Tagi

, ,

Powiedzenie, w kontekście wiary w Boga (bogów), że zero nie jest jakąś wyjątkową liczbą pośród innych, wydaje się na pierwszy rzut oka trafnym prztyczkiem w ateistyczny nos. Jednak czy na pewno zero nie jest wyjątkowe? Toż to produkt arabski, zapewne rzucony na Zachód, aby zniszczyć moralnie naszą cywilizację…

*

Wyobraźmy sobie, że wierzysz, iż istnieje tajemniczy bóg Komerou, który wymaga od każdego człowieka, aby co najmniej raz w tygodniu zjadł dobrze przyprawione golonko i popił je dwoma kuflami piwa, w innym wypadku zsyłając na niego nieszczęścia. Czy to w jakiś sposób wpłynie na Twoje działanie? Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż do owego polecenia się zastosujesz, nawet jeśli golonko nie należy do Twoich ulubionych dań.

Wyobraźmy sobie dalej, iż istnieje równie tajemniczy bóg Hokito, który zapewnia długotrwałe szczęście jeśli co jakiś czas przeczytasz filozoficzną książkę i pod żadnym pozorem nie będziesz wciskał kotom miodu.

Weźmy kolejnego boga Pakona żądającego regularnych wizyt w operze i może jeszcze Torlanda oczekującego corocznego zwiedzania miasta bogatego w perełki architektoniczne i przyjaznej dyskusji na kontrowersyjne tematy przy szklaneczce czegoś wyskokowego.

* *

Pierwszą różnicą jaka istnieje w przypadku wiary i niewiary w tajemniczą czwórcę jest to, że wykonujesz pewne czynności z powodów, których związek z samą czynnością jest co najmniej niejasny. Oczywiście filozofowie do dzisiaj nie mogą dojść do ładu ze strukturą działania, powodami i przyczynami niemniej istnieje jakaś różnica między zjadaniem golonki z przyjaciółmi pod wpływem głodu i chęci spędzenia miło czasu, a wykonywaniem tej samej czynności powodowanej zapewnieniem sobie wiecznego szczęścia. O ile istnieje możliwość zbadania i opisania w jaki sposób golonka zaspokaja głód, o tyle nie istnieje możliwość opisania wpływu golonki na wieczne szczęście. Choć pewnie nie trudno będzie nam znaleźć argumentującego za tym ostatnim.

Po drugie ateizm w swojej najczystszej postaci nie wymusza reakcji. Co ostatnio zrobiłaś w związku z tym, że nie wierzysz w Hokito i Torlanda? Jeszcze chwile temu nie wiedziałaś, że podawanie kotom miodu może stać na przeszkodzie szczęśliwemu życiu. Nie chodziłeś i nie zachęcałeś do niewiary w Pakona. Nie opisywałeś jak wpływ nieistnienia Komerou odmieni świat. Ateizm nie oferuje niczego, nie zachęca, nie wymaga i nie obiecuje. Oczywiście można z ateizmu zrobić ideologię, tworzyć listy ateistów, pisać książki, argumentować, wyśmiewać, itd. Jednak w najczystszej postaci ateizm jest prostym stwierdzeniem, że coś (ktoś) nie istnieje. Nie ma Komerou. Nie ma Hokito. Nie ma Pakona. Jestem głodny. Mam golonkę i miód… może uda się coś z tego upichcić?

* * *

Faktem, który może podważyć tego rodzaju rozważania jest to, że świadomy ateizm zawsze jest decyzją odrzucenia czegoś i to decyzją o przebiegu bardziej skomplikowanym niż odrzucenie w tej chwili Torlanda, o którym przed momentem napisałem. Musi istnieć jakaś wiedza na temat Boga, aby można było ją odrzucić. Trudno mówić o dwuletnim dziecku, że jest ateistą – ono jeszcze nie zdecydowało kim jest. Podobnie większość ludzi nie zdecydowała (jeszcze) czy zostanie wyznawcami Hokita.

Niemniej, czy czystym (jeśli można go tak nazwać) ateizmem nie jest właśnie nieświadomość pewnych faktów? Czyż najbardziej ateistycznym nie będzie człowiek na którego działania nie mają wpływu konsekwencje istnienia Boga? Czyż nie jesteśmy atorlandami i apakonami? Czyż wszyscy, którzy nie przeczytali tego tekstu nie są nimi również?

Można wyobrazić sobie ateizm nie będący antyteizmem. Ateizm, którego jedynym wnioskiem jest to, że człowiek jest sam i sam musi sobie radzić na tym świecie. Tego rodzaju ateizm ma się zresztą bardzo dobrze w rozmaitych dziedzinach naszego życia. Nowoczesne społeczeństwo jest w taki ateistyczny sposób zorganizowane – istnieje nie przeciwko Bogu, ale zupełnie ignorując jego istnienie…
ale o tym za czas jakiś, choć temat ostatnio nieznośnie mi umyka.

Reklamy