Lesio już od rana był w złym humorze. Tuż przed świtem obudził go przerażający koszmar, w którym potężny zamek z piasku zbudowany przez Jego Brata, przywaliła zupełnie niespodziewanie, wyłaniająca się z morza platforma. Otworzył oczy, ale nie chciało mu się wstawać. Bał się nawet odsłonić okno. Leżąc więc niespokojnie przez trzy kwadranse czekał, aż pokojówka przyjdzie i przygotuje pokój do porannej toalety. Nastroju nie poprawiła mu nawet poranna wizyta mamy, która od czasu, gdy Jego Brat polubił jeszcze bardziej samotność spędzała więcej czasu z Lesiem. Na śniadanie dostał pożywne i zdrowe płatki kukurydziane z mlekiem, które tak uwielbiał. Tym razem jednak, mleko smakowało jak stęchła woda, a zupka zbyt szybko utraciła swoją uroczą chrupkość.

Nie chciał włączać telewizora. Choć może chciał. Nie, nie! Z całą pewnością włączanie odbiornika przy tak złym humorze było fatalnym pomysłem. Mimo to, jakaś magiczna siła kazała mu wyciągnąć rękę po pilota. Przez chwilę miał nadzieję, iż uda się wybrać chociaż któryś z mdłych porannych programów o niczym. Chwilę walczył z samym sobą, by moment później bezsilnie obserwować, jak jego palec ląduje na przycisku uruchamiającym najpopularniejszy kanał informacyjny.

Jeszcze zanim rozbłysł ekran, jego oczy zaczęły się szklić. Zanim pojawiła się fonia, jego twarz przeszył płaczliwy grymas. Jak przez mgłę zobaczył uśmiechniętego mężczyznę, który ze swobodą (swobodą, która nigdy nie była mu dana) odpowiadał na jakieś pytania dziennikarzy. Zanim rozumiał pierwsze słowo, pokój wypełnił przerażający ryk.

– Mamo! Mamo! On mnie obraża! Mamo! – Drzwi otworzyły się z głośnym hukiem i do pokoju wbiegła, potrącając pokojówkę starsza kobieta.

– Co się dzieje synku?! Co się dzieje?! Znowu on? Co ci zrobił?

– Mamo! – krzyczał Lesio – bo… bo… – zakłał – bo on mnie obraża.

– A co on znowu powiedział?! Co powiedział syneczku?! – Mama usiadła na łóżku obok Lesia mnąc czystą i pachnącą kołdrę w krzykliwe żółte kaczuszki.

Lesio zalał się płaczem.

– Nic – odezwała się obserwująca wszystko beznamiętnym wzrokiem pokojówka – Nic nie powiedział. Jak byś nie widział, albo nie słyszał to on cię przeprosił.

– Nie prawda… nie przeprosił… on tak tylko powiedział… ale on wcale tak nie myśli… a to jest najgorsze obrażanie… gdy ktoś coś udaje, a myśli inaczej… – Lesio kolejny raz zaniósł się płaczem.

Mama nachyliła się aby pogłaskać Lesia, ale w tym samym momencie wystraszył ją kolejny ryk.

– Ooooo! On znowu coś mówi! Obraża mnie! Obraża!

– Mówi, że rozpoczął budowanie… – syknęła nieco już zirytowania pokojówka.

– No, a to nie jest obrażanie?! Kto mu pozwolił? Nikt. Rządzi się jak by to było jego podwórko… Spieprzaj dziadu! – warknął nienawistnie – A ty bądź cicho, bo cię zwolnię! – ryknął w stronę podwieszającej zasłony pokojówki.

– Lesio! Wyrażaj się! Co to za słownictwo… – uniosła się mama.

– Sam się zwolnij! – odparła pokojówka – Moje wypowiedzenie leży u ciebie od dwóch tygodni. To ty masz problem, bo nikt w tej chałupie nie może wytrzymać dłużej niż dwie godziny…

– Przestańcie się awanturować! To nie jest przedszkole. – włączyła się mama Lesia.

Przez otwarte drzwi wszedł mężczyzna, który nie okazując zaskoczenia całą sceną spokojnym głosem zaczął odczytywać harmonogram dnia.

– Odwołaj wszystko! – ryknął Lesio – Dzisiaj i w ogóle. Nie wyjdę z tego pokoju do póki on NAPRAWDĘ mnie nie przeprosi! O!

– Jak to wszystko? Za dwa tygodnie jest pierwsze…

– Wszystko! A tam to szczególnie nie pójdę… O nie! Jak on się tak zachowuje, to ja się z nim spotykać nie będę…

Reklamy