Tagi

Wzięty z zaskoczenia przez leniwie upływający piątek oraz ujawnioną w jednej chwili wolną godzinę nie umiał oprzeć się zgromadzonemu w cieniu codziennych zadań natłokowi myśli. Czasowniki i rzeczowniki ostateczne rzuciły się na niego bezgłośnie, zdzierając wszelkie systemy ochronne w postaci niekończących się list zakupów, ‚gdzie ja to położyłem?’ i ‚trzeba to sprzątnąć’ Nawet od niechcenia zrobiona kawa postanowiła zupełnie wyjątkowo zadziałać. Dziecko spało, mając gdzieś fakt, że jest ostatnią deską ratunku.

Problem, którego rozwiązania znaleźć się nie spodziewał dotyczył chcenia jako takiego. Chcenie, ta ważna czynność życiowa, gotowość… w zasadzie gotowość potencjalna, namiastka gotowości, czy też może zaledwie gotowość do gotowości. ‚Chciałbym…’

Ubóstwiane przez świat, zwłaszcza świat sprzedawców i producentów chcenie potrafi być nie będąc, łapiąc Bogu ducha winnego delikwenta rozlanego na kanapie niczym ciasto naleśnikowe, lub też atakując znienacka w towarzystwie świeżej jak poranna rosa hostessy. ‚Chciej, a dostaniesz.’

Jednak, gdyby to była cała rola chcenia, nie warto byłoby zajmować się nim dłużej niż trwa mało produktywny kurs marketingu na wydziale Zarządzania Niczym i Biznesem. Tymczasem chcenie jest też czasownikiem ostatecznym i to właśnie w takiej formie, niczym demon rozciągnięty w czasie na całe jego życie, postanowiło go dopaść. ‚Chciej.’

Czy warto coś chcieć? Co zrobić, aby przestać tylko chcieć? I co zrobić jeśli niczego się nie chce? Przypomina to trochę plan pracy na resztę życia i jeszcze inne życia trzy. ‚Dzieło monumentalne. Piramida Cheopsa ułożona przy pomocy dziecięcych foremek, kiedy ja jestem zaledwie uczulony na banany i marchewkę.’ Może więc jednak po prostu nie chcieć… tyle, że niechcenie może być zaledwie jakąś wersją chcenia, zostawiając nas w tej samej ślepej uliczce co zawsze. Mamiąc nas słodkim szczęściem nicości. Obiecując nic na wierzbie i to samo nic na sośnie. Skądinąd nic na wierzbie zdecydowanie łatwiej obiecać nic na wierzbie gruszki.
‚Na prawdę?’ zapytał z wyższością belfra z wypaleniem zawodowym jako chorobą zdiagnozowaną.
Znów kozi róg. Był szybszy od samego siebie.

Czyli co? Rzekoma błogość niechcenia jako ideał życia.

Obawiał się, że z życiem jest jak z naturą – próżni nie zniesie. Nie wypełnisz swoim, dostaniesz cudze, zanim ustalisz dokładnie, czy na prawdę nie chcesz, czy to może jednak zaledwie złudzenie. Można by więc chcieć nic nie chcieć. Ale to nieuchronnie przenosi nas do pytania numer jeden. Czego chcesz i czy to warto? Zazdrościł tym, którzy potrafili rozpędem przeskoczyć nad pytaniem i zdobywać świat, bo muszą, bo mają pewność, bo nic innego ich nie interesuje. On musiał wracać. Niczym rodzic wychodzący do sklepu z dwulatkiem, przygotowywał się, ale wiedział, że daleko nie odejdzie. Że zanim dotrze do połowy będzie musiał wrócić. Wiary, zamykania oczu, bicia głową w mur, aby zagłuszyć myślenie nie starczało na długo. Nie umiał tak po prostu uprzeć się i nie krzyknąć prędzej, czy później ‚Sprawdzam’. Bóg był kiepskim graczem, umyślnie lub nie, nie dawał sobie wygrać. Sam widział wyraźnie, że łażenie w kółko nie miało najmniejszego sensu, ale każda podróż prędzej czy później zdawała się być fałszywa.

A może to tylko kwestia ćwiczeń w zamykaniu oczu?

‚no i nie jest tylko ważne jakie są nasze potrzeby, ale również kwestia tego, co Pan by chciał, jakie są Pana oczekiwania…’
‚Śniadanie bym zjadł. Może…’

Reklamy