Postaci: Bóg, pisarz natchniony.

Pisarz (pociągając konkretnie obrzędowego wina): Wczoraj natchnąłeś mnie abym opisał piąty dzień stworzenia świata. Mamy już na ziemi zwierzęta. Teraz przyszedł czas na nas, na ludzi.
Bóg: A więc na przestrzeni wieków zwierzęta ewoluowały.
– Znaczy, że co?
– No, zmieniały się. Te, które były lepiej przystosowane do środowiska wypierały te gorsze i zajmowały ich miejsce.
– To tak jak wilki zjadają owce?
– No nie dokładnie.
– Czyli jak?
– Na przestrzeni wielu wieków, kolejne rodzące się pokolenia były coraz lepiej przystosowane do otaczających warunków. Wilki, dajmy na to, biegały coraz szybciej, coraz lepiej organizowały stada, miały coraz lepszy węch, aby lepiej polować na zwierzynę.
– Czyli, że wilk był coraz lepszym wilkiem?
– Dokładnie!
– To nie mógł od razu być doskonałym?
– No nie, cieszy mnie rozwijający się świat, lubię obserwować zmiany. Tak też powstali ludzie. Waszymi dalekimi kuzynami są małpy.
– Żartujesz, Boże?
– To absolutna prawda.
– Chcesz powiedzieć, że jakaś zjadająca banany małpa kopulowała z inną małpą i z tego wziął się tak świątobliwy mąż jak Mojżesz?
– Potrzeba było na to wielu lat…
– Ja tego nie napiszę. Mojżesz rozwali mi głowę tymi kamiennymi tablicami jak się dowie, że jego dziadkowie byli cali owłosieni i mieszkali na drzewach.
– Ale to prawda.
– Prawda, prawda… A komu to potrzebne? Czy małpy mają pejsy? Czy budują świątynie? Czy uprawiają rolę? Jak z owłosionej i bezmyślnej istoty mogło się narodzić coś takiego jak my? Żeby chociaż Egipcjanie. Oni są ciemniejsi od nas. Niech oni pochodzą od małp.
– No to niby skąd mieli by się wziąć ludzie? Ulepiłem was z piasku?
– Tak! Świetny pomysł. Nie z piasku, a z gliny. Piasek się nie lepi.
– Ale to bzdury. Będziesz to opowiadał swoim dzieciom?
– Bzdury, nie bzdury. Tu chodzi o moją głowę. Piszę „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi…”.

Nagle gwałtownym potrząśnięciem natchniony pisarz zostaje wybudzony z transu.
Mojżesz: Nie po to tu siedzisz żeby się upijać obrzędowym winem. Co tam usłyszałeś? Gadaj!
Pisarz: Eeeee…..
– No! Tylko żadnych herezji w rodzaju wielkiego wybuchu czymkolwiek by to nie było… Mów co zapamiętałeś.
Pisarz poszukuje gwałtownie „natchnienia”:
– No więc… Jesteśmy dziećmi Boga, a Egipcjanie to małpy.
– I o to właśnie chodzi!

Reklamy