Moc illokucyjna.

Archiwum dla sierpień 2008

Sadyzm dla dzieci w abonamencie.

z 21 komentarzami

Gdyby zrobić quiz wśród mieszkańców Polski co jest o godzinie dziewiętnastej w “Jedynce” gotów jestem się założyć, iż trafność odpowiedzi była by większa, niż przy pytaniu o imię naszego premiera. Wielu dzieciom (a pewnie i rodzicom) trudno sobie wyobrazić proces układania się do spania bez »Dobranocki«. Fakt ten stanowi bez wątpienia pewien kapitał dla TVP, a jednocześnie zobowiązanie jakim jest dla telewizji z misją troska o małoletnie umysły. Myli się jednak ten kto myśli, że bajki na dobranoc to program niewinny, prowadzony przez bezstronnych pracowników z troską o dzieci. To co wyczyniało się w okolicy godziny 19 w TVP1 przez poprzednie półtora roku, kiedy to zacząłem się tym tematem interesować, przechodzi rodzicielskie pojęcie.

Początkowo problemem było samo rozpoczęcie Dobranocki. Odruchowe włączenie telewizora “punkt siódma” kończyło się aplikacją serii reklam, które może na rodzicach robiły słabe wrażenie, ale na samych dzieciach już nie. Lalki, jajka, czekoladki i soczki wlewały się nachalnie do mieszkania i nawet wyłączenie fonii dawało efekt niewielki. Kończyło się zwykle przełączeniem programu, co jednocześnie stwarzało ryzyko utraty części bajki. Ostatecznie jednak jakiś rozeźlony rodzic z właściwego urzędu zrobił porządek z tym zjawiskiem i na swoje miejsce wróciły nudne gospodynie domowe zachwalające cudowne płyny do ubikacji i żele do kafelek.

Żądni kasy panowie nie postanowili jednak złożyć broni. Rozpoczął się handel samymi bajkami. Nie od dziś wszak wiadomo, że to co dziecko zobaczy w telewizji to i chętniej kupi. Wartości wychowawcze i edukacyjne poleciały więc ostatecznie w kąt i z telewizji zniknęło to co przedstawiało wysoki poziom, a zadowolono się przeciętną bylejakością. Dokonano, tego zresztą w sposób brutalny, bo jak wytłumaczyć (dziecku) zmianę całkiem sensownej ramówki z poniedziałku i wtorku po zaledwie trzech tygodniach emisji. Środkiem tygodnia zresztą TVP żongluje dość swobodnie mając oczekiwanie dzieci do stałości i ich dobro dokładnie tam gdzie i całą swoją misję.

Stały jest natomiast weekend, bo i tam są pewnie największe pieniądze. To co się dzieje w piątek i sobotę rodzi dziką agresję nie tylko w dzieciach, ale z pewnością i w co uważniejszych rodzicach. Pozycje te nie zmieniają się chyba od lat. Piątek to głupie, beznadziejnie wykonane, bezsensownie brutalne i bardzo często nie mające nic do przekazania Smerfy*. Następny dzień natomiast powinno się reklamować jako Sadystyczną Sobotę. Przedpotopowy zestaw trzech bajek Disneya to unikalna kombinacja przemocy i debilizmu. Dość powiedzieć, że ostatniej soboty w przeciągu dwudziestu minut zafundowano dzieciom grę na kocie poprzez naciąganie mu ogona, przywiązywanie kota (kolejnego) za ogon do krzesła, morzenie głodem za karę, plucie po twarzy, duszenie i celny rzut ziemniakiem w ptaka zakończony wyraźnie ukazaną radością myszki Miki. Sam do końca życia nie zapomnę sceny sprzed kilku miesięcy jak wspomniany Miki obcina nożyczkami kolana swojej ukochanej w rytm wesołej muzyki. Po sobotnim seansie przestaje mnie dziwić dlaczego dorośli ludzie uważają “Piłę” za dobry film. Przypomina im dzieciństwo.

Nadzieje są dwie. Może właściwy urzędnik-rodzic oglądnie wreszcie sobotnią bajkę i zrobi porządek z treścią, jak poprzednio z reklamami. Druga natomiast jest taka, iż wracający w sobotni wieczór szef dziecięcej ramówki trafi na grupkę małolatów, które przetestują na nim świeżo zdobytą wiedzę. Ciekawe jak by zaśpiewał ciągnięty bezlitośnie za ogon…

*Nie to nie są TE Smerfy z Twojego dzieciństwa. To są nowe, „lepsze” Smerfy.

Spis treści.

Written by dru'

24 sierpień 2008 at 11:32 pm

Napisane w refleksje

Tagged with , , , , ,

Diagnostyka agnostyka.

z 28 komentarzami

Pozostawienie pytania o istnienie Boga jako nierozstrzygnięte jest zatrzymaniem się w miejscu ciekawym, ale bezproduktywnym na dłuższą metę. W rzeczywistości postawa taka nie daje się utrzymać, zmuszając zadeklarowanego agnostyka do opowiedzenia się po stronie teizmu lub ateizmu. Agnostycyzm nie jest w rzeczywistości trzecią opcją, a jedynie wyrażeniem niepewności swojego stanowiska.

Dobre intencje.

Agnostycyzm wynika z dążenia do prawdy i pewności. Stan nauki oraz rozwój myśli ludzkiej doprowadził do przekonania, iż na pytanie o istnienie Boga nie da się znaleźć w tym świecie odpowiedzi. Wszelkie próby zastosowania do tego nauki, rozumowania czy zdrowego rozsądku prowadziły donikąd. Ateiści i teiści z tych samych danych wyciągają diametralnie różne wnioski, a w sporze dyskutanci często sięgają po pomoc do krótkiego opracowania Schopenhauera. Agnostycyzm sprawia więc wrażenie postawy uczciwej, która w prosty sposób odpowiada na problem: skoro nie wiadomo, to nie wiadomo.

Działanie nie znosi próżni.
Eve

Agnostyk zdaje się jednak ignorować fakt, iż teista i ateista odpowiadając na pytanie: »Czy Bóg istnieje?«, rozstrzygają jednocześnie wiele innych problemów, z którymi agnostyk również musi się zmierzyć. Podstawowe z nich to pytanie o źródła moralności, ludzką naturę i istnienie (formę) świata niematerialnego.

Ponieważ na pytanie o źródło moralności i w konsekwencji jej podstawy i kształt istnieją tylko odpowiedzi teistyczna albo ateistyczna, agnostyk dokonując jakiegokolwiek sądu moralnego musi opowiedzieć się po jednej ze stron. Ostatecznie zakładanie, że Bóg istnieje albo nie istnieje w zależności od sytuacji jest postawą niekonsekwentną, której z pewnością agnostyk chciałby uniknąć.

Weźmy przykład lekarza, który spotyka się z pacjentem, głęboko przekonanym, iż Bóg polecił mu pozostawienie swojej żony i małych dzieci oraz udanie się do Afryki, aby nawracać tamtejszych handlarzy bronią na dobrą drogę. I ateista, i teista wybrną z tego problemu w jakiś sposób. Ateista rozpozna omamy i zaleci serię spotkań z psychologiem albo garść farmaceutyków. Teista najpewniej sprawdzi o jakiego Boga chodzi, a następnie sięgnie po środki, które wymykają się memu rozeznaniu. Agnostyk jest bezsilny. Bez względu na to po jakie narzędzie sięgnie zawsze zmuszony będzie do opowiedzenia się po któreś ze stron. Nierzeczywisty przykład? To spróbujcie rozstrzygnąć problem ściągania na klasówce.

Obrona.

Agnostyk może argumentować, iż można skonstruować sensowny system moralny bez odwoływania się do Absolutu – wszak tak właśnie robią ateiści. To pozwalało by dalej zawiesić pytanie o istnienie Boga. Jednak w takiej sytuacji agnostyk staje się nieodróżnialny od ateisty. Wszak jeśli przyjrzeć się sytuacji dokładniej to i ateista może mieć wątpliwości co do tego czy Bóg istnieje czy nie. Tak więc i ateista, bez szkody dla swojego ateizmu, może na pytanie o istnieje Boga uczciwie odpowiedzieć: »Nie wiem«. Może również dodać: »Nie wierzę, że Bóg istnieje« i co ciekawe dokładnie to samo może zrobić agnostyk. Przecież i on w istnienie Boga może nie wierzyć. Agnostycyzm i wiara okazują się dwiema różnymi sprawami.

Ostatecznie więc agnostycyzm na trzecią opcję po teizmie i ateizmie się nie nadaje. Określenie się agnostykiem może być raczej uświadomieniem innym wystarczającego rozeznania w problematyce, aby wiedzieć, iż w tym obszarze żadnej pewnej wiedzy nie ma. Może też być deklaracją odcięcia się od starcia ateistów z teistami na “coraz pewniejsze” argumenty. A to już sporo dla kogoś kto ceni sobie ciszę i spokój…

Spis treści.

Written by dru'

11 sierpień 2008 at 2:18 pm

Napisane w refleksje

Tagged with , , ,