Moc illokucyjna.

Ojciec marnotrawny.

z 21 komentarzami

Norman Price, urwis w bajce o strażaku Samie to łagodna wersja szwarccharakteru z filmów dla doroślejszej publiczności. Norman spędza czas głównie na płataniu psikusów, próbach uniknięcia za nie odpowiedzialności, a następnie (mimo wszystko) płaceniu w łagodnej formie za wyrządzone (pół)umyślnie krzywdy. Służy on całym sobą kształtowaniu wyidealizowanych postaw u realnych dzieci, co czyni go w jakimś sensie postacią szczególną. Norman jest wyjątkowy jeszcze pod jednym względem – ma mamę. Żaden inny bohater tej bajki nie może się poszczycić taką formą bliskości.

Auric Hand Matka Normana, można się domyślać, nie znajduje się tam przez przypadek. Ma do spełnienia ważną rolę – jest uzasadnieniem. Nie można zrozumieć (zdaje się mówić twórca) zachowania Normana, bez przyglądnięcia się pani Price – apodyktycznej egoistce ze skłonnością do wymądrzania. Norman jest owocem jej wysiłków wychowawczych. W tym świecie wariactwo rodzi wariactwo, złośliwość złośliwość, a dobro dobro. Norman jest odpowiedzią na pytanie “Skąd bierze się zło?”, choć należy pamiętać, że tak Normanowi jak i jego matce ciepłego serca ostatecznie nigdy nie brakuje.

Nie wszyscy są, aż tak wymagający. W innych tradycjach (judaizm?) zło bywa raczej osiągnięciem indywidualnym, a kontekst ma znaczenie niewielkie. Samo oderwanie od świata, zerwanie więzi z różnymi postaciami dobra skutkuje fatalnie. Źródłem zła stają się duma, upór i samowola jednego człowieka.
Z tym rozumieniem świata bardzo dobrze komponuje się syn marnotrawny – zwyrodnialec, który pomimo wszechogarniającej i doskonałej miłości ojca decyduje się na podążanie drogą zła. Za nim podąża cały zastęp niewdzięcznych dzieci oraz (od święta) niedoceniających rodziców.

Rozważać wyższość jednej koncepcji nad drugą, jest sprawą żmudną i ostatecznie raczej bez wielkiej wartości. Dość przyglądnąć się konsekwencjom patrzenia na świat przez pryzmat doskonałych ojców niedoskonałych dzieci. W świecie, w którym zło rodzi się i tkwi w jednostce dużo łatwiej rozgrzeszać się wszystkim innym. Sprawca jest samotny i bezwzględnie winny. Jego działania, które nie mają swego uzasadnienia w otoczeniu mogą być jednoznacznie ocenione z zewnątrz, a następnie obarczone stosownym zadośćuczynieniem. W łaskawości swojej społeczność może dokonać aktu wybaczenia, co jest spotkaniem winnego z niewinnym. Jest to więc czynność jednostronna, a sprawca obarczony łaską może się co najwyżej wykupić, ale nigdy, choćby częściowo usprawiedliwić z kontekstu. Brzemię doskonałej łaski, jest tym co go nie opuści, aż do zmiany paradygmatu.
Takie spojrzenie na świat zachęca do rozliczania i szukania winnych, a mniejszą wagę przykłada do porozumienia z bezpośrednim sprawcą. Sprzyja też pokusom chowania się za prawem w celu uniknięcia odpowiedzialności i odsunięcia od siebie winy.

Auric HandW ten nurt bardzo dobrze wpisuje się zjawisko “wielokrotnego obarczania winą”, które nauczyciele, księża oraz i inni rozdający wychowawcze karty wykorzystują w celu zaprowadzenia porządku w procesie edukacji. Będąc nastoletnią nadzieją społeczeństwa wielokrotnie znajdowałem się w sytuacjach, w których przekonywano mnie o bezwzględnej odpowiedzialności za różne sfery mojego życia. Nie odrobiłeś zadania – wstydź się. Nie pomogłeś koledze – wstydź się. Zapomniałeś o modlitwie – wstydź się. Masz brak motywacji – wstydź się. Obecnie zaliczając się do grona rodziców trafiam czasem na drugą część tej samej gry: Twoje dziecko nie odrobiło zadania – wstydź się. Twoje dziecko zapomina o modlitwie – wstydź się. Twoje dziecko jest leniwe – wstydź się. Tania zagrywka pedagogiczna stosowana przez sprytnych, a bezsilnych pedagogów. “Dziel i rządź” jak mawiali Rzymianie. Co równie sprytni rodzice i uczniowie stosują tą metodę w stosunku do nauczycieli i tak bezproduktywne koło zwalania winy się zamyka.

Niewinność ojca marnotrawnego syna jest co najmniej podejrzana, albo też relacja jaka występuje między nim, a synami nie jest relacją wychowawczą. Niechże ci, których ta metafora inspiruje do działania odpowiedzą sobie sami…

Spis treści.

Written by dru'

19 luty 2009 @ 1:58 pm

Napisane w edukacja, refleksje

Odpowiedzi: 21

Subscribe to comments with RSS.

  1. Poczekam na innych, bo mój umysł nie jest skażony znajomością przedmiotu!

    Torlin

    20 luty 2009 at 12:26 am

  2. W Twojej wizji ojca syna marnotrawnego pobrzmiewa pewien smutek i żal, który jest w każdym z nas i ujawnia się właśnie, gdy wchodzimy w rolę, którą wobec nas odgrywał kiedyś ktoś inny.
    Jest to żal, że nie okazaliśmy się tak dobrzy, jak tego od nas oczekiwano. Teraz własne niespełnione nadzieje chcemy zreazliowac w swoich dzieciach. Robimy może to bardziej subtelnie i posługujemy się bardziej wyrafinowanymi metodami motywacji niż czyniono to wobec nas. Jest to jednak cały czas odwieczny proces kreowania lepszej wersji nas samych w…innych.

    Sadoq

    20 luty 2009 at 11:45 am

  3. dru’ Ty lepiej bajek nie oglądaj, bo jak widać, to szkodzi :) Mój junior twardo twierdzi, że nie chce oglądać dobranocki.
    A z wersji ojcostwa zdecydowanie bardziej podoba mi się postać ojca wyrozumiałego. Szalej synku, ale w granicach, poznaj, ale sam zdecyduj, a jak coś zepsujesz, to nie będziesz miał się czym bawić.

    foma

    20 luty 2009 at 12:08 pm

  4. A mnie temat nie dotyczy… :roll:

    Norman jest wyjątkowy jeszcze pod jednym względem – ma mamę. Żaden inny bohater tej bajki nie może się poszczycić taką formą bliskości.

    Znaczy że co, pozostali to sieroty? To ładna bajka…

    :lol:

    To “usprawiedliwanie z kontekstu” jakoś mi nie pasuje, bo w tym wypadku “zło” jest przecież immanentne, a nie kontekstualne. Chociaz też tylko podług potocznej wykładni, bo nawet bez uwzględniania wiedzy o determinatach ludzkiego postępowania można zakwestionować wolność w aspekcie rozmaitych wewnętrznych sprzeczności. Co kto lubi.

    A “Tom i Jerry” kiedy będzie zanalizowany? :)

    Hoko

    20 luty 2009 at 12:44 pm

  5. Sadoq:
    W twojej wypowiedzi pobrzmiewa przekonanie, iż bycie niespełnionym oraz kierowanie lepszej wersji siebie w innych to źle.
    Zdaje mi się również, że próbujesz dokonać rozstrzygnięcia od którego ja się dystansuję tym tekstem. Jestem spełniony i nie spełniony zarazem. Noszę w sobie żal i wdzięczność do tych samych ludzi. Kreuję siebie i pomagam stwarzać coś wykraczającego poza mnie. Robię to bo jestem człowiekiem, który zajmuje pewne miejsce w tym świecie. :)
    Również i tekst powstał z różnorodnych motywacji.

    Uwagi biograficzne mają jednak z mojego punktu widzenia znaczenie marginalne. Być może do pisania tego rodzaju postów popycha mnie ten czy inny żal, zawiść czy co tam jeszcze. Cóż z tego? Liczy się treść i zamiar piszącego.

    Niemniej dziękuję za tych kilka słów, bo pchnęły mnie w kierunku ciekawych refleksji.

    dru'

    20 luty 2009 at 12:45 pm

  6. Foma: Twój ojciec wyrozumiały też mi się podoba.

    Hoko: Jakie tam sieroty. Mają wujka. :D

    Cóż znaczy, że zło jest immamentne? Może być w intencji, albo w działaniu. A nasze intencje i działania też się z czegoś biorą i nie są tylko i wyłącznie efektem naszego “niczym nie skażonego” namysłu. No chyba, że nas kusi tkwiący w nas diabeł…

    Tom i Jerry… Niestety nie oglądam. Myślę o wzięciu na warsztat świnki Peppy.

    dru'

    20 luty 2009 at 12:57 pm

  7. Immanentne w tym sensie, że będące w jednostce (wg tego Twojego podziału).

    Zaś co do wpływu rodziców, to o ile nie dochodzi do jakichś zachowań patologicznych, wpływ rodziców jest i tak mniejszy niż wpływ środowiska (szkoły, kolegów). Rodzice mają decydujący wpływ tylko w pierwszym okresie, gdy dziecko jest małe i stanowią dla niego “cały świat”.

    Hoko

    20 luty 2009 at 1:39 pm

  8. Mają też wpływ “strategiczny”. :D
    W końcu mieszkają w tej, a nie innej dzielnicy, prowadzą dziecko do tej, a nie innej szkoły.
    Ogólnie zaś trudno oceniać… zależy od przypadku.

    Zaś co do immamentności zła, to można by jeszcze pokruszyć kopie o to co jest złem. A nóż nam się okaże, że owo zło immamentne to, dla niektórych, dążenie do odseparowania się od społeczności…

    dru'

    20 luty 2009 at 1:57 pm

  9. Dru’!
    A co ma wujek do sieroty? Można być sierotą i mieć wujka. I nawet ciocię.

    Torlin

    20 luty 2009 at 5:07 pm

  10. Uch. Te avatary trochę straszą. Nie jestem przyzwyczajony do siebie w takim rozmiarze.

    Torlinie, to jest WUJEK! Taki wyjątkowy wujek, co to lepszy niż mama i tato razem wzięci. Nazywa się Strażak Sam i ma sikawkę. :D

    dru'

    20 luty 2009 at 5:07 pm

  11. I jeszcze wóz strażacki!

    dru’ rzeczywiście straszysz :lol: Moje gwiazdki też…

    foma

    20 luty 2009 at 9:43 pm

  12. Twoje gwiazdki budzą respekt. Insygnia praworządnej i inteligentnej władzy… :)

    dru'

    21 luty 2009 at 10:56 am

  13. dru’
    W żadnym razie nie wartościowałem, a tym bardziej nie oceniałem Twych intencji, gdyż przynależą one tylko Tobie. Mój wpis związany był raczej z autorefleksją oraz obserwacją tego, co wokół.
    Każdy ma swoją opowieść i nikomu nic do tego. A że wzbudzasz swą refleksją cudze myślenie. To dobrze, gdyż chyba taki jest sens dzielenia się swymi myślami na blogu i to neikoneicznie z tymi, którzy czują i myślą identycznie.

    Sadoq

    22 luty 2009 at 10:24 am

  14. Sadoq:
    Oczywiście masz rację. Często biorę różne rzeczy za bardzo do siebie. :)
    Jeszcze raz dziękuję, za tamten komentarz. :)

    Mam dość tej skórki.

    dru'

    22 luty 2009 at 5:11 pm

  15. “Rozważać wyższość jednej koncepcji nad drugą, jest sprawą żmudną i ostatecznie raczej bez wielkiej wartości.”

    No, ładnie. Pięć lat studiów poszeeedł…

    komerski

    23 luty 2009 at 4:10 pm

  16. Po przeczytaniu wpisu stwierdzić mogę jedno: oj przysypało Was tam, przysypało…
    Ale nie bójta się, puści…

    zeen

    23 luty 2009 at 5:34 pm

  17. Tutaj już puszcza… a ja nie mam kajaka…

    komerski

    23 luty 2009 at 7:40 pm

  18. To może chociaż kartę pływacką…?

    zeen

    25 luty 2009 at 3:49 pm

  19. Starczy rowerowa, aż tyle wody może nie będzie :)

    Hoko

    26 luty 2009 at 3:22 pm

  20. Znaczy, na rower wodny też pływacka potrzebna…

    zeen

    26 luty 2009 at 9:41 pm

  21. Jedna i druga.

    Ewentualnie szczudła. Na nie karty nie trzeba.

    dru'

    27 luty 2009 at 11:09 am


Dodaj komentarz