, pojechać na ryby, zbudować domek na drzewie czy wyskoczyć na golfa? Liczba niezbędnych przedmiotów wzrosła by w tempie geometrycznym i konieczne stało by się dokupienie większej przyczepy, dobudowanie garażu oraz kilku komórek na graty, które aktualnie są mało potrzebne, ale w przyszłości mogą się przydać.
Przekonanie, że każdy problem ma specjalny zestaw narzędzi, którymi może zostać rozwiązany, nie jest tak zupełnie niesłuszny, ale prowadzi do skrajnej, dziwacznej specjalizacji, której źródła upatrywał bym w sposobie rozumowania nazwanym roboczo mentalnością gilotynki do cygar. Kiedyś oglądając widowiskową bajkę dla amerykańskich idiotów, mającą wesprzeć ich sposób rozwiązywania problemów międzynarodowych (demokracja albo śmierć) zauważyłem, że bohater (prawdziwy macho) zanim zapali cygaro musi użyć co najmniej trzech specjalistycznych przedmiotów, a nie wykluczam, że było ich więcej, bo na paleniu cygar się nie znam.
Nie jestem orędownikiem trybu życia pustelnika (co zjada pszczoły i lata goły), ale… O nie, morału nie będzie…



Dru!
Jesteś w wielkiej formie. Trochę tylko za rzadko robisz notki.
Ja to mam wielki problem z “pracami męskimi”. Nie można powiedzieć, żebym miał już ostatecznie “dwie lewe ręce”, coś tam zrobię. Ale czuję taki wstręt do wszystkich robót typowo męskich: budowania, przerabiania, piłowania, malowania, siedzenia nad rozebranym silnikiem. Fachowcy od napraw to mają ze mną dobrze.
Protestuję w imieniu czytelników oczekujących jasnego i wyraźnego morału. Każdy wpis bezmoralny zasługuje na potępienie…
Życie Torlinie, życie. Nawet nie obiecuję poprawy.
Co do prac męskich to mam w tym kierunku duże uzdolnienie, prawdopodobnie dostałem w genach. Niemniej ciężko mi się wziąć do roboty, jak już coś trzeba zrobić.
No a same “prace męskie” to temat na osobną notkę.
Zeen, co do morału to wykręcanie się od morału też jest morałem.
Oj tam, zaraz pszczoły… można i coś mniej niebezpiecznego…
Mniej niebezpieczne może się nie rymować…
Jeszcze chciałem bardzo podziękować Torlinie za wielką formę i serdecznie pogratulować Ci Twojej.
Przesadzasz, dru’
Tzw. Zaradny mężczyzna istnieje tylko w głupich amerykańskich serialach typu Macgyver, a ten jego wariant nowoczesny tylko w gazetach typu “Logo”. No i oczywiście zdarzają się też panowie, którzy wierzą, że są jednym albo drugim, ale te wyobrażenia giną tragicznie i natychmiast w starciu z rzeczywistością… Podsumowując: są to bajki, w które mało kto wierzy (z wyjątkiem działów marketingu), a więc, jak sądzę, zupełnie nieszkodliwe i nie ma się co nimi przejmować 
Elenoir, bajki, nie bajki, ten dwa sposoby patrzenia na rzeczywistość jak dla mnie całkiem wyraźne oddzielone od siebie. Człowiek ma w sobie pewną (płynną) granicę pomiędzy zdarzeniami z którymi radzi sobie sam i takimi z którymi udaje się do specjalisty. Oczywiście dla każdego jest ona inna. Wydaje mi się, iż istnieje pewien kulturowy(?) nacisk na mężczyznę, aby lista spraw rozwiązywanych samodzielnie była stosunkowo rozległa. Marketingowcy wykorzystują mit próbując coś na tym zarobić.
A tego co robią w działach marketingu nie należy lekceważyć, bo to ośrodki współczesnej myśli religijnej.
Ja się dołączę do Torlina i machając na przywitanie po powrocie z wojaży również gratuluję olimpijskiej (a co najmniej mistrzowskoeuropejskiej formy).
A co do tematu, to ja to widzę tak - niech Zaradnym Mężczyzną będzie pan, który naprawia mi kran, albo policjant, który odgoni ode mnie bandytę. Ja sobie książki (i Internety) czytam, przy czym dochodzę do wniosku, że na tych polach bywam o wiele bardziej zaradny niż dżejmsbond. A Dru to nawet - sam widziałem! - wiertarki się ima!
Ale Hoko dostał mordę
Moja też ciekawa 
dru’, Twój łotr też rozrabia…
zeen, nie mordę, a gębę…
Tutaj można znaleźć stosowną konkluzję…
http://basiaacappella.wordpress.com/2008/05/07/tylko/#comment-3750
No chyba podpadam pod kategorię “obraźliwych”…
dru’, nie możesz tego wyłączyć? U mnie pokazują się tylko zdefiniowane świadomie przez komentatora…
Witaj Dru ….
… zeen napisał, że “mordki” rozdajesz to ja chcę zobaczyć jaka mi przypadnie …
…. zaradny facet to przydaje się w życiu kobiety byleby nie uważał, że wszystko potrafi bo to czasami uciązliwe jest … 
A ja też mam mordkę?
Jejku!
A dlaczego ja jestem taki straszny?
Takim Cię widzi Łotr….
te “mordki” to chyba dru przydziela po uważaniu ….
Program, który zainstalowałem zbiera następujące dane (żeby była jasność):
- sczytuje wasze przeznaczenie ze śladów linii papilarnych zostawianych przez was na klawiaturze
- analizuje waszą aurę odbijającą się w monitorze (tutaj więcej informacji)
- dokonuje typologizacji charakteru na podstawie waszych wypowiedzi na kilku milionach przeglądanych przez niego forów (porównuje nicka i IP, tak że jest dość wiarygodny)
na tej podstawie dokonana zostaje ocena i specjalny program rysujący mordki przydziela Wam tą jedną, unikalną, będącą odwzorowaniem Waszego ukrytego “ja”.
Więc bądźcie wdzięczni…
dru, coś p… Jaka analiza wypowiedzi? Jak kto pisze pierwszy raz, też dostaje mordę, którą żadna jego nowa, odkrywcza wypowiedź zmienić nie może…
Foma! Dobre! Bardzo Dobre!
Dru - ja nie mam żadnego ukrytego “ja”. Ja naprawdę jestem tymi literkami, które macie na monitorach
Ależ foma, program jest na to przygotowany. Na podstawie jednej wypowiedzi generuje najbardziej prawdopodobne odpowiedzi na podstawowe dla ludzkości pytania: “Jak Bóg ma na imię i jakiej jest płci?”, “Kto powinien przejeść majątek Billa Gatesa?”, “Kto wygra najbliższy Taniec z Gwiazdami?” i “Czy Doda zdradziła Majdana przed rozwodem?”. To wystarczy do zbudowania twojego ukrytego-prawdziwego “ja”.
Komerski, a tą książkę o Szekspirze kto tłumaczył? Okrągła niebieska piłeczka z zaklejonymi ustami?
Foma, nie spodobało ci się Twoje ukryte ja, przyznaj.
BTW, już nad całokształtem pracuję, tak że nie będziesz musiał długo znosić obraźliwego losowego avatara. A może wolicie potworki?
Drodzy moi, abyście się nie czuli urażeni obraźliwymi avatarami, “mystery man” wraca na swoje dawne miejsce. Chyba, że Wam się podobało to chętnie wrócę to zakazanych gęb.
BTW foma, czy ty nie zmieniałeś kilkukrotnie avatara wieczorem?
dru’, w ramach łabędziego śpiewu mordki mojej, opartej o wyprzedzającą analizę ukrytego-prawdziwego “ja” wrzucilem własnego avatara, ale łotrpres miał chyba problemy z tak diametralną zmianą
Do jednakowej furii doprowadzali mnie zarówno ci - w jakiś sposób w moim życiu istniejący - mężczyźni, którzy potrafili wszystko zrobić i ustawicznie prezentowali postawę Zosi-Samosi, jak i ci, którzy wzywali fachowca w celu wymiany wtyczki w kablu nocnej lampki.
Katalog praz kobiecych też zamieścisz?:>
GPS zainstalowany w najnowszym modelu mercedesa zawiódł nas kiedyś na manowce, a konkretnie - zaprowadził w bagno do topienia krów, zamiast na jakąś sensowną drogę. Chciałam pilotować znajomego - właściciela auta - w drodze do Kolorowych Jeziorek w Rudawach Janowickich, bo trasę znałam, ale - dumny z urządzenia - postanowił “spuścić się na nie”. No spuścił się, traktor nas nie wyciągał co prawda, ale niewiele brakowało. Nie czuję potrzeby posiadania gadżetów - wielu funkcji mojego telefonu zwyczajnie nie znam lub nie umiem z nich korzystać. Po diabła mi wodotrysk, stoper i kalendarz stuletni?
Do prac męskich zalicz - jeśli wolno mi coś sugerować - noszenie kobiety na rękach, przynajmniej od czasu do czasu. Choćby do łóżka. I obowiązek z d o b y w a n i a kobiety, bo tylko Adam miał dobrze - rywali brakowało, prawdziwy raj…
Defendo, ja jestem zdecydowanie ten pierwszy, choć staram się ograniczać.
A co do Zaradnego Mężczyzny to służył zaledwie za przykład i tak należy go traktować. Miał być śmieszny i dyskusyjny, bo oryginalny temat jest raczej nieciekawy.
Jeśli chodzi o dojeżdżanie do celu to ja mam zwyczaj jeździć instynktownie. Nie raz zmroziłem żonę manewrem: “Skręcimy tutaj, tak to jest dobra droga…” Co ciekawe bardzo często trafiam w dobre miejsce tym sposobem. Przydaje się szczególnie w omijaniu korków miejskich. Choć zdecydowanie należy docenić też wysiłki żony w rodzaju: pytanie o drogę czy spoglądanie na mapę. GPSem gardzę.
A do prac męskich dorzucę jeszcze mówienie 50x dziennie “Kocham Cię.” A ja ostatnio się jakoś w tym temacie zapominam.
Nie myl własnej przyjemności z pracą
Powtarzanie kobiecie(nie 50, 150 razy dziennie), że sie ją kocha to czysta radość dla mówiącego te słowa mężczyzny. Czyż nie?
Tak?
A nie? Oj, zamieniam się powoli w trolla, daruj, Dru
Tak?