Matura, a życie indian.
W kulturze Zachodu, tej współczesnej, dojrzewanie to faza w rozwoju przede wszystkim biologicznym, charakteryzująca się burzliwością stanów psychicznych, które przyjęło się traktować jako nieuchronne. Wśród Indian północnoamerykańskich, w plemionach australijskich i afrykańskich, dojrzewanie uznawane i potwierdzane przez tak zwane rytuały okresu dojrzewania, to dojrzewanie przede wszystkim społeczne: obrzędy - bardzo zresztą odmienne w różnych społecznościach - stanowią wyraz uznania dziecka za osobę dorosłą, zdolną do pełnienia nowych zajęć i obowiązków. Jak pisze Benedict, w danej kulturze “rytuał okresu dojrzewania warunkuje nie dojrzewanie biologiczne, lecz to, co w danej kulturze rozumie się przez dojrzałość”. Fizjologiczny fakt dojrzewania, nawet tam, gdzie jest mocno akcentowany, interpretowany jest przede wszystkim w kategoriach społecznych.
Ten sposób spostrzegania przemian w biegu ludzkiego życia, którego bardzo dobrym przykładem jest właśnie rozumienie dojrzewania, właściwy społeczeństwom pierwotnym może być bardzo pouczający dla współczesnego człowieka Zachodu, jeśli skonfrontuje się go z rozumieniem okresów życia, które jest właściwe Zachodowi. Te kryteria dojrzałości, które są przyjmowane, mają stosunkowo krótką tradycję. Odchodzenie od kryteriów społecznych na rzecz formalnych rozpoczęło się właściwie w okresie Oświecenia. Obecnie, ostatnią już chyba, karykaturalną niemal, próbą inicjacji w dojrzałość, jest w europejskim szkolnictwie matura. Jej osobliwość we współczesnych warunkach społeczno-kulturowych polega na tym, między innymi, że dotyczy ona jedynie części młodzieży; znakomita jej większość jest - jak rzucany na głęboką wodę, nie umiejący pływać człowiek - zmuszona do podjęcia pracy zarobkowej. W odniesieniu do tej młodzieży, jako jedyne kryterium, pozostaje wiek życia.
Gaudowa A. 2000, Powszechność i wyjątek, Kraków: Wydawnictwo UJ



No tak, mgr dru’ to nudne….
To może Pierwszy Sekretarz Blogu?
Za bardzo zalatuje… To może: Wielki Mistrz Loży Blogowej z Wiertarką?
Całkiem, całkiem…
To ja nie wiem, czy matura jest tu porównywana do tych inicjacji ludów pierwotnych, czy jest przejawem “oświeceniowego” odchodzenia od nich - tekst mozna odczytać i tak, i tak.
A tytuł jest teraz w sam raz, nic nie trzeba zmieniać
A ja myślę, że dojrzewanie to taki proces, który powinien skończyć się wejściem w dorosłość. I tu zaczynają się schody - wielu ludzi nigdy nie staje się dorosłymi, wciąż noszą krótkie spodenki. To ci, którzy w wieku lat siedemdziesięciu na przykład, mówią: “no cóż, kochanie, wyrwałem ci wszystkie truskawki w ogrodzie, biorąc je za chwasty, zabij mnie!”(dorosły po prostu poszedłby do sklepu i kupił nowe sadzonki). To ci, którzy mówią: “niczego w życiu nie żałuję” - nigdy nie wyciągną wniosków z własnych błędów i nie będą usiłowali naprawić krzywd, które wyrządzili swoimi nieprzemyślanymi decyzjami. Ci, dla których jedynym sposobem nadęcia sklęśniętego ego jest dowartościowywanie się cudzym kosztem. Ci…. eeech… za długa lista.
Matura to rodzaj inicjacji - rytuały inicjacyjne bywają bolesne, ale powinny coś jednak sprawdzać, weryfikować kandydata. Nasza matura sprawdza jedynie to, czy abiturient jest dostatecznie wytresowany. Tych, którzy do niej nie podchodzą - skutecznie wytresuje pracodawca i otoczenie społeczne.
Zeen, rozważę. Ostatni tytuł jest rzeczywiście całkiem, całkiem. Ale może trzeba mieć jakąś lożę, żeby w niej mistrzować.
W zasadzie to podobnie jak Hoko nowy tytuł też mi się podoba. Problem w tym, że jest co nie co przydługi.
WIEM! A może Hokopokowiańczykiewicz z Kociomruczków?
Albo Skociomruczały Hokopokowiańczykiewicz.
Co do cytatu, to zrozumiałem maturę jako pewien relikt przeszłości w zrewolucjonizowanym systemie. Oświecenie przynosi inicjację formalną (18 lat), a nie rytualną.
Defendo ja wątpię w sensowność matury, bo po pierwsze jest tylko dla elit, po drugie raczej ogłupia. Po co wydawać tyle kasy na coś co zamyka ludziom drogę na niektóre studia, bo im się pomysł na życie zmienił? Dużo trudniejsze były poprzednie egzaminy na studia. Jaką to trzeba było wykazać się zaradnością w gromadzeniu danych na temat egzaminu, ocenianiu szans, organizowaniu czasu w okresie egzaminów. Trochę żartuję, oczywiście.
Defendo
Zdrowia życzę i szczęścia!
Mam nadzieję, że można być dorosłym z nutką dziecinności, która przecież powinna w nas siedzieć zawsze.
Naprawdę dałeś mi do myślenia.
Jednocześnie - chcę być wiecznie młodym duchem, ale… To co napisałeś skłania mnie do refleksji. Dziękuję za to, gdyż wstępne wnioski są dla mnie wręcz “zbawcze”.
Dru
Ja cieszę się w pewien sposób z matury, gdyż zawsze to choć jeden argument więcej by “zachęcić” uczniów do choć odrobiny skupienia i odrobiny nauki. Dziś dzień płakać mi się chciało, gdy jeden z najmilszych i pozwalający na chyba najwięcej w granicach zdrowego rozsądku nauczyciel przez bitą godzinę lekcyjną starał się przekonać jednego z kolegów do przyjęcia do zrozumienia takiego faktu jak:
“Bez nauki masz mniejsze szanse na szczęśliwe życie.”
oraz
“KAŻDY może się nauczyć.”
Kolega jednak nie dał się przegadać i mimo, że wszyscy poza nim oraz nauczyciel starali się mu zobrazować, wytłumaczyć, etc. - nie dał się przekonać. Mam nadzieję, iż zrozumie, że warto zdać choć egzamin zawodowy(jestem uczniem technikum).
Tak myślę teraz nad sensem matury. Ale chyba jest potrzebna. Zawsze miło przekonać się PRZED egzaminem na studia o swoich możliwościach. Dobrze - czasami przez/dzięki maturom można ominąć egzamin wstępny. Ale czy to źle?
(A tak serio - chyba za “wartościowe” są wyniki matury podczas “punktowania” chętnych na studia.)
Maleńkie sprostowanko, Hazardiuesie - dałaAś

Kobiety myślą TYŻ. Niekoniecznie somą
Aha, zajrzę do Ciebie, jeśli pozwolisz….
Hazardiusie, mnie się tam przypomniał dylemat czy lepiej być szczęśliwym głupcem czy nieszczęśliwym Sokratesem.
A w ogóle to uczyć się zawsze warto, pytanie tylko czego można nauczyć się w naszej szkole:
a) historii dla mitomanów
b) ściągania
c) rozwiązywania testów bez zrozumienia
d) obrzydzenia do literatury pięknej
e) pogardy dla nieuków (lub kujonów)
f) tego że są równi i równiejsi
g) tego, że uczenie się to cierpienia bezmyślnego kucia
h) terroru psychicznego
i) lizusostwa
j) gdzie się uprawia ryż na świecie jako pustego faktu
k) …
To jest test wielokrotnego wyboru.
Dla mnie polska szkoła to miejsce spotkań towarzyskich z bardzo długimi 45 minutowymi przerwami. Gdyby nie funkcje społeczne, za żadne skarby świata nie posłał bym do niej swojego dziecka (przynajmniej nie na kilka godzin dziennie).
Twój kolega wcale nie musi być ograniczony umysłowo (nie twierdzę oczywiście, że ktoś z was tak myślał). Wystarczy że widzi co się dzieje w około niego i wydaje mu się, że nie ma alternatywy dla nauki jako brnięcia przez sformalizowany proces edukacyjny.
Polska szkoła potrafi niszczyć ludzi. Może nie wszystkich, około 20% taka szkoła podobno pomaga.
Defendo
Przepraszam, ale nie sprawdzałem jaką masz płeć. ;P
Dru
Przyznaję rację, acz nie do końca. Wszystko zależy od naprawdę wielu czynników. Od nauczyciela, uczniów, et cetera.
Funkcje społeczne szkoły. Tak - nauka życia w stadzie. Nauka wśród palących nałogowo 12-latków, 10-letnich regularnie pijących alkohol dzieci, przemocy, et cetera. Dobra - wszystko zależy od szkoły. Ale w większości tytoń i alkohol jednak się pojawiają. O narkotykach nie wspomnę - “spotkałem się” chyba dwa razy: widząc kolegów “dzień po” i rozmawiając z Dziewczyną o trawce, której nieco miała. Zresztą - schodzę chyba z tematu.
No i chyba masz rację z tymi 20%. Mam jednak nadzieję, że tych naprawdę ludzkich obywateli wyrośnie więcej. ;P (To był taki miniżart. :D)
D.R.U - Dziwaczne Rozumu Upławy
Defendo: Rany boskie, taka afera z powodu kilku truskawek?
Dru’: Ale ty z uporem piszesz o szkolnictwie publicznym (chyba). Nie wiem, jak jest u Ciebie, ale tutaj jest już całkiem spory wybór rozmaitych szkół, z których nie wszystkie prowadzą do urawniłowki i innych plag młodzieży. Co więcej, nawet nie wszystkie publiczne do tego prowadzą. Ale z tymi 20% to jednak razem z Hazardiusem przesadziliście. Kiedy i gdzie istniały społeczeństwa, w których 1/5 należała do elity? Elita jest z definicji wąska.
Zgadzam się z tobą, a także twoim niewesołym społecznym obrazem szkoły. Niemniej lepszej społeczności nie będzie. Badania pokazują, iż jeśli dzieci nie funkcjonują w grupach rówieśniczych mają potem braki w wychowaniu.
Poza tym na pewno masz kilku fajnych znajomych.
Komerski
Ja WIERZĘ w to, że aż tyle osób jest zdolnych do życia. Proszę - nie dręcz mnie odbieraniem mi wiary. ;’
dru
U mnie w klasie to raczej 20-kilka% dziewczyn NIE pali fajek nałogowo. 20-kilka% chłopaków pali nałogowo.
Świat jest dziwny. ;P
Ja mam kilku fajnych znajomych.
Komerski - kobiety potrafią zrobić coś z niczego, nawet mężczyznę z byle faceta - aż mam ochotę Ci język… wydać na pastwę :)))
Komerski, ale dlaczego “upławy”?
Na szkołach prywatnych znam się mało. Niemniej mój teść, który jest korepetytorem ma przegląd uczniów z różnych szkół ponadgimnazjalnych i w zakresie matematyki te prywatne ocenia najgorzej pod względem jakości nauczania. Dobrze to, czy źle, nie wiem.
I chciałem tylko napisać iż 20% uczniów dobrze czuje się w takiej szkole jak nasza polska. Im ten sposób nauczania odpowiada. Czy będzie z nich elita? Mam wątpliwości.
Są dobre państwowe szkoły, ale to dzięki ludziom, którzy w nich pracują. Niemniej nawet najlepsi nauczyciele mają ograniczone możliwości przez administracyjne przepisy. Sposób nauczania w szkole to pomysły z czasów encyklopedystów. W dobie internetu to po prostu uwstecznianie człowieka.
Defendo, gdzie Salomon nie naleje tam babę pośle.
Co do 20% - sądzę, że niestety masz rację. x/
I niestety - tutaj muszę się zgodzić, że głównym problemem polskiego szkolnictwa są PRZEPISY…
Na ten temat pogadam później, bo gorączka mnie łapie. A temat znam, bo rodzice są nauczycielami. ;/ Dzieciństwo wspominam ciekawie. :/
Dru - “upławy” dlatego, że ani “emanacje” ani “miazmaty” nie są na U
A dlaczego matura ma być “rytualna”? W ogóle to rozróżnienie na formalne i rytualne jest naciągane, bo rytuały są przecież swego rodzaju formalizmami. Formalne jest i przyjęcie określonego wieku (18lat) i kryteria “społeczne” (rytualne). Z cytatu Benedict wynika tylko tyle, że każda kultura ustanawia własne formalizmy.
Komerski, a może: utwory, utyskiwania…
I dzięki za twórczą troskę. Coś będę musiał z tym tytułem zrobić.
Hoko, myślę, że w pewnym sensie masz rację. Z tego co zrozumiałem autorce, a może i Benedictowi chodziło o rozróżnienie
procesu który kończył się pewnym rytuałem, wykonaniem określonego zadania, czy czego tam nie wymyślono i(!) do którego to specjalnie ów młody człowiek był przygotowywany
od uznania za dorosłego na podstawie przekroczenia pewnego punktu, w zasadzie niezależnego od konkretnego człowieka.
Zostanie uznanym za dorosłego wiązało się z koniecznością wykonania pewnej pracy, wysiłku, udowodnienia swojej odpowiedzialności. To stało (jak twierdzi autorka) za rytuałem, który faktycznie jest formalizmem.
Mi to myślenie podpada trochę pod kategorię “stare, dobre czasy”, ale i tak wydało mi się ciekawe.
A matura jawi mi się w tym kontekście jako relikt przeżuty przez administrację państwową.
No i popatrz - nie tylko my, ale również poważni ludzie zaprotestowali - dziś opublikowano list naukowców w tej sprawie - “prowodyrem” jest Marcin Król.
Podaję za moim nativem:
W US można:
a) kupować i pić alkohol mając co najmniej 21 lat,
b) głosować w wyborach mając co najmniej 18 lat - było 21, ale ponieważ c)…
c) pójść służyć ojczyźnie w US Army od 18 roku życia, to i głosować powinno się od tego samego momentu, co ostatnio amerykańska młodzież sobie wywalczyła,
d) uprawiać seks od 16 roku życia.
Pytanie podsumowujące - jaka jest formalna granica dorosłości? Bardzo możliwe, że jest to wiek, od kiedy można kupić sobie pierwszy pistolet, ale zapomniałem zapytać czy wystarczy 12 lat, czy trzeba chwilkę jeszcze poczekać…
Dru,
Niekoniecznie, bo wykonanie tej “pracy” to też byłl formalizm. I inicjacja u ludów pierwotnych i osiemnastka są nieuchronne i niezależne - z tym że pierwsze odbywa się naogół w sferze sacrum (albo jest z ta sferą jakoś związane), a za drugim nic “zewnętrznego” nie stoi.
PS
Benedict to ona