Przeskocz do treści

Moc illokucyjna

,

  • Maryi oszczędzono kwestii śmierci i rozkładu, gdyż z poświęceniem urodziła Boga, a potem musiała znosić trudy jego wychowania i śmierci (tymczasowej). Tak czysto po ludzku ma to sens. Jak masz matkę, to starasz się jej życie uczynić lżejszym, zwłaszcza, gdy zasady fizyki i chemii są dla ciebie opcjonalne. Słuchamy i zdaje się rozumiemy.

    Kazanie jednak okazało się za długie. Skoro to jest poświęcenie, to co powiedzieć, o kobietach, których nikt nie pytał o zgodę i/albo które chowały swoje dzieci zakatowane w bezmyślnych aktach przemocy.

    Tak po ludzku przez cztery dekady nie słyszałem, by ktoś się za nie modlił, nie mówiąc o braniu ich żywcem do nieba.

    Fiat.

    –––––––

    Sier 15
  • Grupa pracowników uniwersytetu wybrała się na wycieczkę w wysokie góry. Ze względu na jej charakter, wynajęto przewodnika górskiego. Kiedy trudy wyprawy dawały o sobie znać, przewodnik podnosił grupę na duchu, wskazywał drogę i zachęcał do pokonania kolejnego etapu. Wreszcie wszyscy stanęli na szczycie, a przewodnik pokazał grupie imponującą panoramę z malowniczą wioską, z której wiele godzin wcześniej wyruszyli. „Popatrzcie jak pięknie jest tam na dole” wskazał przewodnik. Na to jeden z pracowników dla którego wycieczka była szczególnym wyzwaniem zapytał zdenerwowany: „To po co myśmy tutaj wchodzili?”.

    Wtedy to aksjolog klasyczny zapłakał.

    Wysokie góry.

    –––––––

    Sier 9
  • Najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku . Podobnie jak nieprzemyślane zakupy i porzucone projekty. Te ostatnie zdecydowanie częściej.

    Optymizm może być więc jedynie umiarkowany.

    Krok.

    –––––––

    Sier 5
  • To dobrze, że psy i koty stają się częściami naszych rodzin.

    Mam nadzieję, że w ramach równouprawnienia już niedługo psy i koty dostaną prawo adoptowania ludzi.

    Rodzina.

    –––––––

    Sier 2
  • Foreword manager (czasem mylnie: forward manager) — manager, którego kluczowa działalność polega na przekazywaniu dalej otrzymywanych wiadomości do odpowiednich osób i jednostek organizacyjnych. Manager w kontekście kolejnych zadań przyjmuje rolę autora „przedmowy”. Wprowadza podwładnego w zadanie, dając mu możliwość napisania swojego własnego tekstu. Zapożyczenie z języka literaturoznawstwa miało za zadanie złagodzenie wpływów administracyjnych i wojskowych, które dominują w języku zarządzania od ponad wieku.
    Ta forma zarządzania stała się możliwa dopiero współcześnie dzięki zaawansowanym narzędziom zarządczym oraz wzrostowi szybkości przesyłania danych.

    Kluczowa rola tego sposobu zarządzania zasadza się w przekazywaniu pojawiających się zadań do właściwych odbiorców znajdujących się niżej w strukturze zarządczej. W trosce o rozwój swoich podwładnych manager daje możliwość wzbogacenia przekazywanych zadań o dodatkową analizę oraz samodzielne zgłębienie tematu. Managerowie z większym doświadczeniem ograniczają się do pozostawienia jedynie na początku krótkiego oznaczenia „FW” sygnującego preferowany przez nich sposób zarządzania.
    Współcześnie trudno przecenić dobroczynny wpływ tej metody zarządzania na zespoły w kompleksowych organizacjach. Rozwój samodzielności pracowników, poszerzanie ich wiedzy (również z tematów nowych, które wcześniej ich bezpośrednio nie dotyczyły), umiejętność tworzenia podsumowań zwrotnych dla managera oraz krótkiego ujęcia tematu (tzw. bullet points). Wpływ pośredni wiąże się między innymi z komunikacją poziomą, jaka kwitnie wśród podwładnych takiego managera, a także nabywania przez nich umiejętności, które pozwalają im na samodzielną naukę tego stylu zarządczego.
    Ten sposób zarządzania stał się możliwy dzięki zaawansowanym narzędziom zarządczym stworzonym pod koniec XX w. w tym szczególnie MS Outlook oraz podobnych aplikacji innych firm.

    Ghost manager — w zarządzaniu organizacją pracy określenie to odnosi się do managera, który utrzymuje dyskretną, nieinterweniującą obecność w strukturze zespołu lub projektu. Wiele zespołów posiada realną lub potencjalną zdolność do samoorganizacji, która jest ultymatywną formą organizacji pracy w strukturach administracyjnych lub korporacyjnych o wysokiej kompleksowości celów i różnorodnych źródłach zasobów.
    Menedżer tego typu ogranicza bezpośrednią ingerencję w codzienne funkcjonowanie zespołu, a jego celem jest uruchomienie (ang. trigger) procesów samoorganizacyjnych. Cotygodniowe spotkania z zespołem (docelowo jedyny moment interwencji w pracę) mają za zadanie zakreślenie dynamicznych ram działania i nakreślenie aktualnego stanu strategii organizacji. Spotkania te mają również wymiar edukacyjny, zespół ma krótki czas na opracowanie wstępnego planu działania i wyrażenie informacji zwrotnej, którą manager przyjmuje jako sytuację bazową na nadchodzący czas. Należy jednak podkreślić, że modyfikacja powierzonych zadań jest czynnością ostateczną i może być jawną degradacją wyzwań rozwojowych.

    Użycie tego modelu zarządzania w organizacji służy rozwijaniu wysokiej autonomii i samodzielności wśród pracowników. Członkowie zespołu, działając w warunkach ograniczonego nadzoru operacyjnego, mają możliwość samodzielnego analizowania sytuacji, podejmowania decyzji oraz rozwiązywania problemów na bieżąco. Dzięki temu w organizacji kształtuje się kultura odpowiedzialności rozproszonej, w której pracownicy nabywają doświadczenia w zakresie inicjatywy i wewnętrznego przywództwa.
    Kolejną istotną zaletą takiego podejścia jest możliwość koncentracji menedżera na kwestiach o szerszym znaczeniu strategicznym, w tym budowanie rozpoznawalności managera (ang. visibility), czy zapewnienie work-life balance. Zespół w tym czasie rozwija kompetencje decyzyjne i operacyjne w codziennej pracy. W rezultacie organizacja zyskuje strukturę, w której zdolność do samodzielnego działania jest rozproszona na poziomie zespołów, a nie skupiona wyłącznie na poziomie kierowniczym.

    Read-only manager. Wzrost kompleksowości współczesnych organizacji w odniesieniu do wszelkich ich aspektów, tj. celów, zasobów oraz procesów, wymaga elastycznego podejścia ze strony kadry zarządzającej. Współczesne modele zarządzania wzbogacają się o formy nowe, odpowiadające na specyficzne potrzeby, pojawiające się wyzwania oraz niedostępne dotychczas możliwości.
    Read-only manager to pojęcie opisujące osobę managera utrzymującego świadomość przebiegu prac poprzez regularne zapoznawanie się z napływającymi informacjami i korespondencją, jednocześnie pozostawiając zespołowi wysoką samodzielność w realizacji zadań.
    Menedżer tego typu nie inicjuje działań operacyjnych ani nie przekazuje zadań dalej w sposób automatyczny. Ogranicza swoją aktywność do odbioru informacji, dzięki czemu pozostaje zorientowany w kluczowych aktywnościach i wyzwaniach dotyczących zespołu. Jednocześnie jest dostępny dla członków zespołu – pracownicy mają możliwość bezpośredniego kontaktu w sytuacjach wymagających konsultacji lub rozstrzygnięcia. Wiedza i doświadczenie managera są dla nich dostępne, ale swoboda i aktywność w realizacji celów nadal pozostaje po ich stronie.

    Analiza teoretyczna pojęć mogłaby prowadzić do przekonania, że jest to metoda w pół drogi pomiędzy foreword managerem, a ghost mangerem, ale praktyczne rozpoznanie tematu pokazuje, że rola ta niesie również swoistą nową jakość. Metoda ta przydaje się w sytuacjach kryzysowych, gdy istnieje ryzyko, iż nawarstwiające się trudności zmuszą managera do tworzenia ad hoc krótkich i przekonujących wyjaśnień dla senior managementu, na temtat aktualnej sytuacji.

    McBone E., The New Leadership Archetypes: Adaptive Forms of Authority in Complex Organizations, Pinnacle Horizon Outlook, New York 2021

    Spis treści.

    Nowe metody zarządzania XXI w.

    –––––––

    Lip 20
  • „Beskid Mały. Przewodnik.” Książka, która nie powinina powstać w XXI wieku, a jednak powstała. Mapa z wyjaśnieniami na papierze w 400 stronach. A ja nie powinienem iść w góry, a jednak poszedłem.

    Lubię ostatnio pościerać kurze i zrobić pranie. Dobór aktywności przestał być staraniem się o rozwijające pasje, a zaczął być profilaktyką przed Alzheimerem i bólem pleców.

    To wystarczy by coś chcieć.

    Spis treści.

    Kota później.

    –––––––

    Maj 2
  • Wzięty z zaskoczenia przez leniwie upływający piątek oraz ujawnioną w jednej chwili wolną godzinę nie umiał oprzeć się zgromadzonemu w cieniu codziennych zadań natłokowi myśli. Czasowniki i rzeczowniki ostateczne rzuciły się na niego bezgłośnie, zdzierając wszelkie systemy ochronne w postaci niekończących się list zakupów, ‚gdzie ja to położyłem?’ i ‚trzeba to sprzątnąć’ Nawet od niechcenia zrobiona kawa postanowiła zupełnie wyjątkowo zadziałać. Dziecko spało, mając gdzieś fakt, że jest ostatnią deską ratunku.

    Problem, którego rozwiązania znaleźć się nie spodziewał dotyczył chcenia jako takiego. Chcenie, ta ważna czynność życiowa, gotowość… w zasadzie gotowość potencjalna, namiastka gotowości, czy też może zaledwie gotowość do gotowości. ‚Chciałbym…’

    Ubóstwiane przez świat, zwłaszcza świat sprzedawców i producentów chcenie potrafi być nie będąc, łapiąc Bogu ducha winnego delikwenta rozlanego na kanapie niczym ciasto naleśnikowe, lub też atakując znienacka w towarzystwie świeżej jak poranna rosa hostessy. ‚Chciej, a dostaniesz.’

    Jednak, gdyby to była cała rola chcenia, nie warto byłoby zajmować się nim dłużej niż trwa mało produktywny kurs marketingu na wydziale Zarządzania Niczym i Biznesem. Tymczasem chcenie jest też czasownikiem ostatecznym i to właśnie w takiej formie, niczym demon rozciągnięty w czasie na całe jego życie, postanowiło go dopaść. ‚Chciej.’

    Czy warto coś chcieć? Co zrobić, aby przestać tylko chcieć? I co zrobić jeśli niczego się nie chce? Przypomina to trochę plan pracy na resztę życia i jeszcze inne życia trzy. ‚Dzieło monumentalne. Piramida Cheopsa ułożona przy pomocy dziecięcych foremek, kiedy ja jestem zaledwie uczulony na banany i marchewkę.’ Może więc jednak po prostu nie chcieć… tyle, że niechcenie może być zaledwie jakąś wersją chcenia, zostawiając nas w tej samej ślepej uliczce co zawsze. Mamiąc nas słodkim szczęściem nicości. Obiecując nic na wierzbie i to samo nic na sośnie. Skądinąd nic na wierzbie zdecydowanie łatwiej obiecać nic na wierzbie gruszki.
    ‚Na prawdę?’ zapytał z wyższością belfra z wypaleniem zawodowym jako chorobą zdiagnozowaną.
    Znów kozi róg. Był szybszy od samego siebie.

    Czyli co? Rzekoma błogość niechcenia jako ideał życia.

    Obawiał się, że z życiem jest jak z naturą – próżni nie zniesie. Nie wypełnisz swoim, dostaniesz cudze, zanim ustalisz dokładnie, czy na prawdę nie chcesz, czy to może jednak zaledwie złudzenie. Można by więc chcieć nic nie chcieć. Ale to nieuchronnie przenosi nas do pytania numer jeden. Czego chcesz i czy to warto? Zazdrościł tym, którzy potrafili rozpędem przeskoczyć nad pytaniem i zdobywać świat, bo muszą, bo mają pewność, bo nic innego ich nie interesuje. On musiał wracać. Niczym rodzic wychodzący do sklepu z dwulatkiem, przygotowywał się, ale wiedział, że daleko nie odejdzie. Że zanim dotrze do połowy będzie musiał wrócić. Wiary, zamykania oczu, bicia głową w mur, aby zagłuszyć myślenie nie starczało na długo. Nie umiał tak po prostu uprzeć się i nie krzyknąć prędzej, czy później ‚Sprawdzam’. Bóg był kiepskim graczem, umyślnie lub nie, nie dawał sobie wygrać. Sam widział wyraźnie, że łażenie w kółko nie miało najmniejszego sensu, ale każda podróż prędzej czy później zdawała się być fałszywa.

    A może to tylko kwestia ćwiczeń w zamykaniu oczu?

    ‚no i nie jest tylko ważne jakie są nasze potrzeby, ale również kwestia tego, co Pan by chciał, jakie są Pana oczekiwania…’
    ‚Śniadanie bym zjadł. Może…’

    Spis treści.

    Chcenie.

    –––––––

    Wrz 22
  • Eksperci twierdzą, że jeśli nie idę głosować, to potem nie mam prawa narzekać na władzę. Wątpliwe to twierdzenie, a na dodatek nawet narzekać mi się nie chce. Ile razy przeczytam wypowiedź polityka w Polsce tyle razy zaczynam rozmyślać o emigracji (czyli mam pozytywne nastawienie do świata).

    Nie idę, bo nie mam ochoty legitymizować obecnego systemu opierającego się na tym, że partia rządząca dzierży władzę tylko dlatego, że najsilniejsza opozycja budzi jeszcze większe przerażenie. Nie jestem przeciw jednej partii. Jestem przeciw każdej z nich, bo tworzą system wzajemnej adoracji, a celem ich działania nie jest realizacja jakiegokolwiek programu politycznego, ale żerowanie na instynktach i medialne manipulacje. Jestem to w stanie zrozumieć, ale dlaczego mam to popierać swoim głosem?

    Nie idę, bo jest mi wszystko jedno kto będzie rządził. Wydawało się, że nic straszniejszego niż PiS nie może się zdarzyć, ale PO może pochwalić się imponującym demontażem prawa pracy, chaosem w edukacji i ignorancją głosów obywateli. Przy tym wszystkim smoleńska paranoja i giertychowscy policjanci w szkołach to tylko inne oblicze obłędu władzy.

    Nie idę, bo liczę, że malejąca frekwencja rodzi destabilizację, która być może doprowadzi do jakiejś formy interwencji UE, albo zrodzi aktywny opór obywateli. Człowiek nie może normalnie żyć w kraju w którym brzydzi się całą sceną polityczną.

    Nie idę, bo nie mam, żadnego pomysłu jak mój głos mógłby się przysłużyć Polsce. Nie widzę innej opcji zmiany sytuacji, jak gruntowna i radykalna przemiana sceny politycznej. Temu scenariuszowi mój głos w wyborach w żaden sposób nie pomoże.

    Chcę tylko normalnie żyć. Płacić 40% podatków ze swojej pensji, poświęcać czas na wychowanie dzieci i pracować uczciwie. Chcę móc normalnie porozmawiać z nauczycielem, dyrektorem szkoły, urzędnikiem, policjantem, politykiem, lekarzem, przełożonym w pracy i szefem firmy. Chcę wiedzieć, że pośród różnych interesów mają przed swoimi oczami również moje dobro jako obywatela tego kraju i normalnego człowieka. To nie jest utopia. Są kraje w których jest to standardem. U nas też są na to środki i potencjał ludzki, który można by w tym celu wykorzystać. Jeśli z jakichś powodów w Polsce nie da się takiej normalności wprowadzić, to zaiste żadne głosowanie nie ma najmniejszego sensu.

    Upatrywałem nadziei na poprawę sytuacji w mnożącym się bogactwie. Niestety, ci co je kapitalizują nie bardzo mają ochotę się nim dzielić, a władza robi wszystko by ten stan podtrzymać.

    Upatrywałem szans w tym, że kontakt z Europą Zachodnią nauczy nas normalnie ze sobą rozmawiać. Niestety, ci co poznają Zachód nie mają ochoty tu wracać, a politycy tylko podsycają podziały i waśnie.

    Upatrywałem nadziei w tym, że ruchy obywatelskie zmienią oblicze kraju. Niestety w tak dużym kraju samoorganizacja obywateli jest trudna, a władza bezwzględnie tępi wszelkie jej przejawy.

    Nie idę na wybory. Jestem odpowiedzialny.

    Spis treści.

    Nie idę na wybory. Jestem odpowiedzialny.

    –––––––

    Maj 19
  • Za każdym działaniem stoi pewne spektrum motywów. Zwykle sami mamy problem z określeniem co dokładnie nami powodowało przy wykonywaniu danej czynności.
    Sama konstrukcja: „powodowało” sugeruje, że myślimy zwykle o jakiejś sile sterującej nami, a nie po prostu działaniu.

    Próbując coś komuś udowodnić nie należy opierać się przed „odkryciem” motywów jego działania. Odkryciem w tym wypadku znaczy ujawnieniem tego motywu, który najbardziej pasuje do naszego obrazu sytuacji. Takie działanie powoduje polaryzację cudzej motywacji. Wskazany przez nas motyw staje się centralnym, koniecznym do rozważenia; motywem, do którego rozmówca musi się, choćby wewnętrznie ustosunkować. Istnieje spore prawdopodobieństwo, szczególnie w przypadku ludzi uległych, że uzna, że jest właśnie tak jak mówimy.

    Interpretacja zachowania.

    –––––––

    Paźdź 23
  • …

    A. Budowanie obrazu własnej osoby – pozycyjny i taki dziwacznie nijaki
    przeciwieństwem pragmatyzmu jest postępowanie według jakichś ogólnych zasad, ale tutaj coś takiego nie występuje
    B. Zrealizowanie celu pragmatycznego – aktywny i pragmatyczny
    C. Osiągnięcie pozycji decyzyjnej – pozycyjny i pragmatyczny

    Absolutnie ciekawe jest to, że akty mowy zależą od poszczególnych strategii. Wydaje się to obecnie oczywiste, ale wcześniej się tego nie wiedziało.
    Na przykład prośba to jest .B. Przy czym chodzi tu o poziom perlokucji. Treść sama nie ma tu dokładnie znaczenia. Jeśli powiemy „Ale masz świetną sukienkę!” zaglądając do szafy siostry, gdy ona wie, że wychodzimy na imprezę to jest to niewątpliwie prośba, a nam niewątpliwie chodzi o zrealizowanie celu pragmatycznego.

    .2.

    .A. to cel zdecydowanie najbardziej prymitywny i podatny na manipulację.

    .3.

    Zdaje się, że po akcie mowy rozpoznamy rodzaj celu strategicznego (nic odkrywczego), ale wybór rodzaju celu nie koniecznie prowadzi nas do precyzyjnego podziału rodzajów aktów mowy zgodnie z rodzajami celów. Prośba niby pasuje do .B. ale, czy ktoś nie może budując obraz własnej osoby (A) wykorzystywać prośby do stworzenia obrazu „potrzebującego sieroty”.
    Niemniej wtedy prośba jako taka zostanie inaczej użyta i skonstruowana.

    Cele strategiczne rozmowy.

    –––––––

    Paźdź 12
  • Granicząca z wiecznością przerwa pomiędzy tym, a poprzednim wpisem w tej tematyce, może spowodować pewne trudności z ciągłością treści, licząc jednak na zrozumienie ewentualnego czytelnika oraz własną niekoniecznie uzasadnioną odwagę przymierzymy się do części drugiej.

    Niemożność pojęcia pewnych faktów, to ważny element religijnych dyskusji, który skutecznie upraszcza problematyczne obszary poznania, a jednocześnie umożliwia zgrabne postawienie na swoim. Oczywiście jeśli stoi się w odpowiednim miejscu podczas dyskusji (generalizując, im bliżej ołtarza tym lepiej). Nieprzyzwoicie rozciągnięta w czasie refleksja prowadzi mnie, a może i czytelników do interesującego spostrzeżenia, które pozwoli zepchnąć wielowiekowe rozważania filozofów do kufra z cennymi antykami, które można wprawdzie pooglądać z zachwytem, ale w żadnym wypadku nie należy nimi meblować mieszkania na co dzień.

    ‚Bóg jest niepojęty’ zakrzyczmy na wstępie z ambony, a następnie prowadząc dialog wewnętrzny, zapytajmy w duchu Williama Jamesa ‚I co z tego?’. Pytanie to jest jak myślę fundamentalne w tej sytuacji z dwóch powodów. Po pierwsze skoro nie pojęty, to nic nie da się o nim powiedzieć. Nie można z definicji rozmawiać o niepojętym. Po drugie, bo odpowiedź na to pytanie jest istotą problemu.

    To że Bóg jest niepojęty nie przeszkadza chyba nikomu. Jakiż inny miałby być? Nawet ateista się z nami w tej sprawie zgodzi. Przecież ‚nic’ też nie daje się w żaden sposób zrozumieć. Natomiast odpowiedź na pytanie ‚I co z tego?’ robi naszą rozmowę znacznie bardziej rzeczową, a co więcej pozwala na pewne uporządkowanie odpowiedzi.

    Fizyka innych światów

    Pierwszy rodzaj odnosi się do fizycznej struktury niepojętego. Czy Bóg jest jeden w trzech osobach? Czy może potrójny w osobach dziewięciu? Na tego rodzaju rozważania wzruszamy ramionami. Jeśli ktoś utrzymuje, że coś wie, o czymś czego nikt pojąć nie może to pozostaje mu gratulować i się od niego uczyć. Poniższy dialog ma nas wprowadzić w ten temat i uświadomić ogromne możliwości komunikacyjne w tym zakresie:
    ‚Bóg jest jeden w trzech osobach.’
    ‚Wiem’
    ‚Jest to rzecz niepojęta!’
    ‚Ja akurat to pojmuję.’
    ‚…? Ale jak to? Człowiek tego pojąć nie może?’
    ‚Ja pojmuję tak, czy inaczej. Pewnego dnia mnie oświeciło i to zrozumiałem’
    ‚Przecież to niemożliwe! No, to jak Pan to rozumie?’
    ‚A jak mam Panu to wytłumaczyć? Przecież Pan sam mówi, że tego pojąć nie może.’

    W zależności od formy rozmowy, dostaniemy albo klapsa, policzek, wniosek o spalenie na stosie, albo zostaniemy uznani za postać wybitną.

    Fizyka u nas

    Boga podejrzewa się o inną rzecz niepojętą. Ostatnio zdecydowanie ograniczył się w tym zakresie do leczenia chorób i indywidualnych objawień, ale mamy dowody w piśmie, iż nie cofał się przed wykorzystaniem latających ognistych rydwanów do celów transportowych, swobodnie przemieszczał ogień oraz wodę w przestrzeni, a także dzielił jeden chleb na tysiąc chlebów o podobnej wadze. Sugeruje to, że Bóg potrafi dokonywać działań wbrew prawom fizyki. Ktoś sceptycznie nastawiony do świata, w szczególności tego pisanego, mógłby poprzestać na stwierdzeniu, że obłoki pojawiające się tu i ówdzie, pioruny z bezchmurnego nieba, czy też zamiana struktury chemicznej płynu to zwyczajne wymysły autorów, podpierając argumentację faktem, lub raczej brakiem faktów, na podobną aktywność Absolutu ówcześnie. Jednak to byłby argument ateistyczny, a my takich używać nie chcemy, czy wręcz nie możemy nawet. Spójrzmy na to od innej strony. Gdybyśmy mieli możliwość obserwacji powyższych zdarzeń na poziomie cząsteczkowym musielibyśmy zaobserwować dwa rodzaje zjawisk: nietypowe w przyrodzie reakcje chemiczne oraz (lub) pojawianie się cząstek spoza czasu. Co do zdarzenia drugiego, to współcześnie fizycy, z tego co wiem, dopuszczają taką możliwość, a skoro dopuszczają i cząstki mogą przemieszczać się w czasie (a w raz z nimi energia) to i opcja pierwsza jest jak najbardziej możliwa. Bóg nie musi być w tym wypadku niepojętym cudotwórcą, a jedynie chemikiem i fizykiem wielowymiarowym. Wytłumaczenie śliskie, powiedzmy, ale i cuda Absolutu trzymają się na koniec reguł tego świata. Dymi się z niczego, ale jednak dymi. Laska zmienia się w węża, a nie w zagiętego w czasie Xyplokidozoloka z wymiaru X-13, a woda zmienia się w wino, a nie w napój nieśmiertelności. Cud też ma swoje granice.

    Etyka Boga

    Niepojętość wykorzystuje się również do uzasadnienia bożej działalności w nadającym się do pojęcia świecie. Hebrajski Bóg zgodnie z pismem nosi znamiona zarówno nadnaturalnego wybawcy ludów, jak i masowego mordercy na niespotykaną w dziejach skalę (przynajmniej jeśli chodzi o procenty). Sugeruje się, że sprawiedliwość i inne wartości są przez Boga rozumiane w sposób odmienny niż w sposób ludzki. Zastanówmy się przez chwilę. Opcje mamy tutaj dwie. Pierwsza jest taka, że Bóg widzi dalej i jego czyn jest bardziej sprawiedliwy, bo obejmuje również konsekwencje działania. Druga natomiast, to założenie, że sprawiedliwość Boża to coś diametralnie innego niż sprawiedliwość ludzka. Opcja pierwsza z przyczyn obiektywnych obronić się nie daje. Znamy Boży pomysł utopienia całej ludzkości i przyznać musimy, że konsekwencje tego wydarzenia nie pokryły się zupełnie z zamierzeniami. Potomkowie Noego nie są ani odrobinę lepsi od potomków Adama. Śmiem twierdzić, że jakiej aktywności bożej byśmy nie wybrali do analizy i tak nie okaże się, że Absolut wybiera lepiej, bo zna przyszłość. Nie tędy droga. (Abstrahując na marginesie od faktu, iż ten rodzaj nadludzkiej sprawiedliwości znakomicie udaje się ludzkim umysłem pojąć).

    Pozostaje opcja druga. W ten ślepy zaułek już kiedyś zabrnęliśmy. Jest ostatecznie niewygodna dla nikogo. Bo czy dotrzymywanie obietnic rozumiane w sposób ludzki, ma się jakoś do porównywanego działania na sposób Boży. Bóg ci obiecał, że będziesz zbawiony jeśli zrobisz to i to? Wierzysz mu? Skąd czerpiesz nadzieję?
    Osobiście preferuję zgrabne przemilczanie fragmentów pisma, gdzie obarcza się Absolut odpowiedzialnością za wszelkie katastrofy naturalne, czy ludzkie megalomańskie obsesje, ale to już jak kto woli.

    Etyka ludzka

    Bóg każe ci zabić swoje dzieci i złożyć ich serca w ofierze, co przyczyni się do zbudowania lepszego świata. Jak się przyczyni? Bóg jest niepojęty więc nie zadawaj niepotrzebnych pytań.

    Uczciwie mówiąc to żaden szanujący się Absolut nie posuwa się do takich chwytów, w tym wypadku powyżej pasa. Nasz chrześcijański, podobnie jak rzesze teologów po zakończeniu Biblii, zadają sobie sporo trudu, aby prawo było wytłumaczalne. Zdają się zgadzać z argumentem, że porządek oparty jedynie na bezrefleksyjnej akceptacji jest niebezpieczny, a pewnie i mało produktywny. Co więcej nie ma też możliwości, aby przetrwał dłuższy czas w obszarach o większym znaczeniu, niż to gdzie założyć czapkę, a gdzie zdjąć sandały. Natura nie znosi próżni i zaraz znajdzie się władza, która autokratyczny porządek uczyni, korzystnym dla siebie. Bóg stoi tutaj na straconej pozycji. Mówi on wprawdzie dużo i chętnie, ale metod zapewnienia, które słowa są właśnie jego i jak należy je jednoznacznie zinterpretować dotychczas nie wprowadził.

    Podsumowując, nie będzie niczym zaskakującym (chyba), iż z faktu, że coś nie nadaje się do pojęcia niewiele wynika. Absolut pomimo większej swobody, niż ludzie, w kwestiach istnienia i możliwości sprawczych musi podporządkowywać się regułom świata, który sam stworzył. Przyznajmy na zakończenie uczciwie, że większość znanych nam wersji Absolutu znakomicie tą konieczność rozumie. Nieco gorzej jest w tym przypadku z ludźmi.

    Spis treści.

    Tryptyk niejasności: Niepojęcie.

    –––––––

    Wrz 27
  • Bardzo dawno temu, za mało istotną ilością lasów, gór i rzek, żyła sobie dziewczyna o imieniu Marta. Wiodła ona zwyczajne, nie szczególnie wyróżniające się życie pełne posiłków, zakupów, sprzątań, bezsensownego wkuwania pojęć, a także refleksji na temat problematycznej natury tego świata.

    Marta jak przystało na młody wiek była należycie urodziwa, nie dolegały jej żadne nieuleczalne choróbska, a poziom cukru i cholesterolu utrzymywały się w przyzwoitej normie. Miała jednak, zgodnie z naturą bajek, pewną niepokojącą przypadłość, która zdawała się jej uprzykrzać przeżywaną codzienność. Budząc się co rano, mianowicie, otrząsnąwszy się uprzednio z resztek snu, udawała się, jak to w zwyczaju młodych panien bywa do łazienki, gdzie zaglądając w lustro, obrzucała postać ujrzaną naprzeciwko smutnym spojrzeniem i mówiła niczym zaklęcie: „Boże, jaka ja jestem brzydka.”

    Brak urody, w przypadku kobiet, ale i nie tylko, potrafi skutecznie uprzykrzyć życie. Sprzedawczyni w pobliskiej piekarni, rzeźnik (mieszczący się nieco dalej), a także kosmetyczka, fryzjerka, woźna w szkole oraz półtuzina pasażerów lokalnego autobusu (oraz kierowca) naigrywali się w głębi duszy z jej braku urody. Nikt nie traktował jej poważnie i z szacunkiem. Takie traktowanie jest wszak przynależne ludziom pięknym. Nikt też jej szczególnie nie lubił, a tym którym wymknęło się coś pozytywnego na temat jej wdzięków Marta nie wierzyła. Podejrzewała ich, zapewne słusznie, o ukryte, nieszczere intencje, ślepotę, brak gustu, albo co najmniej niedorozwój umysłowy stopnia lekkiego.
    Należy, przy tym zaznaczyć, iż nie można powiedzieć, aby Marta o siebie nie dbała. Dbała bardzo (w granicach zdrowego rozsądku). Nie były jej obce mydło z wodą, żel pod prysznic, szampon, puder, balsamy do ciała, perfumy, lakiery do paznokci, a także okresowe wizyty u kosmetyczki. Ze wszelkich sił starała się ukryć swoją nienaturalną brzydotę i w chwilach dobrego humoru dochodziła do wniosku, iż udaje się jej to nie najgorzej.

    Pewnego dnia, w porze późnego wieczoru, lub jak kto woli około północy w jej pokoju wydarzyło się coś co może się zdarzyć jedynie w bajkach. W okoliczną brzozę, ni stąd ni z owąd walnął piorun, z opon w samochodzie sąsiada w cudowny sposób zeszło powietrze, a drzwi balkonowe do pokoju Marty otworzyły się z umiarkowanym hukiem. Na scenie pojawił się Franciszek. Mężczyzna w ograniczonej sile wieku, z brodą sięgającą pasa (biała), szpiczastym kapeluszem, średniowiecznym płaszczem oraz barokowym rękodziełem ludowym o charakterze broni drzewcowej (laska).
    Normalnie w takiej sytuacji ludzie wzywają policję, a wkraczający mężczyźni okazują się złodziejami, gwałcicielami, oszalałymi z miłości lub ostatecznie nieudolnymi praktykami skoków spadochronowych. Jednakże ze względu na charakter niniejszego dzieła Marta postanowiła podjąć z Franciszkiem zwyczajną konwersację.
    ‚O!’ zawołała lekko zmieszana zastanawiając się naprędce, czy jest już przebrana w piżamę, co czyniło by wizytę Franciszka, dodatkowo niestosowną.
    ‚Witam!’ rozpoczął Franciszek bezpardonowo, ale skądinąd oficjalnie. ‚Jestem Franciszek’ przedstawił się z imienia ‚dobry wróż’ dodał zawód. ‚To znaczy…’ zaczął pewnie lecz zakłopotał się w okolicy trzech kropek.
    ‚To znaczy?’ zapytała Marta.
    ‚To znaczy…’ kontynuował jałową rozmowę Franciszek tym razem odzyskując nieco rezon w okolicy znaku przestankowego ‚jestem dobrym opiekunem tej okolicy. Zaginając rzeczywistość wbrew regułom fizyki, sprawiam, że świat staje się lepszy.’ Pobieżna analiza stanu faktycznego wskazywała, że pracowitość nie należała do jego mocnych stron.
    ‚Oczywiście’, sprawnie kontynuował zanim napinające się mięśnie na twarzy panny zdążyły ułożyć się w wyraz powątpiewania ‚takie zaklęcia nie mogą być robione ot tak sobie. Muszą mieć wymiar wychowawczy!’ Patos w głosie i mało przekonujący imperatyw sugerowały, że Franciszek zanim został dobrym wróżem musiał mieć w życiu epizod w publicznej oświacie.
    ‚Obserwuję Cię od jakiegoś czasu i postanowiłem uczynić coś, co odmieni twoje życie. Od jutrzejszego wschodu słońca, aż po jego zachód’ tu wykonał zamaszysty ruch ręką, ‚będziesz mogła kształtować myśli wszystkich ludzi zgodnie ze swoją wolą. Każdy w podległej mi okolicy, będzie myślał zgodnie z Twoim życzeniem.’ pstryknął palcami dla większego efektu, dorzucił przekonujące spojrzenie i mruknął ‚A teraz śpij, moje dziecko’ i zniknął.
    Zmożona magicznym snem Marta zdążyła jeszcze pomyśleć, że abstrahując od nienaturalnych zdolności, fajnie byłoby mieć na co dzień kogoś, kto sprawnie usypiał by nas przed północą.

    Następnego dnia Marta obudziła się nadzwyczaj wcześnie. Była to z pewnością zasługa dobrego wróża, który położył do łóżka naszą bohaterkę o przyzwoitej jak na młodych ludzi porze. Zerwała się z łóżka i jak co dzień udała się do własnej łazienki, pełna (jak nie co dzień) nadziei.
    Spojrzawszy w lustro rozczarowała się okrutnie i rzekła: ‚Boże jaka ja jestem brzydka.’

    Spis treści.

    O efektach spoglądania w lustro.

    –––––––

    Wrz 11
  • Od dziś zajmiemy się całkiem interesującym (autora tego bloga) zajęciem analizy trzech pojęć, które mają przemożny wpływ na nasze myślenie o świecie duchowym, wierze i religii: tajemnicy, niezrozumienia i niewiedzy. (to się jeszcze okaże, patrząc na tempo publikowania nowych notek)
    Ponieważ ostrość uchwycenia tych zagadnień, jest dla mnie różna w przypadku każdego z pojęć, nie mam za bardzo pojęcia jak się to wszystko skończy. To jednak, że nie widzieliśmy celu nie powinno nas powstrzymywać przed wybraniem się na wycieczkę, jeśli droga przed nami wydaje się interesująca.

    Tajemnica.

    Wskazane wydaje się rozpoczęcie od krótkiej refleksji czym jest tajemnica. Jest to pewien brak w wiedzy, która istnieje, ale została przed nami zakryta. Moglibyśmy ją poznać i (co niezwykle ważne) istnieje ktoś kto tą wiedzę posiada, ale z jakichś przyczyn ten ktoś zdecydował się nam jej nie ujawniać.
    Ot, dajmy na to, przebywamy w jakimś laboratorium wojskowym i z dużym zainteresowaniem oglądamy urządzenie robiące co jakiś czas „Biiiip”. Zaintrygowani zadajemy pytanie oprowadzającemu nas kapitanowi o cel istnienia maszyny, a on odpowiada nam krótko: „To tajemnica wojskowa”. Być może wytrawnemu specjaliście z właściwej dziedziny wystarczył by rzut oka aby ustalić do czego to służy. Być może sami bez kłopotu zrozumielibyśmy cóż to za maszyna, gdyby ktoś nam odpowiednio wytłumaczył. Jednak nie wiemy, bo ktoś uznał, że tak jest z pewnych przyczyn lepiej.

    Tak uzbrojeni jesteśmy gotowi zmierzyć się z niezwykle interesującym zdaniem wszelkiej maści specjalistów od życia duchowego: „To tajemnica, której nie jesteś w stanie zrozumieć”. Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że ktoś wie, ale nie chce powiedzieć (na razie drugi człon tej wypowiedzi zostawiamy w zawieszeniu).
    Jeśli poświęcimy chwilę na analizę charakteru wiedzy z obszaru życia duchowego zauważymy pewną rzecz. Istnieją dwa rodzaje wiedzy o świecie duchowym. Wiedza ludzka i wiedza Absolutu.
    Jako Absolut (zamiennie Boga) będziemy uważać istotę idealnie dobrą. Nie należy mylić tego z istotą idealnie doskonałą. Można być mordercą doskonałym, co nie znaczy, że jest się dobrym. Dodatkowo unikniemy dzięki temu niewygodnych pytań typu: „Czy Bóg jest doskonale sprężysty?”
    Każdy z nas ma pewne przeświadczenia co to tego czym jest świat duchowy. Dla jednych coś takiego nie istnieje, dla innych jest to świat ideałów, dla jeszcze innych jest to świat dusz, duchów i Ducha, a dla kolejnych jest to miejsce zamieszkane przez srebrzystopióre anioły, osmolone diabły i inne interesujące stworzenia. Spierać się w tej materii nie sposób i trudno przekonywać kogoś, że „Ja poznałem lepiej.” skoro aparat poznawczy wszyscy mamy taki sam, a wyniki są nieweryfikowalne.
    Trudno także mówić tu o jakieś tajemnicy, bo cóż to może być za tajemnica skoro dotyczy różnych rzeczywistości. „A mój świat duchowy jest dla ciebie tajemnicą.” moglibyśmy zagrać na nosie koledze, ale zwycięstwo byłoby iluzoryczne, bo my o jego świecie wiemy tyle co on o naszym. Tak więc słowo „tajemnica” w odniesieniu do tego rodzaju wiedzy jest zupełnie nie na miejscu.

    Można jednak mówić o istnieniu wiedzy Absolutu. I tutaj bardzo proszę wszystkich wątpiących (lub wiedzących, że nie ma) o chwilowe założenie, ze względów metodologicznych, iż wiedza taka istnieje.
    Skąd wiemy coś o wiedzy Absolutu. Ano tylko i wyłącznie od niego samego. Analizując ludzką historię można dojść do przekonania, iż Bóg pod tym względem nie próżnuje i dzieli się z nami tym co wie, jak tylko może. A to podpowie jak zostać zbawionym, a to sprecyzuje co jeść, a czego nie. Abstrahując od prowadzących donikąd dywagacji co jest, a co nie jest wiedzą Absolutu skupimy się tylko na jednym fragmencie – tajemnicy właśnie. Skoro cała nasza wiedza pochodzi od Absolutu i wiemy tylko tyle, ile on sam nam ujawnił, to cóż oznacza w tym przypadku tajemnica? Oznacza, iż Bóg powiedział nam: Istnieje jeszcze pewna wiedza, ja ją znam, ale wam jej nie przekażę, choć moglibyście ją zrozumieć (to ważne), bo… nie (bo bylibyście zbyt potężni?).
    Cóż powiemy o ojcu, który pokazuje swojemu dziecku Glocka, którego trzyma w szafce i mówi: „To jest ciekawa rzecz, ale ja ci nie powiem do czego to służy”? Sadysta? Złośliwiec? Na pewno nic dobrego. Skoro istnieje jakaś wiedza, której znajomość jest nam do niczego nie potrzebna, to po cóż nas nią zamęczać? Ani to wychowawcze, ani pożyteczne.
    Stajemy więc przed trzema możliwościami:
    1. Bóg nie robi tajemnic (nie wykluczamy w tym momencie naszego dotarcia do granic zrozumienia), albo
    2. Bóg jest złośliwcem, albo
    3. Bóg nie istnieje.
    Podchodząc z należytą ostrożnością do sprawy możemy wykluczyć opcję 2, bo:
    (a)jeśli to prawda, to jesteśmy wobec Boga bez żadnych szans i (nie)spokojnie możemy przyjąć opcję 3.
    (b)jesteśmy w stanie wskazać, iż istnieje coś lepszego niż złośliwość, co oznacza, iż istnieje istota lepsza niż złośliwa, czyli Bóg nie jest złośliwy.

    Tajemnice zdają się być więc tylko i wyłącznie dziełem ludzkim, stworzonym na potrzeby ich celów.

    Spis treści.

    Tryptyk niejasności: Tajemnica.

    –––––––

    Maj 17
  • Zatem pod koniec wojny, w maju 1945 roku, było już absolutnie jasne, kto wygrał, a kto przegrał Powstanie Warszawskie. Głównymi przegranymi stali się polski rząd na uchodźstwie i jego Armia Krajowa. Zaryzykowali i nie udało się. Rząd stracił swoje ramię wojskowe i swoją główną bazę polityczną; Armia Krajowa straciła swoją podstawową zwierzchność polityczną.

    Pośrednio – zachodnie mocarstwa, które straciły dobrą reputację państw prowadzących politykę opartą na etyce i sprawiedliwych układach. Złożyły Polsce gwarancję niepodległości, a potem patrzyły, jak ta niepodległość obraca się wniwecz. Zużyły wiele energii na retorykę „wojny o wolność i demokrację”, ale w tym przypadku nie stanęły na wysokości proklamowanych przez siebie zasad. Zaufanie Polski do Churchilla i Roosevelta okazało się bezzasadne.


    Na krótką metę Niemcy znaleźli się wśród zwycięzców. Zagrożenie, jakim Powstanie Warszawskie stało się dla Wehrmachtu, zostało przezwyciężone; odcinek frontu na Wiśle trzymał się mocno przez pięć miesięcy, podczas których można było przeprowadzić obronę Rzeszy, a hitlerowcy zyskali przewrotną satysfakcję: udało im się dokonać tak kompletnego zniszczenia Warszawy, iż mieli poczucie, że zrealizowali program jeszcze jednego „ostatecznego rozwiązania”.


    Ale bezapelacyjnymi zwycięzcami byli Stalin, Związek Sowiecki oraz komunistyczni klienci Stalina. Przed Powstaniem wydawało się jeszcze możliwe – a nawet prawdopodobne – że Stalin będzie musiał wejść w układ z rządem RP i z ruchem oporu z czasu wojny. Po powstaniu było już więcej niż prawdopodobne, iż żaden taki układ nie jest konieczny. Śmietanka polskiej patriotycznej i demokratycznej młodzieży, która w normalnych warunkach przejęłaby władzę po zakończeniu wojny, została wyeliminowana. Marionetki Stalina mogły teraz objąć rządy zamiast nich, nie zwracając uwagi na opinię publiczną czy na demokratyczne subtelności. Ustanowiono dyktaturę mającą trwać przez czterdzieści pięć lat.

    Davies N. (2008) Powstanie 44, Kraków: Znak.

    Spis treści.

    Warszawa ’44

    –––––––

    Czer 17
  • Teoria wychowania, oraz psychologia mówią o różnorodności ludzkich potrzeb, charakterów, sposobów reakcji na otaczającą rzeczywistość postulując w konsekwencji konieczność indywidualnego traktowania każdego człowieka w zakresie wychowania, czy psychoterapii. Z tak rozumianą wyjątkowością, spośród tysięcy polskich uczniów, zapoznać się może jednak nieprzeciętna garstka. Zwykle są to wyjątkowi odmieńcy (od amoralnych chuliganów po zdumiewających geniuszy), o których ktoś (indywidualnie) postanowił się zatroszczyć. Cała reszta samodzielnie mierzyć się musi z absurdami codzienności.

    System edukacji, korzystając z nieświadomej pomocy rodziny, ignorując kwestie wychowawcze i koncentrując się na opowiadaniu o wiedzy zgromadzonej w encyklopediach powoduje mimowolne kształcenie niewolników systemu – ludzi, którzy marnują swój potencjał czekając na lepszą przyszłość i marząc o wolności. Ci ludzie, uwolnieni, kompletnie głupieją, bo spotykają świat, na który nikt ich nie przygotowywał i którego istnienia nawet nie podejrzewali.

    Mechanizm tworzenia niewolników zdaje się być prosty i żeby go uruchomić, wystarczy tylko młodego człowieka, z pewną ilością tak zwanego oleju w głowie i rodziców wierzących w naszą rodzimą edukację. Potem już samo leci.

    Podstawowym samodzielnym spostrzeżeniem młodych ludzi jest to, że nauczanie (w szkole) jest najprawdopodobniej bezużyteczne. Przesłanek do wniosku dostarcza obserwacja, że sprawnie funkcjonujący w społeczeństwie tata lub mama znakomicie radzą sobie bez wymienienia jednym tchem wszystkich kości dłoni, miejsc uprawy ryżu w Azji Środkowo-Wschodniej oraz pamiętania co powiedział Kmicic na stronie 153 trzeciej księgi potopu (jeśli cokolwiek powiedział, bo pytanie może być podchwytliwe). Kolejne obserwacje prowadzą do przekonania, że poradzi sobie w życiu nie ten co słucha poleceń (teoretycznie) mądrzejszych od siebie, ale ten co umie tak kombinować, aby w ostatecznym rozrachunku wyszło na jego. Wiedza naprawdę przydatna w szkole to ta, jak znaleźć prawidłową odpowiedź wśród czterech możliwych na teście, jaką metodą odpytywania posługuje się nauczyciel i jak wycisnąć ze streszczenia wiedzę konieczną do zaliczenia sprawdzianu.

    Opuszczając codziennie szkolne mury młody człowiek bogaty w przekonanie o bezsensowności własnej uczciwej pracy szkolnej stacza bój z rodzicami, którzy mając blade pojęcie na temat funkcjonowania szkoły wierzą, iż potrafi ona czegoś o życiu nauczyć i co gorsza, że owa nauka ma cokolwiek wspólnego z wystawianymi ocenami. Nasz młodzieniec jest w kleszczach systemu. Albo zgodzi się na realizowanie wymagań szkoły, których sensowność podważa, albo musi walczyć z całym otaczającym go światem dorosłych co samo w sobie dość szybko okazuje się tragicznie głupie. Pojawia się bierne (bez zgody) posłuszeństwo wobec otoczenia oraz ucieczka w swój własny świat.

    Ów „własny świat” jako miejsce rozwoju indywidualności, rządzi się specyficznymi prawami. Po pierwsze nie ma w nim zwykle miejsca dla dorosłych i towarzyszy mu aksjologiczna próżnia gotowa do dowolnego zagospodarowania. Po drugie jest to świat drugiego obiegu, który w codzienności społecznej znajduje się zawsze na uboczu. Klub szachowy po szkole, książki Davida Lodge’a, władanie królestwem komputerowym i co tam jeszcze się zdarzy. Dostajemy więc przestrzeń własną , obojętną dla społeczności , do dowolnego zagospodarowania. Ten świat jednak staje się jednak glebą dla rozwoju filozofii życiowej na lata następne. Filozofii w wielu pojedynczych przypadkach niezwykle podobnej do siebie.

    Ta wspólna filozofia to rozległa koncentracja na swoich potrzebach, wedle własnego najlepszego rozeznania. Wszystko jest „moje”, bo to „mój” świat, a jako ostateczne uzasadnienie wystarczy najczęściej „bo ja tak chcę”. Zdarza się uczniowi zeznawać, dlaczego nie jest przygotowanym do zajęć i żadne wytłumaczenie nie jest wystarczające. Ale rzadko kto go pyta dlaczego chodzi na kółko szachowe i najczęściej w zupełności zadowoli się wypowiedziami w stylu: „bo to lubię”, „bo tam czuję się dobrze”, „bo tam są fajni ludzie”. „Mój” świat jest traktowany przez innych w kategoriach relaksu i podnosi się na niego rękę, tylko, gdy pojawiają się „prawdziwe” problemy – czyli problemy szkolne. Ich istnienie to sprawa mocno indywidualna, co stanowi znakomite zarzewie codziennych konfliktów rodzice – nasz młodzieniec. Wypowiedzcie przed inteligentnym nastolatkiem zdanie: „Rodzice chcą dobrze, ale zupełnie nie rozumieją o w tym wszystkim chodzi”, a usłyszycie gorliwe potakiwanie.

    Interesujące, że ta filozofia „mojego” świata, zawsze odgrywa istotną rolę przy wyborze kierunku studiów. Jest pewną opcją, obok której pojawiają się rady otoczenia sugerujące by wybierać to co da konkretny zawód, albo to po czym łatwiej będzie znaleźć pracę. Same studia jawią się jako pierwszy etap wolności i (wreszcie) możliwości realizowania siebie. Problem w tym, że nasz uczeń, póki co żyje marzeniami o wolności, kształcąc się przykładnie na posłusznego niewolnika. To co zobaczy za progiem będzie czymś innym niż świat z marzeń.

    Porządne bycie wolnym wymaga intelektualnego zaplecza, z czym jeszcze młodzieniec sobie jakoś poradzi. Wymaga jednak całego zestawu cech, co do o których młodzieniec zaledwie wyobrażał sobie, że je ma. Siła woli czy to w formie samokontroli, czy realizowania celów, zorganizowanie, pewność siebie, odwaga to cechy charakteru, które w poprzednim życiu potrzebne były sporadycznie, a ich brak był źródłem drobnych niedogodności życiowych. Zamiast tego jest strach, obawa, niepewność siebie oraz wymagania, którym niezwykle trudno będzie sprostać…

    Powodzenia po maturze!

    Spis treści.

    Gry niewolników.

    –––––––

    Maj 22
Następna strona

Blog na WordPress.com.

  • Subskrybuj Zapisan/y/a
    • Moc illokucyjna
    • Masz już konto na WordPress.com? Zaloguj się teraz.
    • Moc illokucyjna
    • Subskrybuj Zapisan/y/a
    • Zarejestruj się
    • Zaloguj się
    • Zgłoś nieodpowiednią treść
    • Zobacz witrynę w Czytniku
    • Zarządzaj subskrypcjami
    • Zwiń ten panel