Wychowanie poprzez wzbudzanie strachu ma długą tradycję i z biegiem lat nie traci na popularności. Przyjmuje ono różne formy i w zasadzie, nadaje się do zastosowania w każdych warunkach. Nauczyciel gimnazjum opowiada o tym jak to trudno będzie w liceum. Rodzic straszy przedszkolaka wilkami chodzącymi w nocy po ulicach. Dorosły roztacza przerażające wizje „prawdziwego” świata nastolatkowi. Wtedy to dopiero zobaczysz!, Tam już nie będzie pobłażania!, W końcu dowiesz się jak to jest w rzeczywistości! słyszą ludzie i próbują dociec, co jest tego celem.

Metoda.
3036108956_c903aedd8c_m

Metoda wychowania poprzez strach polega na przedstawieniu drugiej osobie wizji świata, który rzekomo się zna. Przedstawienie to musi być negatywne, co bardzo często domaga się wizji subiektywnej i nierealnej, wzbogaconej o elementy, których ofiara się boi. Możliwości są tutaj rozległe, a najprostszą jest straszenie nieznanym z pozycji wiedzy: „Tam jest strasznie. Ja to wiem, bo sam już tego doświadczyłem (lub: bo znam się na tym).” Odróżnia to tą metodę od uczenia poprzez opis rzeczywistości. Edukacja pełna jest sytuacji, w których celem nauczającego jest możliwie obiektywne (intersubiektywne) zapoznanie wychowanków z rzeczami, których poznać bezpośrednio nie mogą. Czym innym jest jednak opowiadanie o gwiazdach w sposób (dajmy na to) naukowy, a czym innym roztaczanie wizji nieba spadającego na głowy.

Do tego konieczna jest niemożność weryfikacji informacji przez straszonego. Człowiek nie może na podstawie własnego doświadczenia rozstrzygnąć, czy to co mówi straszący jest zgodne, czy niezgodne z rzeczywistością. Jest to jednocześnie granica metody. Nastolatka trudno straszyć potworami wypełniającymi ulice po zmroku, właśnie dlatego, że on wie jak po zmroku wyglądają ulice.

Korzyści pedagogiczne.

Chociaż metoda w działaniu wybiega czasem w odległą przyszłość, jej zyski są zdecydowanie bardziej krótkowzroczne. Celem tej metody jest wymuszenie posłuszeństwa w teraźniejszości, sparaliżowanie ofiary i wzbudzenie poczucia niepewności. Niepewność ta odnosi się przede wszystkim do ofiary, do jej własnych zmysłów i rozeznania w świecie. Straszący mówi: Ty nie wiesz – jesteś w jakiś sposób upośledzony. Ja wiem. Oddaj mi siebie i rób to co Ci polecam wtedy nie będziesz musiał się bać. Jeśli więc doświadczasz terapii strachem, o pełnym rozwoju osobowości nie masz co marzyć.

Efekty ostateczne.

Ostatecznym efektem odpowiednio rozległej formy tego rodzaju działania jest pełne ubezwłasnowolnienie człowieka. Zaszczepienie bezradności w jego działaniach i myślach, a w odpowiednich warunkach podkopanie rozeznania co do własnych intencji. Ofiara jest bezradna i zdana na łaskę wiedzącego. Staje się jego dobrowolnym niewolnikiem w obawie przed nieznanym. Boi się nawet siebie.

Obrona z efektów.

hit Obrona wcale nie jest łatwa. Ucieczka od straszącego nie usunie zasianych ziaren niepewności. Każde potknięcie zawsze może być interpretowane jako dowód na potwierdzenie tez straszącego, a potyka się przecież każdy. Konieczne jest przywrócenie w umyśle pewności w stosunku do samego siebie. Zaufanie sobie, można by rzec. Gdy spotykają się wizje świata – własna oraz zewnętrzna (rzekomego) eksperta – ekspert zawsze ma nie dającą się usunąć przewagę – może wiedzieć coś więcej, co przed nie-ekspertem pozostaje zakryte.

Obroną jest uświadomienie sobie, iż tego rodzaju nauczanie dla kogoś, kogo celem jest nasze dobro jest kontrefektywne. W wyniku terapii strachem dostajemy bezmyślność i bezradność, a to jest nie do pogodzenia z naszym osobistym dobrem (przynajmniej w naszej kulturze). Człowiek stosujący więc tego rodzaju metody jest albo głupcem, albo manipulatorem i jako taki na przewodnika nie nadaje się wcale.

Posłowie.

Pozostaje pytanie, co w przypadku nieweryfikowalnych wizji, które same w sobie są przerażające. Weźmy dla przykładu taką apokalipsę ze spadaniem gwiazd i smokami w roli głównej. Moje pytanie w kontekście powyższego wywodu brzmi: a czemu to ma służyć?

Reklamy