Moc illokucyjna.

Archiwum dla listopad 2008

Terapia strachem.

z 50 komentarzami

Wychowanie poprzez wzbudzanie strachu ma długą tradycję i z biegiem lat nie traci na popularności. Przyjmuje ono różne formy i w zasadzie, nadaje się do zastosowania w każdych warunkach. Nauczyciel gimnazjum opowiada o tym jak to trudno będzie w liceum. Rodzic straszy przedszkolaka wilkami chodzącymi w nocy po ulicach. Dorosły roztacza przerażające wizje “prawdziwego” świata nastolatkowi. Wtedy to dopiero zobaczysz!, Tam już nie będzie pobłażania!, W końcu dowiesz się jak to jest w rzeczywistości! słyszą ludzie i próbują dociec, co jest tego celem.

Metoda.
3036108956_c903aedd8c_m

Metoda wychowania poprzez strach polega na przedstawieniu drugiej osobie wizji świata, który rzekomo się zna. Przedstawienie to musi być negatywne, co bardzo często domaga się wizji subiektywnej i nierealnej, wzbogaconej o elementy, których ofiara się boi. Możliwości są tutaj rozległe, a najprostszą jest straszenie nieznanym z pozycji wiedzy: “Tam jest strasznie. Ja to wiem, bo sam już tego doświadczyłem (lub: bo znam się na tym).” Odróżnia to tą metodę od uczenia poprzez opis rzeczywistości. Edukacja pełna jest sytuacji, w których celem nauczającego jest możliwie obiektywne (intersubiektywne) zapoznanie wychowanków z rzeczami, których poznać bezpośrednio nie mogą. Czym innym jest jednak opowiadanie o gwiazdach w sposób (dajmy na to) naukowy, a czym innym roztaczanie wizji nieba spadającego na głowy.

Do tego konieczna jest niemożność weryfikacji informacji przez straszonego. Człowiek nie może na podstawie własnego doświadczenia rozstrzygnąć, czy to co mówi straszący jest zgodne, czy niezgodne z rzeczywistością. Jest to jednocześnie granica metody. Nastolatka trudno straszyć potworami wypełniającymi ulice po zmroku, właśnie dlatego, że on wie jak po zmroku wyglądają ulice.

Korzyści pedagogiczne.

Chociaż metoda w działaniu wybiega czasem w odległą przyszłość, jej zyski są zdecydowanie bardziej krótkowzroczne. Celem tej metody jest wymuszenie posłuszeństwa w teraźniejszości, sparaliżowanie ofiary i wzbudzenie poczucia niepewności. Niepewność ta odnosi się przede wszystkim do ofiary, do jej własnych zmysłów i rozeznania w świecie. Straszący mówi: Ty nie wiesz – jesteś w jakiś sposób upośledzony. Ja wiem. Oddaj mi siebie i rób to co Ci polecam wtedy nie będziesz musiał się bać. Jeśli więc doświadczasz terapii strachem, o pełnym rozwoju osobowości nie masz co marzyć.

Efekty ostateczne.

Ostatecznym efektem odpowiednio rozległej formy tego rodzaju działania jest pełne ubezwłasnowolnienie człowieka. Zaszczepienie bezradności w jego działaniach i myślach, a w odpowiednich warunkach podkopanie rozeznania co do własnych intencji. Ofiara jest bezradna i zdana na łaskę wiedzącego. Staje się jego dobrowolnym niewolnikiem w obawie przed nieznanym. Boi się nawet siebie.

Obrona z efektów.

hit Obrona wcale nie jest łatwa. Ucieczka od straszącego nie usunie zasianych ziaren niepewności. Każde potknięcie zawsze może być interpretowane jako dowód na potwierdzenie tez straszącego, a potyka się przecież każdy. Konieczne jest przywrócenie w umyśle pewności w stosunku do samego siebie. Zaufanie sobie, można by rzec. Gdy spotykają się wizje świata – własna oraz zewnętrzna (rzekomego) eksperta – ekspert zawsze ma nie dającą się usunąć przewagę – może wiedzieć coś więcej, co przed nie-ekspertem pozostaje zakryte.

Obroną jest uświadomienie sobie, iż tego rodzaju nauczanie dla kogoś, kogo celem jest nasze dobro jest kontrefektywne. W wyniku terapii strachem dostajemy bezmyślność i bezradność, a to jest nie do pogodzenia z naszym osobistym dobrem (przynajmniej w naszej kulturze). Człowiek stosujący więc tego rodzaju metody jest albo głupcem, albo manipulatorem i jako taki na przewodnika nie nadaje się wcale.

Posłowie.

Pozostaje pytanie, co w przypadku nieweryfikowalnych wizji, które same w sobie są przerażające. Weźmy dla przykładu taką apokalipsę ze spadaniem gwiazd i smokami w roli głównej. Moje pytanie w kontekście powyższego wywodu brzmi: a czemu to ma służyć?

Spis treści.

Written by dru'

25 listopad 2008 at 8:07 pm

Czy okradną Ci mieszkanie?

z 14 komentarzami

Ebook

Rzucone wyzwanie w dzisiejszych czasach to już nie to samo co obrzucanie się metalowymi rękawicami przez naszych pradziadów. Niemniej nie można przejść obojętnie, gdy wyzywa Hoko. Jeszcze zlikwiduje talony na wczasy do Kociomruczków i dopiero będzie…

Zeen swoim komentarzem wyraził wątpliwość co do sensowności takiej ankiety. Zamierzam go (innych również) przekonać, iż ankieta ta została stworzona przez wyjątkowo przemyślnych złodziei mieszkań i domów, a jej celem jest przede wszystkim określenie kiedy odpowiadający przebywa w miejscu zamieszkania oraz czy posiada tam cokolwiek wartościowego.

A więc zaczynamy…

O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

Każdej. Chęci mają tu niewiele do powiedzenia. Liczą się możliwości…

Pytanie ma na celu wybadanie, kiedy przebywamy w domu lub też co robimy w pracy. Jeśli ktoś chętnie czyta do południa znaczy się, że albo obija się w pracy (biedny), albo ma czas nienormowany – znaczy się w każdej chwili może wrócić do domu.


Gdzie czytasz?

Najchętniej w poczekalniach wszelkiego rodzaju, autobusach i miejscach w których jest nudno. Nieco mniej chętnie we wszystkich innych miejscach.

I już pytający wie w jakich miejscach przebywamy najczęściej.


Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?

Na boku. Na brzuchu zaraz zasypiam, a na plecach trzeba cały czas trzymać książkę w rękach.

Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

W których autor ma coś sensownego do przekazania i robi to w sposób treściwy. Stąd po powieści sięgam rzadko.

Jeśli znajdzie się coś z filozofii (lub pokrewne) znaczy to, że mamy do czynienia z biednym intelektualistą. Odpowiedzi w rodzaju „książki o modzie”, „książki o samochodach”, „książki amerykańskich guru biznesu” rokują nadzieję na jakiś ruchomy majątek.


Jaką książkę ostatnio kupiłeś?

U. Eco, „O literaturze.” Podążając za impulsem wypadłem lepiej niż Hoko. ;)

Rozwinięcie poprzedniego pytania (podobnie następne). Kupił w „Taniej Książce” znaczy, że biedak, kupił wypasiony album o papieżu – znaczy ma kasę.


Co czytałeś ostatnio?

Wiedźmina.
„Biurokrację” Misesa (i niech ktoś jeszcze powie, że Internet nie jest wspaniały).
Różności (fragmenty) Webera i Fayola.

Co czytasz aktualnie?

Kuleszy „Ideologie naszych czasów”
wspomnianego Eco
Harrisa „Thather”
i kilka książek które czytam już od lat kilku odkładając co rusz na kilka miesięcy i wracając do nich ponownie, min. Gaudowej „Powszechność i wyjątek”

Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?

W przypadku książek zakładam czym bądź (jak Hoko), albo przypominam sobie na czym skończyłem. Przy odpowiednim poziomie nieporadności i nieustannym zamykaniu książek, automatyczne zapamiętywanie gdzie się skończyło jest niezwykle przydatne.
W przypadku książek drukowanych samodzielnie, a takich mam coraz więcej, przeczytane kartki odkładam na jedną półkę.

Odpowiedzi w rodzaju: „Mam wyjątkową zakładkę, taką specjalną, antyczną, przywiezioną przez męża z Tybetu” to, jak precyzyjnie widać, ściąganie sobie na głowę kłopotów.


Co sądzisz o książkach do słuchania?

Wertowanie jest w nich utrudnione. To je zdecydowanie wyklucza.

Obiekt słucha audiobooków – znaczy, że często przebywa poza domem.


Co sądzisz o e-bookach?

Piękna rzecz. Najciekawsze rzeczy zdobyłem właśnie w formie ebooków. Ostatnio jednak nauczyłem się je drukować. Nie umiem szybko czytać z ekranu, a poza tym oczy minie bolą. W ogóle zakładanie, w dobie drukarek, iż ebook jest możliwy do czytania tylko bezpośrednio z ekranu jest co najmniej dziwne.

Jeśli ktoś lubi ebooki znaczy, że rzadko wybiera się na zakupy, czyli dóbr ruchomych ma niewiele.

Na wyzwanie odpowiedziałem, teraz oczekuję napadu rabunkowego. Nie wyzywam nikogo, nie chcę mu ściągać nieszczęść na głowę. Hmm… a może defendo? Kicz jest ostatnio nie wyszedł, więc i może z tego zestawu pytań wykrzesa małe dzieło sztuki.

Na koniec zadałem sobie trochę trudu i brnąc przez blogi o książkach, modzie i szydełkowaniu dotarłem do jednej z pań, która ten łańcuch sprowadziła do Polski z pobliskich Niemiec. Jak się domyślam (po ilości odpowiedzi z google) nie ona jedyna. Myśl mam taką, że jako hokopokowiańczycy powinniśmy wymyślić własny łańcuszek, który oplecie cyberprzestrzeń, a potem będziemy z lubością obserwować jak inni męczą się odpowiadając na wymyślone przez nas pytania.

Spis treści.

Written by dru'

19 listopad 2008 at 10:15 pm

Napisane w samotniki

Tagged with