Ile razy w swoim życiu zaangażuję się intensywniej w czytanie gazet, tygodników opinii i oglądanie programów informacyjnych tyle razy wzrasta moje przekonanie, że świat zmierza ku nieuchronnej zagładzie. Przekonanie to rośnie wraz z każdym kolejnym przeczytanym artykułem lub usłyszaną wiadomością.

Nie wiem czy jest to wynikiem mojej słabej kondycji psychicznej czy też wszechobecnego schematu przedstawiania wiadomości: było dobrze, jest źle i będzie gorzej lub też było źle, jest źle i będzie jeszcze gorzej. Każdy, kto chce być dobrze usłyszany musi obwieścić rychły koniec świata (czytaj: koniec ustalonego od kilkunastu lat porządku). Arabowie nas, my Arabów, Chińczycy nas i Arabów, i tak się kręci… (również na rodzimym podwórku)

Gdy mój strach o koniec świata osiągnie już wystarczającą siłę zawsze (choć szybko ją zapominam) rodzi się ta sama refleksja: Prawda o porządku tego świata jest bardzo odległa od tego co podają wiadomości. Jeśli Arabowie tak bardzo nam zagrażają, czemu ich sponsorujemy kupując od nich ropę, a nie inwestujemy w alternatywne źródła energii. Jeśli Chińczycy nam zagrażają, czemu cała światowa produkcja znajduje się właśnie tam. Odpowiedź, że rządy cywilizacji zachodu są głupie i myślą krótkofalowo, a arabowie, Chińczycy i Rosjanie to mistrzowie przebiegłości i długofalowego planowania wydaje mi się trochę za prosta.

Na wszelki wypadek przestanę więc ponownie czytać gazety. Moje przekonanie o końcu świata nie wpłynie na to kiedy on będzie. 🙂

Reklamy