Dzisiejsza wizyta w Kościele nie miała odbiegać od zwyczajowych coniedzielnych Mszy Świętych. W drodze do obmyślałem refleksję na temat uczciwości i zastanawiałem się, co też mądrego powie ksiądz na kazaniu. Taka zwykła niedziela.

Pamięć nie sługa. Kazania nie będzie, niedziela pierwsza w miesiącu. Będzie adoracja. No cóż, uroczyste wspólne modlitwy też mają sens, więc dlaczego by nie. I tak lekko uśpiony już zawodzeniem Bożego ludu, śpiewającego nie zawsze mądrze napisane pieśni, klękam do adoracji. O Rodzinie. Rodzina rzecz ważna i modlić się za nią nigdy za wiele, więc próbując rozróżnić słowa nowej pieśni wprowadzonej przez organistę oczekuję na słowo do ludu Bożego na temat problemów rodzinę trapiących.

Aborcja. Temat standardowy, jasny, oklepany można by napisać, póki nie przypomnimy sobie, że mowa jest o mordowaniu innych. Ujęcie od strony konsumpcjonizmu i traktowania innych jako własność i przedmioty. Kształcące. Słucham dalej.

I zaczyna się. Najpierw nie wierzę uszom. Potem zwalam na akustykę, niewyspanie, przemęczenie, hipnozę. No nie, jednak żyję, a to się dzieje naprawdę. Jedynacy to ofiary braku miłości swoich rodziców, skazani na samotność i ograniczony rozwój umysłowy. Niby się o to nie modlimy, tylko ksiądz opowiada to w adoracyjnej formie jako pewną wizję rodziny i jej problemów. No ale jednak. Całość kończy zdaniami uniwersalnymi typu: Módlmy się za dzieci z rodzin patologicznych, niekochających rodziców, żeby rodziny miały po 3 dzieci lub więcej etc. Zaprzeczyć temu nie sposób i modlę się chętnie, ale niesmak pozostał.

Księdzu jednak mało. Wyciąga zza sutanny kolejną mądrość. I o to się już modlić mamy. Tak powiedział. Modlimy się, za matki które pozostawiły swoje dzieci w domu dla pracy, bo wybrały one pogoń za pieniędzmi i marnościami tego świata, zamiast dobrze wychowywać swoje dzieci. Módlmy się za ojców, którzy na to pozwalają, aby się opamiętali. Przeprowadzam dodatkowe procesy myślowe, aby upewnić się czy dobrze zinterpretowałem słowa księdza. Dobrze. Nie modlę się. Poważnie rozważam wstanie i opuszczenie tego miejsca kultu religijnego, które aktualnie stało się miejscem manipulacji. Mam za sobą kilka dni dyskusji o manipulacji w mediach i zastanawiam się, co to za sytuacja, kiedy jeden człowiek natchnionym głosem zachęca (zmusza) innych do modlenia się w jego wątpliwej słuszności intencjach, a wszyscy inny postawieni w kłopotliwej sytuacji nawet nie mogą zaprotestować, bo naruszyliby wyjątkowy charakter miejsca. Ksiądz (celowo lub nie), kończy opowieść o dobrej rodzinie i przechodzi po raz kolejny do zdań uniwersalnych. Tym razem jednak samotne dzieci na moją szczerą modlitwę muszą poczekać. Zbyt wzburzony jestem i byłaby ona nieszczera, poza tym mogłaby sugerować innym wiernym, że się ze zdaniem księdza zgadzam.

Może ten specjalista od spraw rodzinnych zrobiłby kazanie na temat tego jak za 1400 złotych miesięcznie utrzymać w godnych człowieka warunkach 3 a docelowo 5 osób, w sytuacji gdy mieszkanie i media kosztują minimalnie 500 złotych. Albo lepiej niech pokaże jak to zrobić. Na chleb ze smalcem i odzienie z lumpeksu, nie wystarczy. Łatwo się wygłasza mądrości, gdy brak doświadczenia i gdy wiemy, że dana sytuacja nas nigdy nie spotka. Łatwo zostać parafialnym mędrcem, gdy ma się mikrofon i zero dyskutantów. Zmieszać mnie z żoną publicznie z błotem i odsądzić od czci i wiary

I jeszcze ta matka. Matka to. Matka tamto. A ojciec gdzie? Czemu nasz geniusz inżynierii rodzinnej nie opowie kazania na temat świadomego ojcostwa, dorastania do tego i godzenia wizji prawdziwego mężczyzny z prawdziwym ojcem? Tata został zredukowany do roli ekonomicznego wsparcia matki wychowującej dzieci. To ma być kochająca się rodzina? Nie opowie kazania bo woli czytać z książki „100 kazań na każdą okazję”. O niczym.

Dlaczego troskliwy i wielcemądry ksiądz nie traktuje kobiety jak człowieka. Człowieka, który ma swoje marzenia, aspiracje i może mieć swoją własną wizję rodzicielstwa. Połączonego z pracą lub bez niej. Skreślanie dorobku wielu milionów rodziców, którzy ciężko pracują po to, by swoim dzieciom zapewnić lepszą przyszłość, to jest jakieś koszmarne nieporozumienie.

A co jeśli mama zarabia więcej niż tata? Kto powinien zostawić pracę w trosce o wychowanie dzieci?

Kończę bo mały druidhek się obudził, a że ząbkuje to marudny strasznie i oczekuje, że tata (tata, tata, tata i jeszcze raz tata) go przytuli. Mama poszła do kościoła słuchać czemu jest zła, bo pracuje.

I żeby było jasne. Piszę o tym jednym. Czy sam to wymyślił, czy ktoś mu kazał nie wiem. Ale mógł nie mówić. Powiedział to ma.

PS. Druidhien, wróciła z kościoła (innej parafii). Tam ksiądz podzielił się z parafianami tą samą mądrością. Dwoje ludzi wyszło.

Reklamy