* * *

Witam serdecznie wszystkich telewidzów w programie Dzień Dobry Shanghai (oklaski)! Dzisiaj oprócz picia herbaty i oglądania chińskich dostojników podczas robienia śniadania, spotkamy się z niezwykle odważną studentką piątego roku maomarketingu na Uniwersytecie w Pekinie, Moo Haan Na, która wybrała się w samotną podróż po Europie. Europa to kraj na drugim końcu naszego kontynentu o młodej, odmiennej od naszej kulturze. Wielu Europejczyków jest przekonanych, że żyjący 2000 lat temu człowiek, którego zabili wieszając go na krzyżu, zabierze ich, gdy umrą do nieba (szmer zdziwienia na sali). Jeszcze więcej z nich jest przekonanych, iż jednostka może sama zmienić świat (wybuch śmiechu). Tą nieukształtowaną jeszcze do końca filozofię uzupełniają równie dziwaczne zwyczaje żywieniowe, z którymi miała się możliwość zapoznać nasza wyjątkowa studentka Moo Haan Na. Zapraszamy ją do nas!! (na wizję pewnym siebie krokiem wchodzi sympatyczna studentka o radosnej twarzy)

– Haan Na, opowiedz nam coś o sobie.

– Jestem studentką maomarketingu na Uniwersytecie w Pekinie, to już wiecie (śmiech, oklaski). Odbyłam ostatnio podróż po Europie. Jest to region świata pełen interesujących miejsc, zwyczajów i sympatycznych ludzi. Przez cały czas podróży przesyłałam do was krótkie filmy, dzięki którym mogliście podróżować razem ze mną (oklaski). Na dziś przygotowałam krótki film o tamtejszych, szokujących jak dla mnie, zwyczajach żywieniowych, który zaraz razem oglądniemy.

– Uprzedzam, że sceny które obejrzycie i wypowiedzi które usłyszycie, są jedynie dla ludzi o mocnych nerwach…

Rozpoczyna się pierwszy film. Widzimy Haan Na wraz z Panem Mietkiem na tle dziwnej maszyny.

Na: Pan Mee Dek objaśni nam teraz co takiego przygotowuje tutaj.

Mietek: A więc jest to maszyna mieszalnicza. Wrzucamy tutaj różne resztki z produkcji. Skórę zwierząt – Pokazuje oślizły i owłosiony kawałek świńskiej skóry – chrząstki – po kolei wyciąga zza kadru produkty – tłuszcz zwierzęcy, i inne takie, Pani wie – pokazuje kawałek świńskiej głowy oraz jakieś bezkształtną masę chrząstek i mięsa. – Czasami dorzucamy trochę papieru, dobrze utwardza produkt. Potem dodajemy barwnik i zapach. O! Proszę. – między nogami Mietka przebiega szczur, którego Mietek sprawnym kopnięciem umieszcza w mieszalniku. – Nic się nie może zmarnować. – woła radośnie. To wszystko pakujemy we flaki i sprzedajemy pod nazwą Parówki.

– Ktoś to je? Ludzie to jedzą? – pyta Haan Na (w studiu jęki niesmaku i zaskoczenia).

– Ależ oczywiście. Bardzo dobrze się sprzedaje. O proszę. Tutaj jest przygotowane do spróbowania, tak jak Pani prosiła.

W kadrze pojawiają się talerz z ciepłą parówką i odrobiną keczupu.

– To czerwone to co to jest?

– Keczup. Smażone pikantne pomidory. Spoko. – Mówi pan Mietek.

Haan Na ostrożnie podnosi do ust parówkę. Krzywi się i grymasi do kamery. (w studiu kompletna cisza) Haan Na odgryza kawałek i przełyka. (krzyki i odgłosy obrzydzenia, ktoś mdleje)

– Hmm. Dobre – mówi – To naprawdę to robicie w tej maszynie? Jak to możliwe?

– To wszystko kwestia aromatu. Sama chemia. Od czasu gdy tu pracuję to tego nie jem. Ale wcześniej lubiłem.

Film się kończy (sanitariusze cucą omdlałą prowadzącą) i po krótkiej animacji rozpoczyna się następna scena, na której chiński dostojnik zjada węża na śniadanie.

W tle wypowiedź Haan Na:

– Jak nas tak dalej będą wykupywać ludzie z Europy, wkrótce i my zamiast węży, będziemy jeść Pa Roow Kee.

Reklamy