Próbując (sam sobie) udowodnić konieczność istnienia państwa, w ramach dyskusji o wojsku najemnym i państwowym, zapędziłem się w końcu w przysłowiowy kozi róg. Uświadomiłem sobie wtedy, iż sam z własnej woli, zaangażowałem się w obronę państwa jako instytucji. Ta mentalna pułapka była moim ograniczeniem i w obecnym teksie postanowiłem się jej pozbyć. Nie zamierzam bronić zasadności istnienia państwa, bo nie to jest moim celem. Chcę pokazać, że libertarianizm jako taki opiera się na paradoksalnym życzeniu twórców. Gdy to zrobię, spróbuję w kontekście tego wywodu napisać coś o problemie wojska.

Założenia.

Założeniem libertarianizmu jest przekonanie, iż człowiek powinien mieć możliwość działania ograniczonego jedynie wolnością innych osób. Mieć możliwość samostanowienia o sobie i swoich wytworach.

Takie postawienie sprawy rodzi wiele różnych problemów, które muszą zostać rozwiązane, zanim uda się powołać libertariańską społeczność do życia np. problem wychowywania dzieci, ich przynależności i wolności osobistej, czy też problem utrzymania ekosystemu Ziemi. Problemów tych nie da się rozwiązać jedynie w oparciu o tą zasadę i konieczne jest dołożenie nowych zasad, na które nie wszyscy będą chcieli się zgodzić (bardzo ciekawa dyskusja: czyją własnością jest dziecko).

Nie jest to jednak jedyne założenie, które przyjmują libertarianie. Kolejnym (wygląda to trochę jak transakcja wiązana) jest pewna wizja człowieka. Człowieka, który ma potencjał, aby sobie w takiej nowej rzeczywistości poradzić. Libertarianie zakładają, że człowiek pozostawiony sam sobie, zatroszczy się o siebie (czyż nie on sam jest dla siebie największym dobrem?) i zorganizuje sobie rzeczywistość zgodnie z własnym życzeniem. Innymi słowy, libertarianie zakładają, że człowiek jako istota będzie w stanie spełnić postawione mu na początku akapitu wymaganie.

Szanse na przeżycie.

Świat libertarian nie jest więc światem błogiego lenistwa, ale światem ludzi prężnie działających we własnym interesie. Jak więc człowiek ma przeżyć w takim świecie? Rozwiązania są dwa. Albo zorganizuje się tak, że będzie sam w stanie zaspokajać swoje potrzeby, albo będzie dążył do wymiany z innymi libertariańskimi ludźmi. Pierwsze z tych rozwiązań jest charakterystyczne dla ludzi pierwotnych i raczej nie wchodzi w rachubę we współczesnym świecie. Człowiek, który zdecyduje się na to rozwiązanie, znajdzie się najprawdopodobniej na marginesie społeczności, a już na pewno nie będzie swoją pracą napędzał rozwoju całej społeczności. Pozostaje więc rozwiązanie drugie. Człowiek będzie dążył do specjalizacji, aby będąc profesjonalistą w jakieś dziedzinie móc zaoferować innym swoje usługi i w zamian za to otrzymać możliwość zaspokojenia własnych potrzeb.

I tutaj pojawia się pewien problem. Nie istnieje nierynkowa sfera publiczna. Cała więc publiczna działalność ludzka będzie uregulowana przez prawa rynkowe. Przedsiębiorstwa, szkoły, szpitale, muzea, parki krajobrazowe o tyle będą miały rację swojego istnienia, o ile będą przynosić zyski. Problem w tym, że celem działalności takich organizacji jak szkoły, szpitale czy ośrodki kultury, nie jest zysk, ale dostarczanie innym pewnych dóbr, które są niezbędne lub wskazane do tego, by być lepszym człowiekiem. Działalność edukacyjna, czy troska o zdrowie innych, to działalności innego rodzaju, niż działalność zorientowana na osiąganie zysku i nie dają się one do niej sprowadzić. Przekonanie, że na pytania: Co jest celem? i Co jest najbardziej zyskowne? uzyskamy tą samą odpowiedź za każdym razem, jest mieszaniem pojęć. Przykłady można mnożyć, albo szukać na co dzień w gazetach. Ja podam tylko trzy: Gdy bezcenny fragment przyrody, z wieloma unikalnymi gatunkami roślin i zwierząt nie przynosi mi zysku, bo rzadko kto docenia jego piękno, mogę spokojnie go zlikwidować i puścić środkiem autostradę, z której zysk będę miał z pewnością większy. Gdy produkuję leki i mam do wyboru prowadzić badania nad lekiem jednorazowym lub lekiem, który trzeba będzie przyjmować przez całe życie, to oczywiście z punktu widzenia ekonomii wybiorę ten drugi. Jeśli taniej mi wyjdzie, zamiast prowadzić dobrą szkołę, tylko wypromować ją na taką, zatrudniając przy tym partaczy, to powinienem tak zrobić.

Świat libertariański będzie światem rządzonym przez ekonomistów (mamy więc nową władzę), którzy w każdej sprawie będą mieli ostatnie zdanie, są przecież profesjonalistami w działaniu na rynku. Wszyscy inni będą o tyle nadawać się do systemu, o ile ekonomiści uznają to za konieczne.

Paradoks libertariański.

Wydaje mi się, że u podstaw libertarianizmu tkwi pewien paradoks. Z jednej strony jego twórcy zakładają wizję człowieka ograniczoną do aspektu ekonomicznego (mówią, że uregulowanie jedynie problemu własności, wystarczy do tego by zorganizować świat), z drugiej wierzą, iż na bazie tego elementu, uda się zbudować świat ludzi troszczących się o siebie wzajemnie. Wierzą oni, iż człowiek, którego motywacją jest osiąganie zysku (którego przeżycie, poprawne funkcjonowanie zależy od osiągania zysku) w sytuacji zysk czy dobre wykonanie pracy wybierze właśnie to drugie. Wierzą w altruizm stwarzając świat dla egoistów.

Zastanawia mnie jeszcze jeden paradoks (na marginesie). A może libertarianie już go rozwiązali? Dlaczego człowiek motywowany zyskiem, miałby szanować wolność innych? Dlaczego w sytuacji wyboru: zysk czy wolność innych, miałby wybrać to drugie?

Gdy nie ma polityków to nie ma złej władzy? (refleksja na marginesie)

Ciekawym obszarem do rozważań jest również pytanie: Jak się to wszystko skończy? Jak uporządkuje się świat libertariański. Osobiście w świat wolnej konkurencji nie wierzę. Uważam, iż życie dostarcza wielu przykładów, że przy odpowiednich finansowych barierach wejścia na rynek, powstanie na nim oligopol. Ten zaś raczej nie będzie się kierował zasadami wolnej konkurencji, ale zasadą wspólnego łupienia konsumentów (bo z ekonomicznego punktu widzenia, jest to bardziej korzystne).

Świat libertariański jawi mi się jako rządzony autorytarnie przez wielkie korporacje, które kontrolując każdy aspekt naszego życia, mogą go dowolnie modelować poprzez media i podział zasobów. No, ale to moja wizja.

O wojsku raz jeszcze.

Kilka słów o wojsku, na zakończenie. Wojsko nie jest organizacją nastawioną na zysk. Jest organizacją, której celem jest sprawne fizyczne likwidowanie przeciwnika, sprowadzające się najczęściej do zabijania innych. Wojsko może być oczywiście wykorzystywane również w innych celach (np. ochrony, czy kontroli terytorium), ale jego jakość określa sprawność w likwidacji wroga. W związku z tym, bazuje ono w zarządzaniu ludźmi nie tyle na relacjach funkcjonujących w handlu (Co z tego będę miał, że dla Ciebie pracuję?), ale na relacjach związanych z autorytetem (Bądź posłuszny, bo kulka w głowę! lub Mówię Ci, jak zabijemy tych po drugiej stronie to Nasz Świat będzie lepszy i bezpieczniejszy). Organizacje wojskowe nie wspierają zachowań racjonalnych (chyba, że w sztabie), ale bazują na odwoływaniu się do wspólnych wizji, nadziei na lepszy świat, a w ostateczności do zastraszania. Wojsko nie jest więc organizacją dla człowieka libertariańskiego. Kto rozsądnie myślący zaatakuje gniazdo karabinu maszynowego, jeśli szansa na przeżycie wynosi 1%? W imię czego ma to zrobić? Jeśli jego majątek właśnie został zrównany z ziemią, to nawet nie ma dokąd wracać.

Relacja pomiędzy społeczeństwem, a wojskiem państwowym nie ogranicza się tylko do utrzymywania tych drugich przez tych pierwszych. W każdym z państw wojsko otoczone jest wyjątkowym szacunkiem. Status społeczny żołnierzy jest wysoki (nawet bardzo wysoki), cieszą się zaufaniem (porównajmy ilość nagłaśnianych afer w polityce, policji i wojsku), bohaterowie wojenni dostają najwyższe odznaczenia państwowe, a wszyscy wojskowi mają zapewnioną opiekę państwa, o której inne grupy społeczne mogą co najwyżej pomarzyć. Bycie żołnierzem to misja, służba narodowi. Naród zaś, to dobro najwyższe, cenniejsze niż własne życie.

Różnica między wojskiem państwowym, a najemnym jest taka, iż żołnierze wojska państwowego słuchają generała, ale służą państwu (narodowi, społeczności). Wojsko najemne natomiast słucha generała i jemu też służy.

A co zamiast libertarianizmu? O tym za kilka postów.

Reklamy