Moc illokucyjna.

Być jak urzędas.

Opublikowany w edukacja, refleksje by dru' w dniu maj 15th, 2008

Gdy sekretarka zapytała czy mam ochotę uczestniczyć ze strony uczelni jako obserwator matur zgodziłem się z radością okraszoną sentymentem. Wypełniłem druczek gdzie wpisałem moje stare liceum oraz matematykę jako przedmiot i pozostało mi oczekiwanie na potwierdzenie z OKE.

Przypomniał mi się ten gwar tuż przed egzaminem, mamy przygotowujące kanapki dla komisji, wszechobecne zdenerwowanie, umawianie się na przesyłanie ściąg czy uzgadnianie czasu (regulaminowego) wyjścia do toalety, aby porównać rozwiązania. Fajnie byłoby to przeżyć jeszcze raz, pomyślałem, tym razem siedząc po tej bezpiecznej stronie.

W pamięci utkwił mi też uczelniany przedstawiciel w komisji, dzięki któremu matura była jednocześnie traktowana jako egzamin wstępny. Siedział tam sobie, pytania zadawał i obżerał się tymi pysznymi kanapkami.

Auric Hand

Uzbrojony więc w pismo i palmtopa (jak by nudno było) stawiłem się w budynku lekko spóźniony. Woźnej o miejsce matur spytać się nie dało, bo w jej kantorku postawiono ksero do którego cisnęło się co najmniej kilkanaście osób. Zrezygnowany zapytałem przypadkowych uczennic (ładne, w tej kwestii niewiele się zmieniło) i ruszyłem szybko we wskazane miejsce. Wpadłem na komisję z dyrektorem w momencie wejścia do sali i z gorącym sercem, otoczony żywymi wspomnieniami, przedstawiłem się oraz opowiedziałem kim jestem. Tymczasem, pan dyrektor przywitał mnie z lodowatą uprzejmością. A gdzie chleb i sól? Gdzie kanapki? Gdzie chór dziewic witający dawno niewidzianego abiturienta? Dyrektor jedynie pouczył mnie, iż wchodzenie na salę z komórkami, sprzętem elektronicznym, torbami, czy siatkami jest zdecydowanie zabronione. Pamiętam człowieka jako młodego nauczyciela, który z flagą UPR w klapie pewnie poruszał się po wąskich korytarzach. ‘Z liberała urzędasem? Och ty, zdrajco!’ - pomyślałem sobie. Po umieszczeniu rzeczy zakazanych we wskazanym miejscu zostałem ulokowany w kącie sali uprzejmym dyrektorskim: A dla Pana mamy miejsce tam. Jad mu się z ust sączył, widziałem wyraźnie. Dwie godziny egzaminu pisemnego, siedem osób zdaje matematykę, nie wolno rozmawiać.

Auric Hand

Nauczycieli nie znam. Oni mnie też. Gapię się więc w akwarium, bo nic ciekawszego do roboty nie ma. Napowietrzacz buczy. Jeden z członków komisji prawie śpi i w zasadzie to jego walka ze snem zdaje się być najciekawszym fragmentem całego wydarzenia. Po trzech kwadransach absolutnej mordęgi decyduję się na opuszczenie sali. To już wolę „Złotopolskich” oglądać. Informuję przewodniczącą komisji o potrzebie opuszczenia sali, na co otrzymuję ciepłą odpowiedź, iż nie wolno, bo egzamin będzie unieważniony. Cenię swój czas, ale nie będę ludziom świństwa robił rzucając się do drzwi. Odchodząc zrezygnowany zręcznym ruchem zgarniam tablice matematyczne. Komisja krzywo się patrzy, ale awantury nie wszczyna. Za duży powstał by hałas. Przez następną godzinę odświeżam sobie wzory matematyczne, udowadniam oczywiste twierdzenia i rozwiązuję wymyślone naprędce zadania. W odruchu samoobrony zabrałem ze sobą jakieś nudne dokumenty i pióro dzięki czemu mam gdzie notować myśli. Na komisję nie patrzę, choć tego, że komisja intensywnie patrzy na mnie jestem pewien.

A miało być tak pięknie. Kanapki, wspomnienia, szeptane opowieści, chwile wzruszeń i małych radości. Tym czasem tylko zakazy, chłód i podejrzenia. Co się stało? (nie żebym się nie domyślał, ale dla lepszego efektu temat zostawiam na koniec)

Czas się kończy i po chwili ceregieli rozwiązania lądują w szczelnie zamkniętej kopercie, a my lądujemy w gabinecie dyrektora. Komisja o treści zadań dowie się z prasy.

Dyrektor równie uprzejmie co poprzednio pyta mnie o uwagi. Jakie ja mogę mieć uwagi? Że kanapek nie było? Że nikt mnie z radością do serca nie przygarnął? Dyrektor wspomina coś o tajnym protokole przygotowywanym przez poprzednich obserwatorów, listach jakichś i notatkach, co to pani z kuratorium (również obserwator) skrzętnie wypełniała. Patrzę na niego jak na wariata i walę otwarcie, że przyszedłem sobie szkołę pooglądać, co to ją od dekady nie widziałem i że mam ciekawsze rzeczy do roboty niż gapienie się w ścianę przez dwie godziny. Dyrektorowi trochę uśmiech się poszerzył, ale czy uwierzył w moją opowieść? Nie wiem. W końcu i były uczeń może robić za kuratoryjnego szpiega. Mnie fakty ułożyły się w zgrabną całość i zrozumiałem, iż zostałem uznany za ciemiężycielskie ramię nadzoru (że pedagogicznego, to już nikt nie wierzy). Potem jeszcze kilka uprzejmości, uścisk dłoni i zaproszenie na rok przyszły. Nie wiem czy skorzystam. Szkoda mi dokładać roboty administracji, a i wspomnienia bez takich wizyt się lepiej mają.

Spis treści.

Jak nauczyłem się widzieć aurę.

Opublikowany w mitologia współczesna by dru' w dniu maj 10th, 2008

Dotarwszy przypadkiem do fachowej literatury na temat widzenia aur otaczających ludzi, zostałem zaskoczony łatwością z jaką można ten fenomen energetyczny zobaczyć. Chwila skupienia, kilka dni ćwiczeń i dostajemy dostęp do rozległej wiedzy na temat emocji, czy przeszłości spotykanych osób. Rzućcie tylko okiem na te, znalezione tutaj, szokujące fragmenty:

(więcej…)

Matura, a życie indian.

Opublikowany w cytaty, edukacja by dru' w dniu maj 8th, 2008

W kulturze Zachodu, tej współczesnej, dojrzewanie to faza w rozwoju przede wszystkim biologicznym, charakteryzująca się burzliwością stanów psychicznych, które przyjęło się traktować jako nieuchronne. Wśród Indian północnoamerykańskich, w plemionach australijskich i afrykańskich, dojrzewanie uznawane i potwierdzane przez tak zwane rytuały okresu dojrzewania, to dojrzewanie przede wszystkim społeczne: obrzędy - bardzo zresztą odmienne w różnych społecznościach - stanowią wyraz uznania dziecka za osobę dorosłą, zdolną do pełnienia nowych zajęć i obowiązków. Jak pisze Benedict, w danej kulturze “rytuał okresu dojrzewania warunkuje nie dojrzewanie biologiczne, lecz to, co w danej kulturze rozumie się przez dojrzałość”. Fizjologiczny fakt dojrzewania, nawet tam, gdzie jest mocno akcentowany, interpretowany jest przede wszystkim w kategoriach społecznych.

(więcej…)

Scyzoryk vs Gilotynka do cygar.

Opublikowany w refleksje by dru' w dniu maj 1st, 2008

To co ostatnio chodzi mi po głowie jako temat posta nie jest ani odkrywcze, ani szczególnie intrygujące. Zagadnienie, należy do kategorii tematów “było dobrze, jest źle, będzie gorzej”, co skazuje je od razu na cybernetyczny niebyt. Co gorsza jedyna sensowna puenta prezentuje się nie lepiej niż podsumowanie niedzielnego kazania. Problem jednak w tym, że temat powraca do mnie z równą łatwością co melodia z bezlitośnie wygrywanych radiowych hitów. Za nic ma też wielokrotne próby wciśnięcia go w najgłębsze zakamarki pamięci. Czerpiąc więc z chrześcijańskich korzeni, niczym biblijny sędzia zanudzany przez równie biblijną wdowę sięgam ostatecznie po klawiaturę, aby mieć to wreszcie za sobą… (w zasadzie to sięgnąłem po nią już kilka zdań temu)

(więcej…)

Nowości.

Opublikowany w szaleństwo by dru' w dniu kwiecień 7th, 2008

Hoko napisał fajnego posta! Głównie jest o kotkach i innych dygresjach, ale jest też o innych sprawach, o których warto poczytać. Przede wszystkim, nie należy pomijać uwag o Komerskim oraz Fanatyku. Zdecydowanie brakło jednak uwag o mnie oraz linków do Gazety.pl, Onetu czy choćby takiej Rzepy.

A ja kupiłem sobie Jornadę 690.

Spis treści.

Korzyść krańcowa.

Opublikowany w kpiny, społeczeństwo by dru' w dniu kwiecień 7th, 2008

Warszawa dn. 4.04.2015r.

Urząd Ekonomizacji Życia
ul. Radosna 4
00-750 Warszawa.

Pan Jerzy Nadgrobski.

Szanowny Panie,

(więcej…)

Quiz histeryczny.

Opublikowany w film, samotniki by dru' w dniu marzec 29th, 2008

Spędzanie świąt w towarzystwie grypy żołądkowej sprawia, że telewizor staje się interesującą alternatywą dla ciągłego irytowania żony wizjami nieuchronnej śmierci w wyniku grypowych niestrawności. W tym to stanie półświadomości zrodził się pomysł na quiz inspirowany filmem „Król Artur”. Pytania nie są może jakoś szczególnie trudne, ale mniemam, iż odpowiedzi mogą w znaczący sposób poszerzyć wiedzę historyczną (i nie tylko).

(więcej…)

Ratavi i istnienie bogów.

Opublikowany w Ratavi by dru' w dniu marzec 12th, 2008

„Żyj jakby bogów nie było i miej nadzieję, że jednak istnieją.”

Ratavi siedział na rynku i niespiesznie jadł pomarańcze, które o tej porze roku były doskonałe. Bez większego entuzjazmu obserwował jak dwóch mężczyzn, w otoczeniu tłumu gapiów, spierało się o istnienie bogów. Byli to najznamienitsi filozofowie tego miasta, dlatego też dyskusja dla tłumu była niezwykle emocjonująca. Argumenty w pierwszej chwili sprawiały wrażenie druzgocących dla przeciwnika i dowodziły biegłości w myślach zarówno tego, który je przedstawiał, jak i tego, który był w stanie je odeprzeć. Pomimo tego, że dysputa trwała już długi czas nic nie wskazywało na to, aby miała się wkrótce zakończyć.

(więcej…)

Hoko.

Opublikowany w samotniki by dru' w dniu luty 28th, 2008

Wykluczający się stwórcy świata.

Opublikowany w mitologia współczesna, refleksje by dru' w dniu luty 12th, 2008

Z napisaniem tego wpisu nosiłem się co najmniej rok, ale brakowało albo danych, albo przekonania, że komukolwiek się to przyda, albo czasu i chęci. Ostateczna decyzja o przelaniu przemyśleń i przekonań na papier zapadła tydzień temu, gdy przeczytałem na blogu „Niedowiary” pytanie (parafrazuję): „Dlaczego Kościół nie chce zaakceptować ewolucji?” W samym tekście odpowiedzi nie znalazłem, a do czytania komentarzy, których jest więcej niż 20, nigdy nie mam cierpliwości. Było nie było, jeśli osoby o tak szerokich horyzontach i wiedzy zadają takie pytania, to z pewnością nie będzie wielkim nadużyciem, jeśli udzielę na nie odpowiedzi. Nawet żyjąc w przekonaniu, iż ktoś tą pracę już pewnie wcześniej wykonał.

(więcej…)

Gadżet dla ukochanej.

Opublikowany w społeczeństwo, szaleństwo by dru' w dniu luty 2nd, 2008

Odejść od zmysłów można z różnych powodów. Człowiek jest istotą, która z relatywnie dużą łatwością ogarnia otaczający ją świat. I czasem może dopaść go przerażająca jasność związana z jego stanem obecnym lub przyszłym. Dajmy na to przytłaczające poczucie swojej absolutnej niemocy sprawczej. Albo dostrzeżenie roli i znaczenia swojej osoby we wszechświecie (dla niezorientowanych proponuję wyliczyć stosunek masy własnej do masy wszechświata). W lekkich przypadkach mogą pomóc proste środki zaradcze (piosenka Anny Marii Jopek o łódeczce), ale czasem, szczególnie w przypadku umysłów o dużej skłonności do melancholii, popadnięcie w obłęd wydaje się nie tylko nie uniknione, ale i konieczne (wszak lepiej odejść od zmysłów niż zwariować).

(więcej…)

Teolog niepokorny.

Opublikowany w refleksje by dru' w dniu styczeń 28th, 2008

Chyba bez echa przebiegła przez media wiadomość o tym, że Tomasz Węcławski zdecydował się opuścić Kościół Katolicki. Nikt publicznie nie wyrywał włosów z głowy, nie załamywał rąk ani, co jest niemal nagminne w zdarzeniach o znacznie mniejszej randze, nie odsądzał Węcławskiego od czci i wiary. A sprawa jest poważna. Węcławski nie był biernym uczestnikiem niedzielnych nabożeństw, trwającym w półśnie na każdym kazaniu. Nie był również katolikiem choinkowo-jajecznym. Był i jest znanym teologiem, o którego otarł się chyba każdy, kto choć marginalnie interesował się nauką o Bogu. Jego odejście od kościoła można natomiast zakwalifikować do zdarzeń o znacznie większej randze niż idiotyczne wypowiedzi pani Senyszyn, problem religii na świadectwie czy dyskusje na temat majątku księdza Rydzyka.

(więcej…)

Dziecko – ostatnie starcie.

Opublikowany w edukacja, szaleństwo by dru' w dniu grudzień 22nd, 2007

I oto przed Państwem, najbardziej emocjonujące dzisiejszego popołudnia, starcie dwóch potęg wychowawczych. W lewym narożniku łóżeczka zawodnik Q. Półtora roku doświadczenia, małe rozmiary, piskliwy głos i niespożyta energia to jego atuty, które bez wahania wykorzysta w nadchodzących kilkudziesięciu minutach. W drugim rogu, nieco na zewnątrz ringu stoją rodzice. Waga, wiek i liczba dają im wyraźną przewagę, ale wielokrotnie już mieliśmy okazję zobaczyć, jak bezsilnie pasują po godzinie wycieńczającego starcia. Lata, proszę Państwa, lata robią swoje i choć pozwalają na gromadzenie doświadczenia to, nie oszukujmy się, nerwy żadnego trzydziestolatka nie są ze stali.

(więcej…)

Proste i skuteczne metody wychowawcze.

Opublikowany w edukacja, kpiny by dru' w dniu grudzień 14th, 2007

Wielu rodziców stając przed dylematem, w jaki sposób wychować swoje dziecko, sięga do intuicyjnej wiedzy pedagogicznej. Gromadzona od zarania dziejów wiedza, kusi swą prostotą i skutecznością. Jej zalet przecenić nie sposób, a sam opiszę ją tylko po to, by w dobie dewiantów i antypedagogiki nie uległa zapomnieniu. I być może Tobie drogi Czytelniku się przyda.

(więcej…)

Z rad nierad.

Opublikowany w kpiny by dru' w dniu listopad 17th, 2007

Również i dla mnie pierwszy rok blogowania zbliża się ku końcowi. Postanowiłem więc podsumować w jednym wpisie całe doświadczenie jakie udało mi się zdobyć przez ten szmat czasu, aby wspomóc tych, którzy rocznice ciągle jeszcze mają przed sobą. Korzystam z popularnej obecnie formy listy i prostych haseł, dzięki czemu nawet człowiek z blogowaniem i czytaniem nieobyty będzie mógł szybko dotrzeć do interesujących go treści.

(więcej…)