Inwestowanie w papiery wartościowe nie jest moją specjalnością. Ostatnio jednak na giełdzie znają się nawet fryzjerzy więc czemu ja miałbym milczeć? Jeśli więc chcę pisać to śpieszyć się muszę, bo zamierzam przewidywać wydarzenia, które zaistnieją w najbliższą środę. A przewidywanie wydarzeń, które już się wydarzyły nie jest szczególnie trudnym zajęciem.

Zarys problematyki:

Mniej więcej tydzień temu zaprzyjaźniony makler wysłał informację, iż do dnia dzisiejszego istniała możliwość zapisania się na zakup akcji spółki TelForceOne S.A. Procedura w tym przypadku jest prosta: domy maklerskie zbierają zapisy od inwestorów, a następnie rozdzielają akcje w zależności od wkładu. Bardzo często, gdy spółka jest dobrze oceniana przez inwestorów, akcji nie dla wszystkich wystarcza i każdy z zainteresowanych dostaje zaledwie niewielką część tego co był gotowy kupić. Inwestorzy prywatni, będąc tego świadomym sięgają więc do dodatkowych źródeł i mobilizują większy kapitał, aby kupić więcej akcji pomimo redukcji.

Z „pomocą” ruszyły więc banki, które za pewną opłatą zaczęły udzielać krótkoterminowych kredytów na zakup takich akcji. Kredyt ów popularnie zwie się lewarem. Prywatny inwestor wykłada np. 10 000 zł i bierze lewar x10 czyli w sumie wystawia 110 000 zł do zapisu na akcje. Następuje redukcja, kupuje więc za 5000 zł akcji, a bankowi oddaje lewar razem z prowizją.

Przebiegłość tego mechanizmu pokazuje, że egoistyczne dążenie do własnych celów prywatnych inwestorów, na które tak bardzo liczą ekonomiści pomoże (w tym wypadku) co najwyżej napchać kieszenie bankierom. Biedny poniesie ryzyko, a prawdziwą kasę zgarnie ktoś inny.

W przypadku spółki TelForceOne S.A. prawo do przyjmowania zapisów ma tylko jeden dom maklerski, który oferuje możliwość zlewarowania się w jednym banku. Maksymalny lewar wynosi wkład x20, a prowizja to 0,25% od wysokości kredytu. Odsetek podobno nie ma (choć z moich obliczeń wynika co innego, ale pewien nie jestem). Absurd w tym wypadku ujawni nam się w pełni.

Na początek należy zauważyć, że bez maksymalnego lewaru startować po akcję nie ma sensu. Ktoś kto jest gotowy przeznaczyć na zakup akcji 5000 zł może z lewarem wystawić 105 000 zł. Czyli na jedną akcję klienta z 5000 zł bez lewaru, on dostanie 21.

Gdyby nikt nie wziął lewaru, akcji i tak dla wszystkich by nie wystarczyło. Czyli każdy został by objęty redukcją. Ponieważ zaś wszyscy lewar wezmą w rozkładzie akcji nic się nie zmieni. Stosunek 5000 zł do 10 000 zł jest identyczny jak 105 000 zł do 210 000 zł. Wzrośnie tylko ryzyko inwestycji, gdyż nakłady wzrosną o koszt prowizji. Lewar okazuje się więc nie niskooprocentowanym kredytem dla inwestorów, ale haraczem za przystąpienie do inwestycji wynoszącym dokładnie 5% wkładu. Bank ma z tego same korzyści, bo ryzyko niespłacenia kredytu nie istnieje.

Rzućmy jeszcze okiem na sytuację indywidualnego inwestora. Znajomy makler ocenia, że będzie bardzo dobrze jeśli akcje skoczą o 20% do góry, a redukcja obejmie 50% wkładu własnego. Wtedy indywidualny inwestor zarobi 500 złotych z czego połowę od razu odda bankowi. Wystarczy jednak, że akcje wzrosną o 15%, a redukcja sięgnie 80%, co jest zdecydowanie bardziej realne. Inwestor zarobi wtedy 150 zł czyli do całej zabawy dołoży jeszcze 100 zł dla „pomocnego” banku.

Jako, że bank głupi nie jest, a ja mam zamiar zabawić się w przewidywacza przyszłości, widzę podział zysku na 5:1 dla banku. (W zamierzchłych czasach w „Magię i Miecz” grałem najczęściej jasnowidzem, więc może coś mi z tego jeszcze zostało.)

Reklamy