Moc illokucyjna.

Jeden akapit.

Opublikowany w analizy tekstu, edukacja, polityka, społeczeństwo by dru' w dniu październik 5th, 2007

Ostatnio poszukując materiałów do badań zagłębiłem się w brytyjskie dokumenty prawne dotyczące polityki edukacyjnej. W jednym z nich natrafiłem na krótki akapit, który od samego początku wydał mi się interesujący, a im bardziej go czytam tym bardziej jestem zdumiony anglosaskim oglądem świata i jednocześnie tracę nadzieję, iż coś takiego powstanie kiedykolwiek w Polsce.

(więcej…)

Posłanka Sobecka liberalizuje poglądy.

Opublikowany w analizy tekstu, dziwne by dru' w dniu czerwiec 5th, 2007

gazeta.jpg

Posłanka Sobecka znana ze swoich konserwatywnych poglądów oraz bliskiego związku z Radiem Maryja ostatnio zdaje się łagodzić swoje ultrakatolickie stanowisko.

W ostatnim wywiadzie udzielonym „Dziennikowi” posłanka zaprzeczyła uwłaczającym, jak twierdzi, pomówieniom rozpowszechnianym przez lewicowe środowiska feministyczne o ograniczaniu praw kobiet w Polsce. Nie zgodziła się również, aby jakość polskiej demokracji mierzyć tym, jak w kraju dba się o homoseksualistów. Podkreślała natomiast konieczność troski państwa o rodzinę oraz jego rolę w walce z zabijaniem niewinnych dzieci.

Wśród wypowiedzi związanych z ludzkim powołaniem do życia w rodzinie oraz życiem seksualnym, posłanka powiedziała: „Seks powinien dotyczyć małżeństw.” Można to uznać za pewną liberalizację stanowiska Sobańskiej w sprawach związanych z rodziną. Posłanka dopuszcza w pewnych sytuacjach możliwość seksu pozamałżeńskiego. Ważne jest, aby między partnerami istniała miłość.

Czas pokaże, czy ta zmiana w poglądach posłanki będzie trwała.

Spis treści.

Inkwizytor i święty Procenty.

Opublikowany w analizy tekstu, edukacja, kpiny by dru' w dniu marzec 29th, 2007

Moje ostatnie postanowienie, aby regularnie odwiedzać internetową stronę MENu przyprawi mnie chyba o przedwczesny zawał. Zamieszczone na niej sprawozdanie z konferencji związanej z popularyzacją matematyki i fizyki, budzi we mnie taki zestaw negatywnych emocji, że nie bardzo wiem, której przyznać prymat.

Niedowierzanie:

“…Roman Giertych zwrócił uwagę na niską rangę nauk ścisłych w społeczeństwie…”

Minister zdaje się nie był jeszcze nigdy na żadnym uniwersytecie (pewnie studiował w domu pod okiem taty historię swojej smoczej rodziny) i nie badał wydatków jakie mają do dyspozycji poszczególne wydziały. Nie był również w żadnej szkole (w końcu jest ministrem edukacji) i dlatego nauczyciele fizyki i matematyki mylą mu się z nauczycielami WFu, plastyki, muzyki i WOSu. Nie ma również kontaktu z mediami, gdzie uwielbienie dla analizy ekonomicznej, statystki, nowości naukowych i technicznych graniczy z fascynacją religijną największych dewotek z jedynego słusznego radia.

Litość:

“Roman Giertych zwrócił uwagę na niską rangę nauk ścisłych w społeczeństwie, co przekłada się na słabe zainteresowanie fizyką i matematyką wśród dzieci i młodzieży szkolnej. Świadczy o tym stosunkowo słabe zainteresowanie absolwentów szkół średnich studiami o profilu matematyczno-fizycznym.”

Pan Minister nie tylko nie był w szkole zainteresowany matematyką i fizyką, ale i wnioskowanie logiczne jest mu całkowicie obce. W zasadzie to w ten sposób ze wszystkiego wywnioskować można wszystko. Być może do tego właśnie Pan Minister chciałby wykorzystywać logikę. O proszę… “Niska ranga metody objawowo-termicznej w społeczeństwie, przekłada się na słabe zainteresowanie (przyszłą!) prokreacją wśród narzeczonych. Świadczy o tym stosunkowo (sic!) słabe zainteresowanie młodych małżeństw książkami o wychowaniu dzieci.” Bez sensu?! Niesamowite…

Strach:

“Szef resortu edukacji wyraził nadzieję, że to niedowartościowanie nauk ścisłych przestanie być aż takim problemem z chwilą wprowadzenia obowiązkowego egzaminu maturalnego z matematyki.”

Dokładnie! A słabe zainteresowanie uczciwością przestanie być problemem po wprowadzeniu obowiązkowego egzaminu maturalnego z etyki (albo lepiej z religii, bo to przecież to samo, tylko lepiej). Świat jest prosty, a szacunek to jest ta postawa, która pojawia się, gdy ktoś nas do czegoś zmusza. Tak rozumując dojdziemy do wniosku, że jeśli chuligan zmusi ucznia, aby ten całował go po butach i powtarzał “Jesteś wielki i wspaniały” to nasz chuligan zostanie tym samym dowartościowany.

Zdumienie:

Dziwnym trafem Pan Minister zapomniał dodać, kilka słów o stanie polskiej oświaty. A dajmy na to o tym, że nauczyciela dobrze uczącego fizyki lub matematyki ze świecą można szukać. Np. w kilkuset tysięcznym mieście położonym na południu polski tych pierwszych w liceach jest dokładnie 0, a tych drugich mniej więcej 3. Nie uważał za istotne wspomnieć też o tym, że programy nauczania przedmiotów ścisłych są przedpotopowe i do tego kompletnie niepasujące do siebie.
Również liczba korepetytorów z matematyki i fizyki nie wydaje się Panu Ministrowi interesującym wskaźnikiem.

Znudzenie:

Następnie uczestnicy konferencji zostali uraczeni metaforami człowieka, który wprawdzie uczeniem dzieci się nie zajmuje, ale jest specjalistą od badań jądrowych więc zna się w zasadzie na wszystkim. Potem dowiedzieli się, że ważne jest DOBRE uczenie nauczycieli i że DOBRE uczenie nauczycieli jest lepsze niż złe. Wreszcie usłyszeli apel o to by nie zapominali o uczniach przeciętnych i słabych. Apelujący zapomniał tylko dodać, że uczniowie o tym, iż są słabi i muszą się tego wstydzić, dowiedzieli się właśnie przerabiając taki, a nie inny program szkolny.

Na koniec perełka: “…z XIII LO w Szczecinie, najlepszego ogólniaka w Polsce.” Jak ktoś się nie zna na matematyce i fizyce, to zmierzyć potrafi wszystko.

Spis treści.

Wstydźcie się matki pracujące!

Opublikowany w analizy tekstu, refleksje by dru' w dniu luty 4th, 2007

Dzisiejsza wizyta w Kościele nie miała odbiegać od zwyczajowych coniedzielnych Mszy Świętych. W drodze do obmyślałem refleksję na temat uczciwości i zastanawiałem się, co też mądrego powie ksiądz na kazaniu. Taka zwykła niedziela.

Pamięć nie sługa. Kazania nie będzie, niedziela pierwsza w miesiącu. Będzie adoracja. No cóż, uroczyste wspólne modlitwy też mają sens, więc dlaczego by nie. I tak lekko uśpiony już zawodzeniem Bożego ludu, śpiewającego nie zawsze mądrze napisane pieśni, klękam do adoracji. O Rodzinie. Rodzina rzecz ważna i modlić się za nią nigdy za wiele, więc próbując rozróżnić słowa nowej pieśni wprowadzonej przez organistę oczekuję na słowo do ludu Bożego na temat problemów rodzinę trapiących.

Aborcja. Temat standardowy, jasny, oklepany można by napisać, póki nie przypomnimy sobie, że mowa jest o mordowaniu innych. Ujęcie od strony konsumpcjonizmu i traktowania innych jako własność i przedmioty. Kształcące. Słucham dalej.

I zaczyna się. Najpierw nie wierzę uszom. Potem zwalam na akustykę, niewyspanie, przemęczenie, hipnozę. No nie, jednak żyję, a to się dzieje naprawdę. Jedynacy to ofiary braku miłości swoich rodziców, skazani na samotność i ograniczony rozwój umysłowy. Niby się o to nie modlimy, tylko ksiądz opowiada to w adoracyjnej formie jako pewną wizję rodziny i jej problemów. No ale jednak. Całość kończy zdaniami uniwersalnymi typu: Módlmy się za dzieci z rodzin patologicznych, niekochających rodziców, żeby rodziny miały po 3 dzieci lub więcej etc. Zaprzeczyć temu nie sposób i modlę się chętnie, ale niesmak pozostał.

Księdzu jednak mało. Wyciąga zza sutanny kolejną mądrość. I o to się już modlić mamy. Tak powiedział. Modlimy się, za matki które pozostawiły swoje dzieci w domu dla pracy, bo wybrały one pogoń za pieniędzmi i marnościami tego świata, zamiast dobrze wychowywać swoje dzieci. Módlmy się za ojców, którzy na to pozwalają, aby się opamiętali. Przeprowadzam dodatkowe procesy myślowe, aby upewnić się czy dobrze zinterpretowałem słowa księdza. Dobrze. Nie modlę się. Poważnie rozważam wstanie i opuszczenie tego miejsca kultu religijnego, które aktualnie stało się miejscem manipulacji. Mam za sobą kilka dni dyskusji o manipulacji w mediach i zastanawiam się, co to za sytuacja, kiedy jeden człowiek natchnionym głosem zachęca (zmusza) innych do modlenia się w jego wątpliwej słuszności intencjach, a wszyscy inny postawieni w kłopotliwej sytuacji nawet nie mogą zaprotestować, bo naruszyliby wyjątkowy charakter miejsca. Ksiądz (celowo lub nie), kończy opowieść o dobrej rodzinie i przechodzi po raz kolejny do zdań uniwersalnych. Tym razem jednak samotne dzieci na moją szczerą modlitwę muszą poczekać. Zbyt wzburzony jestem i byłaby ona nieszczera, poza tym mogłaby sugerować innym wiernym, że się ze zdaniem księdza zgadzam.

Może ten specjalista od spraw rodzinnych zrobiłby kazanie na temat tego jak za 1400 złotych miesięcznie utrzymać w godnych człowieka warunkach 3 a docelowo 5 osób, w sytuacji gdy mieszkanie i media kosztują minimalnie 500 złotych. Albo lepiej niech pokaże jak to zrobić. Na chleb ze smalcem i odzienie z lumpeksu, nie wystarczy. Łatwo się wygłasza mądrości, gdy brak doświadczenia i gdy wiemy, że dana sytuacja nas nigdy nie spotka. Łatwo zostać parafialnym mędrcem, gdy ma się mikrofon i zero dyskutantów. Zmieszać mnie z żoną publicznie z błotem i odsądzić od czci i wiary

I jeszcze ta matka. Matka to. Matka tamto. A ojciec gdzie? Czemu nasz geniusz inżynierii rodzinnej nie opowie kazania na temat świadomego ojcostwa, dorastania do tego i godzenia wizji prawdziwego mężczyzny z prawdziwym ojcem? Tata został zredukowany do roli ekonomicznego wsparcia matki wychowującej dzieci. To ma być kochająca się rodzina? Nie opowie kazania bo woli czytać z książki “100 kazań na każdą okazję”. O niczym.

Dlaczego troskliwy i wielcemądry ksiądz nie traktuje kobiety jak człowieka. Człowieka, który ma swoje marzenia, aspiracje i może mieć swoją własną wizję rodzicielstwa. Połączonego z pracą lub bez niej. Skreślanie dorobku wielu milionów rodziców, którzy ciężko pracują po to, by swoim dzieciom zapewnić lepszą przyszłość, to jest jakieś koszmarne nieporozumienie.

A co jeśli mama zarabia więcej niż tata? Kto powinien zostawić pracę w trosce o wychowanie dzieci?

Kończę bo mały druidhek się obudził, a że ząbkuje to marudny strasznie i oczekuje, że tata (tata, tata, tata i jeszcze raz tata) go przytuli. Mama poszła do kościoła słuchać czemu jest zła, bo pracuje.

I żeby było jasne. Piszę o tym jednym. Czy sam to wymyślił, czy ktoś mu kazał nie wiem. Ale mógł nie mówić. Powiedział to ma.

PS. Druidhien, wróciła z kościoła (innej parafii). Tam ksiądz podzielił się z parafianami tą samą mądrością. Dwoje ludzi wyszło.

Spis treści.

Technolog z talentem literackim.

Opublikowany w analizy tekstu, refleksje by dru' w dniu grudzień 5th, 2006

Redaktor: Czyli pasjonują Pana tylko nowoczesne technologie, a nie staroświecka telewizja?

Twórca Gadu-Gadu: Nie wszystkie. Nie czytam na przykład blogów. Rozumiem, że ktoś ma talent literacki, ale nie wierzę, żeby go miały miliony ludzi. A 10 milionów czytających wierzy, że talent ma ten milion piszących.

Mój status: niewidoczny

* * *

Redaktor jak to redaktor zadaje podchwytliwe pytanie sugerujące odpowiedź, a odpowiadający na chwyt się łapie.

Po drugie, blog zostaje uznany na nowoczesną technologię. Czyli najnowsze książki pisane na komputerze to również nowość technologiczna. :) Drążąc dalej dojdziemy do tego, że pisarz to twórca technologii. W dalsze rejony absurdu trochę boję się zapuszczać.

Czy aby pisać bloga należy mieć talent literacki? Kiedy w ogóle należy mieć talent literacki? Czym jest talent literacki? Utalentowany pisarz to, tak myślę osoba która w wyjątkowo sprawny (nieprzeciętny, nieosiągalny dla zwykłego śmiertelnika, nawet tego, który opanował warsztat literacki) sposób posługuje się różnymi formami literackimi aby przekazać pewną myśl. Czyli talent literacki nie koniecznie jest nam potrzebny aby napisać pismo do urzędu albo list do babci. Co więcej gdyby listy do babci pisali jedynie utalentowani literaci świat byłby dużo uboższy. :) Kiedy talentem literackim można zostać? Gdy zostanie się odkrytym, pisząc coś o czym można powiedzieć, iż napisał to człowiek utalentowany (w wielkim uproszczeniu). Wszystko zależy więc od ambicji. Jeśli chcę zostać mistrzem literackim moje blogowanie powinno to pokazać. Śmiem twierdzić, iż większości blogujacych nie zależy na stworzeniu wielkiego dzieła literackiego. Tematyka jest raczej pragmatyczna. Zbieranie o czymś lub o kimś informacji, komentowanie rzeczywistości. Im bardziej blog dotyczy spraw osobistych tym mniejszy krąg zainteresowanych. Przykre to trochę ale raczej prawdziwe. :)

Czyli dotarliśmy do ostatniego dalekiego od prawdy stwierdzenia. Czy na jednego blogującego przypada 10 czytających? Co to znaczy czytać bloga? Jeśli mówię: „Czytam Gazetę Wyborczą” w czasie Present Simle, a o taki czas zdaje się mówiącemu chodziło to znaczy, że robię to od jakiegoś czasu i mniej więcej regularnie. Jeśli dodatkowo założymy, iż piszący bloga nie jest jednocześnie jego czytającym oraz wykluczymy te blogi gdzie posiadanie talentu literackiego lub plastycznego nie ma żadnego znaczenia, to się okaże, iż 10 czytelników to coś czym większość blogów nie może się pochwalić. (Na pewno nie ten.) Mam podejrzenie iż liczba czytających i piszących blogi jest mniej więcej równa. Oczywiście jedna osoba może czytać 10 różnych blogów wyrabiając tym sposobem normę ale mówiący te słowa wyraźnie wskazywał że czytających jest 10 razy więcej.

Za postałą część wywiadu i całokształt: gratulacje.

Spis treści.

Jak Gazeta W. pomagała nam wybierać.

Opublikowany w analizy tekstu, refleksje by dru' w dniu listopad 28th, 2006

Okazuje się, że nawet kamera “Kuriera” ma sympatie polityczne. W raporcie czytamy, przed I turą wyborów: “7 listopada. Manipulacyjny sposób fotografowania: M. Borowski (SdPl) albo z tyłu, albo źle oświetlona twarz, równie źle oświetlona twarz H. Gronkiewicz-Waltz (PO), cienie robią wrażenie negatywne. K. Marcinkiewicz fotografowany najkorzystniej - ujęcie trzy czwarte, jasna twarz”.

* * *

Jak TVP pomagała nam wybierać

Nie jestem wielkim specjalistą ale to zdjęcie chyba również nie jest zrobione zgodnie z zasadami fotografowania.

1. Najistotniejszy obszar na zdjęciu to centrum zdjęcia z przyległościami. Na omawianym zdjęciu znajduje się tam jedynie niewyraźny plakat i fragment loga PiS.

2. Z Jarosława zwanego (na wyrost) premierem zobaczyć możemy jedynie głowę. Właściwie to jej czubek. Zrobiłem tak zdjęcie mojej żonie i przekonywałem ją że wygląda korzystnie. Nie udało się.

3. Jarek patrzy gdzieś w dal i ma nieciekawą minę. Choć przyznać trzeba, że nawet gdyby uśmiechał się idealnie to i tak prezentował by się raczej jako lider krasnali.

4. U Terleckiego przy tym oświetleniu możemy oglądnąć wszystkie zmarszczki co przedstawia go jeszcze mniej korzystnie (moim zdaniem) niż Jarka. Z kim mi się kojarzy Terlecki na tym zdjęciu, nie napiszę.

5. Wśród zdjęć którymi chwali się pan Tomasz Wiech na swojej stronie, powyższe zdjęcie się nie znalazło. A i oglądnięcie strony wskazuje na to, że pan Tomasz na fotografii się zna. W końcu w gazecie pracuje.

Spis treści.

Kuratorium reklamuje i straszy.

Opublikowany w analizy tekstu, edukacja, refleksje by dru' w dniu listopad 23rd, 2006

Nie znalazłem dokumentu na sieci, więc zamieszczam go w całości. Jest to procedura związana ze sprawowaniem nadzoru pedagogicznego w szkole i zapewnieniu jej wysokiej jakości.

Obszar: I. 2. Wewnątrzszkolny system zapewniania jakości

Standard:

Nadzór pedagogiczny w szkole zapewnia ciągły rozwój i doskonalenie jakości jej pracy oraz zmierza do zaspokojenia potrzeb uczniów, rodziców i nauczycieli. Sprawny i skuteczny nadzór pedagogiczny sprawowany przez dyrektora szkoły sprzyja podwyższaniu jakości jej pracy. Dyrektor organizuje wewnętrzne mierzenie jakości pracy szkoły.

1. W szkole analizuje się potrzeby i oczekiwania uczniów, rodziców i nauczycieli oraz poziom zaspokojenia tych potrzeb i oczekiwań.

2. Zasady organizacji nadzoru pedagogicznego dyrektora są znane nauczycielom i sprzyjają podnoszeniu jakości pracy szkoły.

3. W szkole jest planowane, organizowane i przeprowadzane mierzenie jakości pracy.

4.Dyrektor szkoły sporządza raport z przeprowadzonego wewnętrznego mierzenia jakości stanowiący rzetelne źródło informacji dla organu sprawującego nadzór pedagogiczny, organu prowadzącego szkołę oraz społeczności szkolnej.

5. Uzyskane przez szkołę wyniki mierzenia jakości pracy są gromadzone, udostępniane
i wykorzystywane do poprawy jakości pracy.

6. Nauczyciele angażują się w tworzeniu i modyfikowaniu wewnątrzszkolnego systemu zapewniania jakości pracy szkoły.

7. Wyniki wewnętrznego mierzenia jakości są zbieżne z wynikami zewnętrznego mierzenia jakości.

* * *

Na pierwszy rzut oka dokument wydaje się zwyczajnym dokumentem administracyjnym opisującym procedurę mierzenia jakości. Warto jednak rzucić okiem na pogrubione przeze mnie zdania. Jakie jest ich znaczenie skoro usunięcie ich z dokumentu nie zmieni absolutnie wiedzy dyrektora na temat tego jak zorganizować mierzenie jakości? Rozkładanie tych zdań na czynniki pierwsze mogłoby wyczerpać cierpliwość najbardziej zainteresowanego czytelnika. Potraktuję je więc w sposób ogólny. Po pierwsze na większość tych zdań można popatrzeć jak na reklamę metod proponowanych przez kuratorium. Wskaźnik nr2 jest tego dobrym przykładem. W pozostałych zdaniach poza ostatnim również można wskazać tą intencję autora. Kuratorium więc w obawie o braki w wiedzy edukuje dyrektorów z jakich metod przy zarządzaniu szkołą korzystać. Tylko czemu używa do tego dokumentów prawnych?

Natomiast drugi sens tych zdań ujawni się nam, jeśli zadamy pytanie: A co jeśli tak się nie stanie? Wtedy okaże się, że powyższe zdania mogą być podstawą do oceny działań dyrektora lub pracownika kuratorium. Jeśli czytający raport z mierzenia jakości uzna, że jest on dla niego mało czytelny może uznać, iż dyrektor w swojej pracy był nierzetelny. Jeśli jakość pracy w szkole (cokolwiek by to w tym przypadku nie znaczyło) nie będzie rosła zgodnie z oczekiwaniami to można powiedzieć, iż dyrektor nie jest sprawny i skuteczny. Cóż robota dyrektorów łatwa nie jest. :)

Spis treści.

Nadużycie słowa nadużycie.

Opublikowany w analizy tekstu, refleksje by dru' w dniu listopad 22nd, 2006

- Jestem pewien, że pan prof. Terlecki jest w stanie w sposób energiczny i pomysłowy działać dla wykorzystania przez Kraków środków z Unii Europejskiej. […] Jednocześnie muszę jasno powiedzieć, że te szanse, przy innym wyborze, będą znacznie mniejsze. Z różnych powodów, ale podkreślę jeden: zadania władz samorządowych nie powinny polegać na walce z władzą rządową, ale na współpracy z tą władzą.

“Gazeta” zapytała premiera, czy nie obawia się, że sugerowanie, iż tylko przy prezydencie z PiS miasto, dzięki współpracy z rządem, zdobędzie więcej unijnych pieniędzy, może zostać odebrane przez mieszkańców Krakowa jako szantaż? - To spore nadużycie słowa szantaż. […] - odpowiadał Jarosław Kaczyński.

Jarek zaszczyca Kraków swoją obecnością.

* * *

szantaż wymuszanie czego (zwł. pieniędzy) na kim przez zastraszenie go, zwł. groźbą ujawnienia kompromitujących postępków, faktów, dokumentów.

Co znaczy, że nadużyłem pewnego słowa? Doskonałym przykładem wydaje się dzisiejsza sytuacja przy obiedzie. :) Podczas gdy żona już dawno skończyła jeść swój posiłek na moim talerzu ciągle znajdowały się 4 kluski z mięsem. Zapytałem więc: Czy masz ochotę na jeszcze jedną kluskę? Na co usłyszałem w odpowiedzi: Jeśli miałbyś się męczyć…

Możemy się teraz zastanowić, czym będzie się różnić odpowiedź: <<To nie prawda, że miałbym się męczyć>> od odpowiedzi <<Nadużyłaś słowa męczyć>>. Pierwsza wypowiedź oznacza, iż zjedzenie tych klusek nie będzie miało absolutnie nic wspólnego z męczeniem. Zjem je z przyjemnością, ale np. kocham ją tak bardzo, że chętnie się z nią podzielę. W drugim przypadku uznamy, iż zjem te kluski, bo inaczej się zmarnują, ale nie będzie to dla mnie przyjemność. Słowo nadużycie odnosi się, więc do zjawisk stopniowalnych i podkreśla fakt, iż opis oraz obiekt, który jest opisywany są, na pewnym kontinuum, do siebie oddalone.

Rodzi się pytanie: Kiedy możemy mówić o stopniowalności szantażu? Można podać dwie sytuacje. W pierwszym przypadku możemy umieścić szantaż w pewnej szerszej grupie: nieetycznych zachowań negocjacyjnych. Wtedy powiedzenie, że nadużyto słowa szantaż oznacza, że zaistniała nieetyczne zachowanie, ale o znacznie mniejszej „sile nieetyczności”. Drugie rozumienie odnosi się do jasności całej sytuacji. Zaobserwowaliśmy pewne zdarzenie, które na pierwszy rzut oka wygląda jak szantaż, ale w rzeczywistości okazuje się, iż wystąpiło tu wiele różnych innych czynników i tego czy był to szantaż czy nie możemy się jedynie domyślać. W związku z tym istnieje podejrzenie szantażu, ale nic na pewno powiedzieć nie można. Spróbujmy przyrównać naszą analizę do słów wypowiedzianych przez premiera w tej konkretnej sytuacji. Jeśli użył on słowa w pierwszym znaczeniu to uważał, iż sytuacja, którą sprowokował nie jest może szantażem, ale należy do grupy zachowań nieetycznych, a jej użycie może być uzasadnione np. koniecznością walki o władzę. (Koniec zdania to jedynie przypuszczenia). Natomiast, jeśli użył omawianych słów w znaczeniu drugim to oznacza, iż przypuszcza, że to szantaż. Ponieważ to on sam jest twórcą całego zdarzenia można uznać wariant drugi za mało prawdopodobny. Oznacza to więc, iż premier najpierw zachował się nieetycznie na konferencji a następnie sam (nie wprost) się do tego przyznał. Imponująca gra! :)

 

Zupełnie na marginesie należy również docenić pana Wiecha i jego „obiektywne” zdjęcie.

Spis treści.

Chłopcy muszą się bić.

Opublikowany w analizy tekstu, edukacja, refleksje by dru' w dniu listopad 19th, 2006

Olga Johann: Wilki to młodzież, która dziewczynie dokucza. Powiedziałabym więc tej dziewczynie, że w dorosłym życiu takie brutalne sytuacje się zdarzają. Że musi sobie znaleźć przyjaciółkę, która stanie po jej stronie. Owszem, będzie jej trudniej. Bo jest dziewczyną. Chłopiec by sobie znalazł kumpla i by się pobili z dokuczającymi kolegami.

Redaktor: Minister Giertych by ich wsadził do specośrodków.

- Chłopcy muszą się bić. Minister Giertych tego nie zmieni. Problem tylko taki, aby się nie uszkodzili.
Gdybym z tą dziewczyną rozmawiała przez młodzieżowy telefon zaufania, to bym jej powiedziała: musisz nabyć odporności. Świata nie zmienisz. Siebie możesz zmienić. Jeśli będziesz sama, to ci będą dokuczać. Jeśli znajdziesz przyjaciół - to twoi prześladowcy przegrają.

Hojarska dymi przeciw Majewskiemu

* * *

Zdawałoby się, że osoby siedzące za telefonem zaufania powinny sprawiać, aby ich rozmówcy poczuli, że warto ufać innym ludziom. I to nie tylko tym, do których dzwonią, ale przede wszystkim tym z ich najbliższego otoczenia, którym zaufać się boją. Jakie więc zaufanie może wzbudzić telefonicznie pani Olga?

Dzwoni telefon zaufania, odbiera pani Olga:

Uczeń: Jest mi źle chcę się zabić.

Olga: Dlaczego?

Uczeń: Koledzy w szkole się ze mnie śmieją i mnie biją.

Olga: Chłopcy muszą się bić. Problem tylko taki, aby się nie uszkodzili.

Uczeń: Kiedy oni mnie właśnie uszkodzili.

Olga: musisz nabyć odporności. Świata nie zmienisz. Siebie możesz zmienić. Jeśli będziesz sam, to ci będą dokuczać. Jeśli znajdziesz przyjaciół - to twoi prześladowcy przegrają.

Uczeń: Kiedy wszyscy kandydaci na przyjaciół to właśnie moi prześladowcy.

Olga: ???

Druga chyba gorsza sprawa to dzielenie przez panią Olgę świata na NAS i PRZEŚLADOWCÓW. Pani Olga zakłada iż jeśli ktoś kogoś prześladuje to ma stałą prześladowczą psychikę, która się nie zmieni, a celem takiej osoby jest właśnie prześladowanie innych. Dzieci, które prześladują córkę D. Hojarskiej nie są prześladowcami. Przerasta ich najprawdopodobniej cała sytuacja i temu trudno się dziwić. Ważną rolę powinni odegrać tutaj nauczyciele. Ciekawe jaka jest ich postawa w tej sprawie?

Spis treści.

Pamiętnik internetowy – Kwadratowe koło.

Opublikowany w analizy tekstu, refleksje by dru' w dniu listopad 18th, 2006

Na początek wypadałoby się zająć analizą samego pojęcia blog albo raczej jego polskiego odpowiednika – pamiętnik internetowy. Intryguje mnie to, dziwaczne połączenie, bo przypomina coś w rodzaju kwadratury koła. Jeśli zerkniemy do wikipedii aby sprawdzić co oznacza pamiętnik dostaniemy wpis następujący:

Pamiętnik – gatunek autobiograficzny, dłuższy utwór pisany prozą, zawierający opis zdarzeń i zjawisk, których narrator był świadkiem lub uczestnikiem. W odróżnieniu od dziennika nie musi być pisany codziennie i może zawierać opis zjawisk z pewnej perspektywy czasowej. Pamiętniki są źródłami wiedzy historycznej, obyczajowej i społecznej. Są to utwory z pogranicza literatury pięknej i literatury faktu.

Potoczne rozumienie czynności, jaką jest pisanie pamiętnika tłumaczyłbym jako zapisywanie zdarzeń z naszego życia i dokonywanie analizy tego, co się wydarzyło; notowanie refleksji; przechowywanie wspomnień. Pisanie pamiętnika o ile nie musi być regularne to jednak powinno trwać przez dłuższy okres czasu. Mówiąc: „Miesiąc mojego życia pisałem pamiętnik” raczej nie spotkamy się z wyrazami uznania i gratulacjami wytrwałości. Wartościowy pamiętnik to pamiętnik kilkunasto- lub więcej letni. Kolejna sprawa to problem intymności. Pamiętnik nie jest dziełem do natychmiastowej publikacji. Myśli tam zawarte są myślami związanymi z poruszającymi nas aktualnie emocjami i dopiero, gdy te emocje opadną, sprawy się rozwiążą i nabierzemy dystansu do innych i samych siebie w kontekście tych spraw pojawia się (chyba) gotowość do dzielenia się tym. Kolejna sprawa to rola czytającego nasze dzieło. W przypadku pamiętnika inaczej niż w przypadku opowiadania, wiersza czy powieści rola czytającego jest znacznie mniejsza. Za dobry pamiętnik uznamy taki, w którym zapisujemy to, co rzeczywiście myślimy w danej chwili, a nie to, co chcielibyśmy, aby przeczytali o nas potomni. Oczywiście pełne pamiętnikowe uzewnętrznienie nie jest możliwe, każdy ma sprawy, którymi nie dzieli się nawet „z samym sobą”. Istnieje jednak coś pomiędzy całkowitą szczerością, a pisaniem pod publikę.

Budując więc nasze pojęcie pamiętnika skojarzymy go ze słowami: wieloletni, intymny, skoncentrowany na piszącym, szczery.

Natomiast powiedzenie, że coś funkcjonuje w Internecie oznacza, że jest powszechnie dostępne (najczęściej), szybkie, skoncentrowane na teraźniejszości. Piszący staje więc pod silną presją innych użytkowników. Po pierwsze istnieje duża szansa, że nasze rozmyślania na temat zdarzeń aktualnych może przeczytać osoba, która w tych zdarzeniach uczestniczyła. Czytając może poczuć się dotknięta naszymi opiniami i zareagować na nie publicznie. Po drugie pisząc pamiętnik w Internecie, autor będzie znacznie bardziej narażony na pokusę pisania pod czytelnika, co może istotnie wpływać na jego szczerość i (ponownie) dobór tematów.

Tak więc albo należy uznać, iż pojęcie pamiętnik internetowy jest czymś zupełnie innym niż pamiętnik w tradycyjnym rozumieniu (wtedy należałoby się zastanowić czym) albo uznać iż pojęcie to można przypisać tylko nielicznym blogom (jeśli jakiemukolwiek).

Mój blog pamiętnikiem internetowym nie jest i na własny, póki co użytek, zakładam iż blog to pewna prywatny fragment w cyberprzestrzeni organizowany i udostępniany zgodnie z życzeniem jej właściciela.

Ecce homo
Thanks to Janina Koeppel

Spis treści.