Jak nauczyłem się widzieć aurę.
Dotarwszy przypadkiem do fachowej literatury na temat widzenia aur otaczających ludzi, zostałem zaskoczony łatwością z jaką można ten fenomen energetyczny zobaczyć. Chwila skupienia, kilka dni ćwiczeń i dostajemy dostęp do rozległej wiedzy na temat emocji, czy przeszłości spotykanych osób. Rzućcie tylko okiem na te, znalezione tutaj, szokujące fragmenty:
Nowości.
Hoko napisał fajnego posta! Głównie jest o kotkach i innych dygresjach, ale jest też o innych sprawach, o których warto poczytać. Przede wszystkim, nie należy pomijać uwag o Komerskim oraz Fanatyku. Zdecydowanie brakło jednak uwag o mnie oraz linków do Gazety.pl, Onetu czy choćby takiej Rzepy.
A ja kupiłem sobie Jornadę 690.
Gadżet dla ukochanej.
Odejść od zmysłów można z różnych powodów. Człowiek jest istotą, która z relatywnie dużą łatwością ogarnia otaczający ją świat. I czasem może dopaść go przerażająca jasność związana z jego stanem obecnym lub przyszłym. Dajmy na to przytłaczające poczucie swojej absolutnej niemocy sprawczej. Albo dostrzeżenie roli i znaczenia swojej osoby we wszechświecie (dla niezorientowanych proponuję wyliczyć stosunek masy własnej do masy wszechświata). W lekkich przypadkach mogą pomóc proste środki zaradcze (piosenka Anny Marii Jopek o łódeczce), ale czasem, szczególnie w przypadku umysłów o dużej skłonności do melancholii, popadnięcie w obłęd wydaje się nie tylko nie uniknione, ale i konieczne (wszak lepiej odejść od zmysłów niż zwariować).
Dziecko – ostatnie starcie.
I oto przed Państwem, najbardziej emocjonujące dzisiejszego popołudnia, starcie dwóch potęg wychowawczych. W lewym narożniku łóżeczka zawodnik Q. Półtora roku doświadczenia, małe rozmiary, piskliwy głos i niespożyta energia to jego atuty, które bez wahania wykorzysta w nadchodzących kilkudziesięciu minutach. W drugim rogu, nieco na zewnątrz ringu stoją rodzice. Waga, wiek i liczba dają im wyraźną przewagę, ale wielokrotnie już mieliśmy okazję zobaczyć, jak bezsilnie pasują po godzinie wycieńczającego starcia. Lata, proszę Państwa, lata robią swoje i choć pozwalają na gromadzenie doświadczenia to, nie oszukujmy się, nerwy żadnego trzydziestolatka nie są ze stali.
Znajdź rusznicę!
Tym razem wpis tylko dla czytających o na prawdę mocnych nerwach, łączący w sobie wstrząsające zdjęcia z niebagatelnym wyzwaniem intelektualnym.
Poniżej zostały przedstawione zdjęcia czterech butów. Pierwsze trzy z nich zostały zaprojektowane przez jednego z wiodących projektantów obuwia. Ich cena w promocyjnej (wyprzedaż) ofercie wynosi zaledwie 169 PLN. Ostatni z butów (bez możliwości zbliżenia, aby utrudnić dokonywanie podróbek) to zaprojektowana przez ze mnie unikalną metodą casual-designing tenisówka. Powstała ona przy wykorzystaniu autentycznego błota z polskich dróg oraz wysokiej jakości chińskich materiałów.
Mszalne bingo.
Swego czasu na stronie jakiegoś amerykańskiego (byłego) doktoranta znalazłem ciekawą zabawę o nazwie Seminar Bingo. Tak mnie to ubawiło, iż powziąłem solenne postanowienie przetłumaczenia całości na język polski. Z racji świąt, tak postanowienie jak i samo bingo trafiło gdzieś w najciemniejsze zakamarki sprzątanych pokoi. Gdy wróciłem do całości okazało się, że po pierwsze to na wykładach nie byłem już dawno, po drugie studiowałem na tak zwanej uczelni prowincjonalnej i o wykładach na uniwersytetach wiem mało, albo i wcale. Ponadto trawiło mnie wewnętrzne przekonanie, że wykłady amerykańskie raczej odbiegają od wykładów w Polsce (oczywiście niekoniecznie na minus). Postanowiłem więc ryzykując usmażenie w najgłębszych smolnych odmętach przenieść zabawę do drugiej z regularnie odwiedzanych przeze mnie instytucji.
Warunki zabawy są podejrzewam znane każdemu. Zakreślamy te zdarzenia, które mieliśmy przyjemność (lub nie) zaobserwować. Kto pierwszy sformuje na swojej kartce prostą linię podnosi rękę i krzyczy na cały głos “Bingo!”. Zostaje on jednocześnie zwycięzcą zabawy. Grać należy raczej w kilka osób. Powodzenia!
Zbity uczeń 2007.
Inspiracje:
1. Działacz PiS chce kar cielesnych w szkołach.
2. Janusz Baczyński, Kara chłosty w szkole.
3. Ankieta.
Ponieważ nowoczesna szkoła nie radzi sobie, we właściwy sposób, z wychowywaniem uczniów, powinna sięgnąć stary i sprawdzony sposób: „klaps edukacyjny”. Co jakiś czas pojawiają się w mediach propozycje przywrócenia w szkole tej metody nawiązywania bliskiego kontaktu nauczyciela z uczniem, ale są to pomysły mało konkretne i niedopracowane. Mój pomysł idzie znacznie dalej i wskazuje rozwiązania, jak wprowadzić powyższą metodę do szkoły. Nazwałem cały projekt „Zbity uczeń 2007” gdyż mam nadzieję, iż tak zaawansowana praca spotka się w końcu z pozytywną opinią ministerstwa i błyskawicznie zostaną podjęte kroki do jej realizacji.
Na początek konieczne będzie wprowadzenie listy wykroczeń. Sprawa początkowo wydaje się prosta, ale w raz z jej zaawansowaniem pojawiają się pewne problemy. Najprostszą formą byłoby wypisanie wszystkich czynów karalnych, a następnie przypisanie każdemu z nich ilości uderzeń. I tak np. wybicie szyby – 10 klapsów, używanie komórki – 1 klaps, itp. Problemem jest jednak kompletność listy. Praktyka dowodzi, iż źli uczniowie chodzący do szkoły, wykazują się dużą pomysłowością przy popełnianiu złych uczynków i mogliby chowając się za lukami w prawie uprawiać bezkarnie swoje chuligańskie wybryki. Dlatego też moja propozycja, to wskazanie zagadnień karalnych, np. zniszczenie mienia, publiczne obrażenie nauczyciela, publiczne obrażenie dobrego ucznia, brak zdyscyplinowania, używanie przedmiotów zakazanych w szkole, naruszenie nietykalności osobistej nauczyciela. W każdym z tych obszarów byłaby wskazana minimalna i maksymalna ilość klapsów, którą można wykonać. Następnie każda sprawa o wykonanie klapsów byłaby przedstawiona Szkolnej Komisji Dyscypliny (SzKoDa) składającej się z pracownika kuratorium, nauczyciela z innej szkoły oraz przedstawiciela policji. Komisja ta, kierując się dobrem ucznia i ogólnie akceptowalnymi chrześcijańskimi wartościami, ustalałaby wielkość kary na podstawie zeznań światków. Tym sposobem rozwiązałby się min. problem wyzwisk. Wiadomo, że w zależności od środowiska wyzwiska mogą mieć różną wagę. Taki na przykład „spieprzaj dziadu” u niektórych może wzbudzić trwogę i zgorszenie (niesłuszne), przez innych zaś zostać potraktowane jako zwykła, stanowcza odmowa. Dlatego też, komisja przesłuchując rodziców dziecka i nauczyciela będzie określać kaliber przekleństwa w ocenie świadków, a następnie wyliczać średnią. Oczywiście pod uwagę będzie brane jedynie zdanie rodziców dobrych dzieci. Złe dziecko, co jest oczywiste, musi mieć złych rodziców, więc ich zdanie będzie przez sąd ignorowane.
Drugi niezwykle ważny problem to samo wymierzenie kary. Oczywiście niedopuszczalne jest, aby nauczyciel organizował to na własną rękę (dosłownie). Każdy z nas dysponuje różną siłą i wymierzane kary mogłyby się okazać niesprawiedliwe. Dlatego też konieczne jest skonstruowanie maszyny bijącej „Sprawiedliwa Ręka”, która wdrożona do masowej produkcji szybko znalazłaby się w każdej szkole. Dodatkowo przewiduję mniejsze, poręczne maszyny dla rodziców. Taka maszyna charakteryzowała by się możliwością ustawienia siły uderzeń. Ponad to konieczne będzie opracowanie algorytmu, umożliwiającego określenie siły klapsów dla indywidualnego ucznia. Wiadomo uczeń przy kości mniej będzie bał się kary niż uczeń chudy. Tak więc konieczne jest określenia siły uderzenia w zależności od wzrostu, masy ciała, grubości tkanki tłuszczowej, amortyzacji ubrania i innych czynników. Cała kara byłaby wykonywana w obecności Szkolnej Komisji ds. Realizacji Programu Wychowawczego, z podobnym składem jak SzKoDa. Dzięki temu uczeń miałby świadomość iż jest otoczony równą troską co jego koledzy.
Mam nadzieję, iż w przejrzysty sposób udało mi się przedstawić praktyczne zalety mojego projektu. Teraz czekam na propozycję z ministerstwa.
Tyrania kotleta.
Od czasu, gdy byłem w stanie skupić wzrok na jednym przedmiocie przez pewien okres czasu i dorosłem do uczestniczenia w weselach, zastanawiała mnie jedna rzecz. Dlaczego filmy z wesela są takie nudne? Niby to najważniejszy wydarzenie w życiu, każdy stara się jak może, aby wszystko było doskonałe pod każdym względem, a jeszcze nie widziałem filmu z wesela (łącznie ze swoim własnym), który byłby w stanie utrzymać moją uwagę choćby do przysięgi. Wszystko w nich jest takie samo.
Każdy ślub jest inny, na każdym pojawiają się dwie różne osobowości, każdy jest w innym miejscu (często niezwykle ciekawym), na każdym olśniewająca suknia i garnitur. Na każdym prężący się z dumy pan młody i rozanielona pani młoda. Każdy z nich wyjątkowy i na każdym warto pobyć choćby chwilę. A gdy wszystko się skończy, włączamy kasetę i co… Zdjęcia, przymiarki sukni, wejście do kościoła, przysięga z pogłosem, toast, kotlet, taniec, kotlet, taniec, oczepiny, kotlet, taniec, kotlet, taniec i napisy. Nawet, jeśli trafiło się coś wyjątkowego (a przecież sam ślub jest wyjątkowy) i tak ginie to w tłoku kotletów i niezliczonych ilości tańczących par.
Tak więc sobie wyobrażam filmy ze ślubu. Film nowej jakości (na obecnym stadium koncepcja bardzo niedopracowana).
Na początek, zjawiamy się u kamerzysty na wywiad z ankietą. Kamerzysta męczy nas przez godzin co najmniej kilka. Pyta wpierw osobno o dzieciństwo, rodziców, nasze kontakty z innymi, wyobrażenia na temat świata – jak rasowy psychoanalityk. Całość nagrywa na kamerę, aby dodatkowo zdobyć informację na temat naszego sposobu poruszania się. Potem rozmowa wspólna, na temat naszej miłości. Jaka jest, co jest w niej dobrego, z czym jest nam łatwo sobie radzić, a z czym nie. Kamerzysta-psycholog nagrywa, ogląda i słucha.
Następnie, już sam kamerzysta-artysta siada z tym całym materiałem i szuka jakiegoś punktu zaczepienia. Pyta. Co nas wyróżnia? Jacy jesteśmy? Co jest najpiękniejszego w naszej miłości? A gdy już odnajdzie to coś, szuka środków, aby to wyrazić. Dobiera temat muzyczny, barwy, sposób kręcenia kamerą i robienia zdjęć, może jakieś miejsca gdzie można by zrobić zdjęcia, itp. Zgłasza ewentualnie sugestie dotyczące organizacji wesela i ślubu lub jego fragmentów. Na koniec, całość przedstawia młodym.
Ale to nie ma być film kotletowo-taneczny. To ma być film o rodzącej się miłości. Miłości ludzi różnych od siebie, a jednak tworzących jedną całość. Miłości, która gdzieś się zrodziła i która z biegiem czasu nabiera wyrazu. Miłości, dla której obecna chwila jest kamieniem milowym. Miłości która się zmieni. Miłości, która wyda owoce. To musi porwać. Koło czegoś takiego, każdy ludzki człowiek nie może przejść obojętnie. Kamerzysta-człowiek wszystkoumiejący puszcza muzykę, pokazuje obrazy, zdjęcia młodych, fragmenty ślubu, wesela. Film tętni życiem. Widzimy jak rodzi się miłość. Babcia widzi. Ciocia widzi. Nawet wujkowie odrywają się od piwa z kotletem na rodzinnym oglądaniu filmu. Napięcie narasta. Ktoś rozdziawia usta. Muzyka się wznosi. Tematy niby odrębne, ONA i ON łączą się. Powoli, coraz wyraźniej kształtuje się to, co powstanie dzięki im dwojgu. Teraz już, kto tylko może, nawet młodzi, wlepiają oczy w ekran, by dostrzec istotę ich miłości. Zapada cisza pełna oczekiwania. Istnieją tylko ekran, miłość i młodzi. Film przyspiesza i nagle… słyszymy „Tak”. Powiedzieli TAK. Powiedzieli SOBIE TAK. Wszyscy padają sobie w objęcia. Ktoś roni łzy. Ktoś rozlewa piwo. Ktoś krztusi się kotletem. Ale to nie ważne. Powiedzieli sobie tak. Każdy nauczył się czegoś nowego. O panu młodym. O pani młodej. O ich miłości. Nikt już nie patrzy na nich jak na dwa kawałki czegoś. Nie. Oni się kochają i to jest jasne.
Moja spiskowa teoria dziejów.
Spędziwszy wiele czasu na dyskusjach politycznych, zaciekle komentując, oceniając, przewidując i broniąc swoich racji, pewnego dnia doszedłem do wniosków, które umieściły mnie w zaszczytnym gronie twórców spiskowych teorii dziejów. Poniższą refleksję traktuję jako dobre ćwiczenie umysłowe, dające dodatkowo możliwość irytowania innych wypowiedziami umieszczonymi na końcu posta. Ludzie dostają białej gorączki, gdy im się próbuje udowodnić, że oglądanie wiadomości i codzienne żywe dyskusje na tematy polityczne są bez sensu.
No więc, wyobraźmy sobie świat gdzie:
1. Istnieją dwie dominujące grupy ludzi.
2. Pierwszą z nich, i chyba najbardziej jednolitą, są Ludzie Kontrolujący Naprawdę Wielkie Pieniądze. Ci, którzy są w stanie kontrolować światowy rynek finansowy. Może nie współpracują ze sobą ściśle na co dzień, ale najważniejsze decyzje podejmują po wspólnym uzgodnieniu. Ich celem jest utrzymanie stabilnej i rozwijającej się (aby mieć jeszcze więcej pieniędzy i władzy) gospodarki światowej.
3. Ludzie Ci (o, biedni są jednak) dzielą świat na trzy części. Tam, gdzie można coś wyprodukować. Tam, gdzie można coś sprzedać. I Resztę.
4. Tam, gdzie można coś wyprodukować rządy muszą być scentralizowane, aby było wiadomo z kim robić interesy.
5. Tam, gdzie można coś sprzedać musi być demokracja, bo wtedy ludzie mają najwięcej pieniędzy do kupowania oraz najłatwiej w tym systemie utrzymać kontrolę nad bogatymi, którzy chcąc nie chcąc kształcą się i coraz lepiej rozumieją świat.
6. Reszta służy do testowania oraz jako wysypisko odpadów. Testowane są produkty prototypowe: np. leki czy broń.
7. Druga grupa to rządzący armiami (dla uproszczenia nazwijmy ich generałami). Grupa ta cele ma dwa. Rozwój technologiczny uzbrojenia i utrzymanie porządku, który sprzyja funkcjonowaniu rynku światowego, zgodnie z myślą finansistów. W zamian za to, finansiści chętnie wspierają cel pierwszy.
8. Generałowie doskonalą swoje umiejętności i broń, wykorzystując do testowania te miejsca, gdzie aktualnie finansiści niczego nie kupują, ani nie sprzedają.
9. Generałom nie zależy na pokonywaniu, ale na testowaniu i utrzymywaniu pod kontrolą tych, którzy istnieć muszą, czyli wszelkiej maści rewolucjonistów. Przydają się oni z dwóch powodów: można do nich bezkarnie strzelać i można nimi straszyć innych.
Konsekwencje dla Polski:
1. Polska trafiła, na jej szczęście, do krajów, gdzie się coś sprzedaje. Oznacza to, iż finansistom będzie zależało, aby w kraju był stały wzrost gospodarczy.
2. W ramach zabezpieczenia rynku, Polska będzie się również znajdować pod opieką generałów.
3. Finansistów interesuje jedynie wzrost gospodarczy oraz zaufanie ludzi do systemu demokratycznego – co jest gwarantem bezpieczeństwa całego systemu.
4. Resztę problemów finansiści zostawiają w rękach lokalnych (państwowych) polityków, którzy nie mając żadnego wpływu na gospodarkę, zajmują się sprawianiem wrażenia, że do czegoś jednak są potrzebni. Ponieważ gospodarka nie jest ich, będą więc chętnie robić różnego rodzaju oszustwa, aby uszczknąć co nie co z pieniędzy finansistów.
5. Media pogrążone są w tropieniu afer i newsów, politycy pogrążeni są w robieniu afer i newsów, a wszystko to tylko po to, aby sprawić wrażenie, że coś istotnego się dzieje.
6. Wybory nie mają znaczenia. Ktokolwiek nie zostanie wybrany i tak wyląduje w kieszeni finansistów.
7. Powyższa koncepcja pozwala uwolnić się od Szaleństwa Analizowania Aktualnych Wydarzeń, z których w myśl owej koncepcji nic istotnego i tak nie wyniknie, bo prawda jest gdzieś indziej.
8. Nawet jeśli to kompletna bzdura to:
a) ile godzin dziennie można zaoszczędzić ignorując bieżące informacje?
b) jakie można zrobić wrażenie mówiąc innym, że to wszystko nie ma znaczenia.
Warto choć raz spróbować!


