Harry Potter ostatecznie się zakończył. Nareszcie „ci-którzy-go-nieczytali-ale-wszystko-wiedzą” mogliby odetchnąć z ulgą. Mogliby ale ponieważ ich wiedza o książce nie wykracza poza wyrwane z kontekstu zdania, będą żyć w obawie, że pojawi się jeszcze kolejna (lub kilka kolejnych) część przygód małego okultysty. Ostatecznie idea kontynuowania już zdecydowanie zakończonych historii w świecie „Rambo 4” nie jest nieprawdopodobna.

Harry Potter najwyraźniej komuś podpadł. Tym razem jednak nie najwyższym hierarchom tej czy innej religii, choć i kardynał Ratzinger zdecydował się coś w tej sprawie napisać, ale jakiejś niszowej grupie krytykującej z założenia wszystko co jest popularne, a nie promuje chrześcijaństwa. Ludzie ci dumni z tego, że potrafią wyrobić sobie jasne zdanie na jakiś temat nie mając o nim żadnego pojęcia wytaczają przeciwko Potterowi argumenty, którymi strzelają Panu Bogu w okno lub ewentualnie dowodzą swojej własnej niekompetencji.

Twierdzenie, że Harry Potter promuje okultyzm jest równie niedorzeczne, co podejrzewanie Tolkiena o próby zastąpienia mitologii chrześcijańskiej. Zabawa w to, że świat Potterowski istnieje naprawdę nie jest chyba większym dziwactwem niż wysyłanie do angielskiego profesora listów z prośbą o opis istniejących w Śródziemiu gatunków roślin czy zwierząt. Myślę, że dla żadnego czytelnika nie ma wątpliwości, że świat stworzony przez Rowling nie istnieje, albo istnieje w tym samym stopniu, co Belegiad czy inne krainy powoływane przez autorów książek i opowiadań. Mogli byśmy co najwyżej bardzo życzyć sobie, aby ów świat istniał. Niemniej nie ma żadnej możliwości stworzenia na podstawie Porterowego świata jakieś okultystycznej nauki czy sekty. Jest on w gruncie rzeczy bardzo niedopracowany, zapewne wewnętrznie sprzeczny, ale i ten fakt na zarzut wobec Rowling się nie nadaje, bo nie o stworzenie kompletnego alternatywnego świata autorce chodziło.

Również odwoływanie się do swojego wątpliwego autorytetu i straszenie czytelników rzekomymi antywartościami dowodzi nie tylko selektywnej pamięci, ale i manipulacyjnych skłonności Potterowych adwersarzy. Słowo „antywartości” mówi bardzo niewiele bez jednoznacznego określenia, czym są wartości, jakie wartości są dobre i dlaczego to co jest po drugiej stronie naszych dobrych wartości (a tych stron może być wiele) ma być akurat złe. Sam poddałem wnikliwej analizie te występujące w książce i znalazłem kilka podejrzanych: miłość, przyjaźń, odpowiedzialność, ciekawość świata, umiejętność budowania partnerskich relacji z innymi ludźmi. Przerażające, prawda?

To co mi wydaje się największym problemem dla adwersarzy Pottera jest nie tyle okultyzm i antywartości, ale to, że ich własne słowa, osób aspirujących do bycia wychowawcami współczesnej młodzieży, przypominają rzucanie grochem o ścianę.

Myślę, że aby Harry Potter był zły konieczne jest wcześniej wykreowanie idealnego świata, który z rzeczywistością nie ma nic wspólnego, ale który znakomicie rozgrzesza nieudolności jego twórcy. Świata gdzie bezwzględnie posłuszne dzieci we wszystkim słuchają swoich rodziców oraz tych „dobrych i mądrych” dorosłych. Gdzie największym problemem nastolatków jest to jak z możliwie największym zrozumieniem przyswoić zadane w szkole kolejne partie materiałów. Gdzie piętnastolatki karnie trzymają się za ręce przed klasą, w ławkach siedzą bez szmerów, a po lekcjach wytrwale dyskutują o tkankach, poświęceniu „Siłaczki” oraz wzorach skróconego mnożenia. Całe zadanie nauczyciela w tym świecie to przedstawianie wartościowych treści i wyrażanie jedynie słusznych sądów. A jeśli dzieci nie pasują do tego modelu to głównie z winy swoich zagonionych i nie zainteresowanych nimi rodziców oraz agresywnych mediów i firm promujących konsumpcjonizm. Tym to wyznawcom nieistniejącego porządku trudno jest zrozumieć, że dzieci mogą mieć jakieś emocje, marzenia i wyobrażenia o świecie, które nie są tylko nieudolną kopią dorosłego „dobrego” świata.

Rowling wzięła na siebie ogromną odpowiedzialność, której jak myślę w dużej mierze podołała. Pokazała nastolatkom problemy z którymi muszą się zmierzyć na co dzień: samotność, brak zrozumienia, nawiązywanie przyjaźni, zaufanie, autorytet, uczciwość, popularność, cierpienie, gniew, żal i wreszcie śmierć. Zrobiła to jednocześnie w sposób fascynujący dla nastoletniego czytelnika i, jak dla mnie, niezwykle kształcący. Myślę, że zapełniła próżnię, której w ostatnich latach nikt w sposób umiejętny wypełnić nie potrafił: rozwoju emocjonalnego nastoletniego człowieka. Zwykle mieliśmy tutaj takich wychowawców (i rodziców), którzy jedynie potrafią obrażać się na to, że młodzi ludzie są jacy są, albo takich, którzy udają, że problem ten nie istnieje, bo nie wiedzą jak sobie z nim poradzić. Jeśli pojawiały się jakieś sensowne alternatywy to raczej lokalnie i sporadycznie (niestety).

Jeśli więc bycie dumnym mugolem ma oznaczać jedynie impertynencję, zgrywanie mądrego w tematach, o których się nie ma pojęcia i obrażanie się na rzeczywistość to zaiste więcej nam trzeba czarodziei we współczesnym świecie.

Reklamy