Odejść od zmysłów można z różnych powodów. Człowiek jest istotą, która z relatywnie dużą łatwością ogarnia otaczający ją świat. I czasem może dopaść go przerażająca jasność związana z jego stanem obecnym lub przyszłym. Dajmy na to przytłaczające poczucie swojej absolutnej niemocy sprawczej. Albo dostrzeżenie roli i znaczenia swojej osoby we wszechświecie (dla niezorientowanych proponuję wyliczyć stosunek masy własnej do masy wszechświata). W lekkich przypadkach mogą pomóc proste środki zaradcze (piosenka Anny Marii Jopek o łódeczce), ale czasem, szczególnie w przypadku umysłów o dużej skłonności do melancholii, popadnięcie w obłęd wydaje się nie tylko nie uniknione, ale i konieczne (wszak lepiej odejść od zmysłów niż zwariować).

Są też przyczyny bardziej prozaiczne, nieco mniejszego kalibru, choć równie katastrofalnych skutkach. Nieszczęśliwa miłość, stres przed życiowymi egzaminami, samotność, czy nieumiejętność odnalezienia się w świecie mogą być równie dobrymi przewodnikami do krainy szaleństwa, co nadmierna melancholia. Jeśli jesteśmy empatyczni, łatwo nam będzie odnieść się do cudzych problemów tego rodzaju ze zrozumieniem (choć zapewne nie bezgranicznym). Pewnym impulsem do refleksji może być na przykład fakt, że nasza bliska koleżanka nie może żyć właśnie bez tego spasionego moczymordy i prostaka, gdy tylu podobnych osobników (czasem z większym wachlarzem zalet) błąka się po świecie.

Book2

Istnieje też trzecia grupa przyczyn prowadząca ludzi do obłędu. Ich skutki nie są może, aż tak negatywne, a ich wpływ nie jest może ciągły, ale biorąc pod uwagę dostępność lekarstwa, trudno znaleźć usprawiedliwienie dla kogoś, kto w to szaleństwo popada.

Dla opisania tego przypadku posłużę się ankietą, którą można przebadać dowolnego człowieka, zdobywając jednocześnie dobre rozeznanie o stanie umysłowym badanego. [Są też przykładowe odpowiedzi.]

1. Czy uważasz, że można spędzić sympatyczny wieczór z dziewczyną, siedząc z nią w restauracji, w której jest taki tłok, że sąsiad wkłada ci łokcie do zupy, kelner co rusz niechcący oblewa was sosami z dań, a gwar jest taki, że nie słychać własnych myśli?

Odpowiedź badanego: Nie.

2. Czy uważasz, że jest sens płacić dwa razy więcej za coś. co dzień wcześniej lub dzień później można mieć w normalnej cenie?

Nie.

3. Czy uważasz, że kupowanie tandetnych kartek i wypisywanie romantycznych wypocin, tylko dla tego, że grupa żądnych zarobku handlarzy twierdzi, że jest to absolutnie konieczne, może być podstawą do budowania trwałego i ciekawego związku z inną osobą?

Nie.

4. A gdzie idziecie na Walentynki?

Oj stary, po tygodniu dzwonienia ostatecznie udało mi się załatwić dwa miejsca siedzące w McDonaldsie przy dworcu. Miejsca może nie są luksusowe, bo przy ladzie, ale i tak jest nieźle. Stawiali nawet stoliki w toalecie!

Skąd wiesz?

Jeden facet, co ma taki stolik, dawał mi 500 zł żebym się z nim zamienił. O, i nawet kartkę kupiłem. Obrzydliwa, ale innych nie można było dostać.

W pierwszym z badanych przypadków mówić można niemal o uznaniu i szacunku dla kogoś, na kogo ponadprzeciętne możliwości umysłowe i jednoczesna wrażliwość ściągnęły ostatecznie nieszczęście. Dla drugiego z naszych bohaterów zarezerwowane mamy współczucie. A jakie uczucia żywić będziemy w trzecim przypadku? Chyba tylko zdumienie dla ludzkiego braku wyobraźni, jakie ujawnia się u nas podczas obserwacji zachowań bohaterów w filmach klasy B.

Trudno jednak odcinać się od kultury masowej. Obrażanie się na rzeczywistość dowodzi sprawności naszych władz umysłowych, ale odcina nas od żywego społeczeństwa i ujawnia brak kreatywności.

Book3

I tutaj moja droga czytelniczko lub czytelniku chciałbym cię zachęcić do zabawy, która od jakiegoś czasu jest naszą domową, świecką tradycją. Idźcie na wspólne wyjście w jakimś innym terminie niż ten nieszczęsny 14 luty, a zaoszczędzony czas i nerwy poświęćcie na poszukiwanie dla siebie wyjątkowych prezentów i związany z nimi konkurs:

Wygrywa ten kto znajdzie najbardziej żałosny, tandetny lub obrzydliwy walentynkowy gadżet dla drugiej osoby.

Kupa przy tym zabawy, radości i śmiechu nie tylko podczas wręczania ale i w trakcie samych zakupów. Sprawdźcie jak działa na sprzedawcę pytanie: „Jak Pan myśli, czy to jest wystarczająco tandetne?”

W zeszłym roku żona zmiażdżyła mnie zupełnie swoim prezentem, ale w tym roku się nie dam!

Reklamy